Cookie

Gamereactor korzysta z plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość przeglądania naszej strony internetowej. Jeśli kontynuujesz, założymy, że jesteś zadowolony z naszych zasad dotyczących plików cookie.

Polski
Strona główna
recenzje
The Division 2

The Division 2

W obronie stolicy.

The Division 2

Po ustabilizowaniu sytuacji w Nowym Jorku umiejętności Dywizji potrzebne są w samej stolicy Stanów Zjednoczonych. Nadszedł czas, by do miasta zawitał nowy szeryf i, jak to zwykle bywa, rola ta spoczęła na barkach i tak już zmęczonego gracza. Zima wcale nie nadejdzie, już dawno przeminęła. Czas zdjąć ciepłe odzienie.

Na ujrzenie pierwszych przebiśniegów przyszło czekać nam trzy lata. W tym czasie deweloper mógł szlifować swoje pomysły w Ghost Recon: Wildlands. W końcu jednak musiał nadejść ten dzień, w którym agenci Dywizji ponownie usłyszeli charakterystyczny sygnał ze swoich
zegarków.

The Division 2
Do miasta zawitał nowy szeryf.
The Division 2
Bo do tanga trzeba dwojga. Przynajmniej dwojga.

Zabrzmi to może zabawnie, ale uwielbiam przemierzanie zakamarków Waszyngtonu w samotności, choć gra nie została kompletnie do tego przystosowana. Zbieranie znajdek i odkrywanie nowych miejscówek jeszcze nigdy nie stanowiło takiego wyzwania i jest w tym zapewne jakaś nutka masochizmu, ale pomiędzy misjami ze znajomymi bawię się świetnie jako samotny agent starający się utrzymać porządek na ulicach. Nie zrozumcie mnie źle - druga część The Division to zdecydowanie gra nastawiona na kooperację i tak należy ją postrzegać. Co więcej, ukończenie w pojedynkę niektórych misji - zwłaszcza fabularnych - graniczy niemal z cudem, więc nie warto się nawet w ten sposób bawić. Aczkolwiek na przyzwoitym i dopasowanym do wyzwania poziomie doświadczenia można zawalczyć i czerpać z gry całkiem sporo przyjemności. Przynajmniej jeśli lubicie wysokie wyzwania.

Chyba nikt nie gra w The Division tak naprawdę dla historii. Ta jest, bo jest, i najważniejsze, że w żaden sposób nie uwiera. Fabuła została podana graczom ze smakiem, bez sztucznego patosu. Ot, solidna i ciekawie przedstawiona wizja apokalipsy, której początków byliśmy świadkami w pierwszej części. Nie musicie znać przy tym całej historii, choć, nie czarujmy się, po grę sięgną głównie fani, którzy zagrywali się w „jedynkę". Wszystkie najważniejsze informacje jak zwykle wyczytacie w stosownych dokumentach i muszę przyznać, że o ile nieczęsto buszuję po archiwach, o tyle wielu istotnych kwestii po prostu nie pamiętałem. Po wielu godzinach w The Division 2 łapałem się na tym, że nie potrafię przypomnieć sobie ani skojarzyć żadnych nazwisk poznanych na początku rozgrywki.

The Division 2
Division Effect.
The Division 2
Nawet niepozorne budynki mogą czasem zauroczyć.

Bo i nie o głęboką opowieść tutaj chodzi. Jest ona zaledwie pretekstem do zapuszczania się w kolejne lokacje, które w sprytny sposób za każdym razem robią na graczu kolosalne wrażenie. Plansze zachwycają, nie tylko wizualnie, ale również swoją wielopoziomowością i złożonością. Każda misja główna, niekiedy również poboczna, stanowi mistrzostwo samo w sobie i na długo zapada w pamięci. Niektóre zadania potrafią na tyle zaskoczyć, że bez wahania wskakujemy w nie ponownie tylko po to, by ponownie przeżyć wizualną ucztę. Zwłaszcza że dobór utworów przygrywających w czasie starć również jest fenomenalny, więc grając łechtają one również nasze uszy. Wchodząc w każdą kolejną grę dewelopera jestem pewien co do jednego - że jej ścieżka dźwiękowa będzie, mówiąc kolokwialnie, wymiatać. Ubisoft przyzwyczaił nas do pewnych standardów w tym temacie.

Technicznie gra prezentuje wysoki poziom. Po ogrywaniu bety szczególnie obawiałem się o doczytywanie tekstur. Na szczęście po premierze i wielkiej łatce problem ten w dużej mierze został zażegnany i występuje obecnie bardzo sporadycznie. Największą bolączkę stanowią niestety serwery, a raczej ich stabilność. Przez pierwsze dni gra wielokrotnie wyrzucała mnie do menu głównego, a niektóre misje chodziły wręcz poklatkowo. Występowały też spore trudności z wyszukiwaniem i łączeniem ze znajomymi. Nie należy się jednak zrażać, bo jest to stały problem tak dużych gier sieciowych, a na chwilę obecną, tydzień po premierze, pojawia się od czasu do czasu. Nie na tyle, by uprzykrzyć komuś życie. Inteligencja przeciwników jest całkiem niezła i niejednokrotnie potrafią oni zaskoczyć nieuważnego agenta. Pojawiło się kilka nowych rodzajów przeciwników i choć nie wszystkie muszą się podobać - czasami są zbyt wymyślne i bardziej pasują do Far Cry niż The Division - ich różnorodność sprawia, że ani razu nie zaznacie w grze nudy. A jak wszyscy wiemy, jest to główny antagonista podobnych tytułów.

The Division 2
Prawie jak piniata!
The Division 2
Mechanika strzelania jest nadal świetna.

Waszyngton żyje, choć w wielu miejscach występują jeszcze drobne bugi i glicze. To przed oczami niczym za sprawą magii pojawia się sarna, to któryś z przechodniów ma problemy z zejściem z krawężnika. Są to więc sytuacje, które bardziej wywołują śmiech niż irytację i w żaden sposób nie wpływają na rozgrywkę. Zwłaszcza że z drugiej strony otrzymujemy masę smaczków i akcentów, które naprawdę cieszą oczy. Mniejsze zwierzęta, takie jak szopy czy lisy, buszują w śmieciach i po zauważeniu naszego agenta wciskają się pod samochody; patrolująca ulice policja cywilna wchodzi na podwyższenia, by ocenić sytuację, a mieszkańcy osad, które przyjdzie nam ratować, żyją własnym życiem. I chociaż wszystkie opisywane przykłady to czyste skrypty, sprawiają one, że naprawdę jesteśmy w stanie zagłębić się i czasem uwierzyć w świat przedstawiony.

Zwłaszcza że twórcy zdecydowali się bardziej subtelnie podsuwać graczom wszystkie znajdki. Nadal jest ich całkiem sporo, ale tym razem naszą większą uwagę zwraca wykonywanie pobocznych aktywności, które często wymagane są do usprawnienia danej osady ocalałych. Tak jak w przypadku głównej bazy - którą tym razem stanowi sam Biały Dom - tak i one gwarantują nam pełne wsparcie, w postaci środków, a nawet nowych specjalistów, którzy z chęcią pomogą nam przywrócić ład i porządek. W grze jest naprawdę co robić, jednak ani razu nie czułem się przytłoczony jak w innych produkcjach Ubisoftu.

The Division 2
Z czasem zatrudniamy nowych specjalistów w Białym Domu.
The Division 2
Przeżyjmy to jeszcze raz.

Trudno być zresztą przytłoczonym, gdy tak wiele się dzieje. Siłą poprzedniej części były płynne i zarazem taktyczne misje ze znajomymi i tu główne założenia się nie zmieniły. Przez zwiększenie poziomu trudności i usprawnienie inteligencji wrogów można nawet śmiało napisać, że filary tytułu zostały jeszcze bardziej umocnione. Naprawdę dobrze patrzy się na projekt, który ewoluuje, ale nie traci przy tym swojej tożsamości. Krzywdzące byłoby stwierdzenie, że The Division 2 to po prostu odcinanie kuponów, choć, nie da się ukryć, że z całą pewnością gra mogła poradzić sobie w formie wielkiego rozszerzenia, bo i w gruncie rzeczy się aż tak nie zmieniła. Natomiast rozumiem doskonale decyzję twórców, bo w tym przypadku rozmiar robi naprawdę różnicę.

Aż dziwne, że do tej pory nie napisałem o moim ulubionym... a przynajmniej jednym z ulubionych aspektów w takich grach - kreowaniu postaci. Choć mam tu bardziej na myśli kreowanie wizerunku za pomocą wszelkich znalezionych dóbr w czasie misji. Jak sama nazwa gatunku wskazuje, produkcja tak naprawdę poza strzelaniem polega na kompletowaniu coraz lepszego i bardziej kozackiego ekwipunku. O ile w przypadku broni rzecz jest oczywista i jesteśmy wręcz zasypywani nowym złomem, spośród którego każdy bardzo szybko wybierze swój ulubiony rodzaj broni (który oczywiście możemy modyfikować na różne sposoby), o tyle warto zauważyć, że osadzenie akcji gry w okresie letnim dało twórcom większe pole do manewru w przypadku różnorodności ubrań i wszelkiej maści dodatków. Nikt nie zabroni nam biegać w krótkich spodenkach, co jest całkowicie zrozumiałe. Deweloper pokusił się nawet o dodanie smaczków typu zawieszane maskotki na plecaki. Niby niepotrzebne, ale w moich oczach takie szczegóły bardzo budują klimat gry. Nie powinniście być zawiedzeni.

The Division 2
Powodzenia, agencie!

Jestem miło zaskoczony i muszę przyznać, że Ubisoft ponownie dał radę. Druga część Division spełnia wszelkie pokładane w tytule nadzieje i niweluje powstałe za sprawą bety obawy. Warto również pamiętać - choć tego raczej fanom gatunku powtarzać nie muszę - że koniec jest zaledwie początkiem. Na wytrwałych śmiałków czeka endgame, a zapowiedziane wydarzenia już teraz sugerują kawał porządnej zabawy: nowe specjalizacje po osiągnięciu maksymalnego poziomu, ośmioosobowe rajdy, które z powodzeniem można wykonywać w towarzystwie swojego klanu, maksowanie misji i oczywiście wyzwania w Strefie Mroku. Czego tu nie ma? Ubisoft kolejny raz zaprasza nas w szeregi Dywizji i robi to naprawdę z klasą. Choć, niestety, zbyt małe zmiany w stosunku do części pierwszej oraz liczne problemy techniczne nie pozwoliły wykonać misji z perfekcyjnymi notami, to nadal dobra, solidna robota. Czy trzeba więcej?

08 Gamereactor Polska
8 / 10
+
Niesamowity nastrój Waszyngtonu; misje fabularne i poboczne; audiowizualnie gra stoi na bardzo wysokim poziomie; mechanika rozbudowy osad; liczne aktywności...
-
...które, niestety, są dość powtarzalne; liczne problemy techniczne; zbyt mało zmian w stosunku do części pierwszej.
overall score
to ocena naszych redaktorów. Jaka jest Twoja? Wynik ogólny jest średnią wyników redakcji każdego kraju

Powiązane teksty



Wczytywanie następnej zawartości