Taxi Chaos 2
Przewoziliśmy klientów od punktu A do B i niszczyliśmy szalone radiowozy AI, wszystko to w grze, która stara się być hołdem dla starego klejnotu Dreamcasta.
Dla mnie Dreamcast dotyczyło niemal wyłącznie Shenmue, Resident Evil: Code Veronica i Crazy Taxi. To były trzy gry, które dawały mi najwięcej czasu na grę, a każda oferowała rozrywkę na swój unikalny sposób. Oczywiście musimy pamiętać, że 26 lat temu mieliśmy mniej wymagań wobec gier niż dziś, ale mimo że wszystko się zmieniło, prostsze, bardziej uproszczone doświadczenia mogą być nadal niezwykle rozrywkowe. Mogą być nawet kontrastem, którego szukamy, by dostać swoją dawkę. Więc jeśli brakowało Ci szybkości, emocji i dość prostego ustawienia, które oferował Crazy Taxi, Taxi Chaos 2 może wydawać się interesujące na pierwszy rzut oka. Niestety, wydaje się prosta w niewłaściwy sposób, a przede wszystkim nie jest zbyt przyjemna...
Tło jest takie, że wypalony taksówkarz Vinnie trafia do skąpanego słońcem miasta San Valeda. Tam ponownie siada za kierownicą taksówki, by przewieźć klientów z punktu A do punktu B. Nie tylko chcą dotrzeć na czas na miejsce, ale miasto jest pełne policjantów AI, którzy próbują utrudnić ci życie, ale głównie chodzi o znalezienie najkrótszych tras, unikanie przeszkód i zarabianie pieniędzy za szczególnie zadowolonego klienta. To też moment, w którym szybko odkrywasz, że Taxi Chaos 2 nie jest szczególnie rozrywkowe z kilku powodów. Pierwszą rzeczą, której mi brakowało, była fajna ścieżka dźwiękowa, która dodała trochę charakteru, bo z nią płynie poczucie szybkości, a tego ta gra naprawdę, naprawdę potrzebuje.
Kiedy odbierasz pasażerów, to właśnie jazda między punktami musi być przyjemna. Tutaj pochodzi niemal wyłącznie od natrętnych policjantów AI, którzy wywołują trochę paniki i oporu, choć tempo przez cały czas przypomina raczej wzruszenie ramion. Oczywiście, są nowe samochody do odblokowania, ale tu pojawia się kolejny problem; Postępy są niesamowicie powolne. Zbierasz wystarczająco pieniędzy, by kupić pojedynczy pojazd, strój kosmetyczny lub ulepszenie w jednej lub dwóch rundach, ponieważ ludzie hojnie korzystają ze swoich portfeli. Aby jednak przejść rozczarowującą fabułę do przodu, trzeba też awansować, a dzieje się to niezwykle powoli. Koncepcja gry polegająca na przewozie ludzi po dość nudnym, pustym mieście po prostu nie jest wystarczająco zabawna, przez co wszystko wydaje się nużące.
Do tego dochodzi naprawdę nudny styl wizualny. Wszystko wydaje się plastikowe, jakby zostało tam umieszczone jako zastępcze. Nie ma życia, nie ma ruchu, nawet jeśli kilka spanikowanych osób na chodniku rzuca się na bok, gdy pędzisz swoim żółtym pojazdem. Ogólnie otwarte miasto sprawia wrażenie raczej tła, a po kilku dniach pracy w nim widać, że jest zbyt małe, by długo się w nim bawić. Chciałbym wysadzić pasażerów poza miastem, w małej wiosce, być zmuszonym do jazdy na wąskie drogi w dzielnicach mieszkalnych, i tak, jest po prostu wiele takich rzeczy, które nie są dostarczane. Poza kilkoma specjalnymi zadaniami (które wciąż polegają tylko na wozieniu ludzi), nie ma nic innego do roboty ani wyzwania.
Ostatecznie Taxi Chaos 2 brakuje (poza oczywistym brakiem szybkości i fajnym, otwartym miastem do spędzania czasu) uroku i nastawienia. Wszystko wydaje się płaskie na każdym poziomie, a sam fakt, że nie ma świetnej ścieżki dźwiękowej, to jeden z wielu elementów, które wiele mówią o tym, jak ograniczona była produkcja. Oczywiście rozumiem, że nie każdy ma pieniądze na licencje na piosenki, ale obecny beep-boop wcale nie służy grze. W krótkich dawkach można się na chwilę zabawić i trochę zabawić, ale gdy słońce zaczyna zachodzić i jestem zmuszony wrócić do garażu, nie czuję nic zbliżonego do tego, co czułem po inspirującym Dreamcast klejnocie, na którym to się opiera.



