Skate Story
Sam Eng stworzył indie doświadczenie, które z pewnością zrobi na tobie wrażenie swoją dziwaczną fabułą i przyjemną rozgrywką na deskorolce.
Można by argumentować, że indie to jedyny obszar świata gier, gdzie prawdziwa kreatywność i artystyczna ekspresja wciąż istnieją. Oczywiście są unikalne i świeże pomysły, które pojawiają się w innych częściach branży gier, ale indie to praktycznie jedyne miejsce, gdzie znajdziesz gry takie jak najnowszy projekt dewelopera Sam Eng.
Mówiąc wprost, Skate Story to dziwaczna mieszanka, osobliwe doświadczenie, które bierze tak prostą koncepcję jak rozgrywka na deskorolce, którą widzieliśmy w remake'u Tony Hawk's Pro Skater i rebootcie Skate tylko w tym roku, i zestawia ją z dziwną i metaforycznie bogatą narracją. To taki projekt, w którym możesz poruszać się po różnych poziomach, wykonywać epickie kombinacje i łączyć imponujące sztuczki, jednocześnie będąc całkowicie zagubionym i zdezorientowanym tym, co główna fabuła próbuje ci przekazać. To byłoby jak oglądanie Marvel filmu w reżyserii Salvadora Daliego.
To samo w sobie ma swoje plusy i minusy. Po pierwsze, sama rozgrywka, zwłaszcza gdy pozwala się jej być ciałem napędzającym grę, jest naprawdę znakomita. Jak na niezależną grę stworzoną głównie przez jedną osobę, mamy do dyspozycji całkiem fantastyczny zestaw mechanik skateboardingu. To nie jest tak skomplikowane jak ugruntowane tytani AAA, ale łatwo opanować i wykonać mnóstwo unikalnych i różnorodnych trików, po prostu naciskając przyciski we właściwej kolejności jak w bijatykach (czyli nie bawisz się dziwnymi pozycjami analogów), grindując na wiele sposobów, ślizgając się mocno, wspinając się na i z deski z niej, i łatwo sunąć po świecie w bardzo satysfakcjonujący sposób. Gdy możesz zjeżdżać ze stromych wzgórz przy dudniącej ścieżce dźwiękowej lub łączyć kombinacje, by zdobyć wysoki wynik, to bardzo dobrze skonstruowane doświadczenie, z którego możesz czerpać mnóstwo frajdy.
Ale potem wszystko zwalnia i znów skupia się na metaforycznej narracji. Podstawowa idea jest taka, że aby uciec z Podziemia, podpisujesz z Diabłem układ, że jeśli zjesz księżyc, będziesz wolny. Aby dostać się do kosmicznego ciała, otrzymujesz niemal eteryczną deskorolkę i zamieniasz się w istotę ze szkła i bólu, naczynie zdolne pomieścić księżyc po pochłonięciu. Jednak w miarę rozwoju fabuły dowiadujesz się, że zostałeś oszukany na wiele sposobów, w tym że nie ma jednego, lecz siedmiu, a diabeł nawet nie zamierza pozwolić ci odejść, jeśli ukończysz ten wyczyn... To wszystko oznacza, że w trakcie każdego rozdziału pojawiają się różne zwroty akcji – niektóre nawiązują do Alicji w Krainie Czarów, jak gonienie królika (który okazuje się szczurem, co jest mylące, tak) przez portale (królicze nory), a inne powiązane z dziewięcioma kręgami piekła z Piekła Dantego. Czasem to dużo do ogarnięcia i może przypominać wpatrywanie się w surrealistyczny obraz w muzeum i próbę odkrycia jego założenia, z tą różnicą, że to nie obraz otwarty na wyrażenie, lecz gra wideo z jasną i rozwijającą się narracją.
Poza historią, z którą niektórzy się utożsamią i pokochają, a innych zdezorientuje, znajdujemy uporządkowany układ, w którym każdy rozdział jest zasadniczo złożony w ten sam sposób. Zaczynasz od przechodzenia przez kilka portali w intensywnej akcji na deskorolce, a potem trafiasz do bardziej otwartego środowiska, gdzie musisz wykonać kilka drobnych i dziwnych zadań, by zrobić postęp dalej. To ta część gry jest bardziej otwarta na swobodę gracza, bo możesz spędzać w tych miejscach tyle czasu, ile chcesz, rzucając sztuczki i zbierając punkty dusz, które są w zasadzie walutą do wydawania wyłącznie na kosmetyki, jeśli tylko chcesz. Nigdy nie musisz zdobywać pojedynczego kosmetyku, jeśli nie chcesz, ale taka opcja jest. W każdym razie odhaczysz te dziwaczne poboczne zadania, jak pomaganie gołębiowi z blokadą twórczą, zbierając litery w okolicy, by ułożył słowa typu "Cheese", żeby pożyczyć jego laptopa i wydrukować formularz, by móc spać i pozbyć się nadzoru z wyglądem na 1984 roku (wiem, To naprawdę dziwne), a w końcu możesz przejść do ostatniej części rozdziału, która zwykle przybiera formę walki z bossem.
Walki z bossami to wizualne widowiska, ale nie są to naprawdę bardzo złożone pomysły. W zasadzie musisz "pokonać" księżyce (i więcej...) zdobywając punkty i punkty poprzez triki i kombinacje, a następnie zwykle przekładając je na światło rzucane przez tych bossów, by ich obrażać. To nie jest ogromne wydarzenie, bo często te starcia kończą się w pięć minut, ale są jednymi z bardziej zapadających w pamięć elementów całej gry. Wprowadzenie każdego rozdziału wnosi różnorodność rozgrywki, nawet jeśli tempo jest nieco mniej zbalansowane przez otwarte części i zazwyczaj bardzo, bardzo powolne zadania. Och, i znowu, niesamowicie osobliwe.
Pomijając to wszystko, inne elementy, które wyróżniają się w Skate Story, to bez wątpienia styl graficzny i ścieżka dźwiękowa. Grafika jest odpowiednio dziwna i momentami może trudna do ogarnięcia, nawet jeśli jest unikalna, zapadająca w pamięć i bardzo pasuje do tego projektu. Mamy też ścieżkę dźwiękową stworzoną przez nowojorskiego artystę Blood Cultures, i to chyba moja ulubiona część Skate Story, ponieważ oferuje różnorodną i ekscytującą ścieżkę dźwiękową, oferującą muzykę w najróżniejszych tematach i kategoriach, idealnie współgrającą z częścią rozgrywki, w której się zanurzyłeś. Jest wyjątkowy i zostaje z tobą, a audiowizualny element Skate Story dostarcza ekspresyjną i kreatywną współpracę, jakiej nie znajdziesz poza przestrzenią indie.
Ale właśnie o to chodzi w tej grze – choć są elementy, które robią wrażenie, funkcje, które docenisz i z których się spodobasz, są też inne elementy, które wyjdą z nich szczerze mówiąc zdezorientowane. To dziwna równowaga, efekt końcowy, którego nawet po zakończeniu pracy wciąż nie potrafię do końca pojąć w niektórych miejscach. Ale to oznacza, że jest zapadająca w pamięć i wyjątkowa, więc jeśli lubisz niezależne gracze, które przesuwają granice twórczej ekspresji, Skate Story ma wiele do zaoferowania. Podobnie, jeśli lubisz bardziej bezpośrednie i mniej skomplikowane gry, najlepiej będzie odpuścić tej części. Zostawię cię z tym.











