W momencie, gdy Jorge Martín kończy Grand Prix Walencji, przy ciepłych oklaskach Aprilii
Jorge Martín celowo zniósł się na ostatnią pozycję, aby uniknąć ryzyka podczas wyścigu.
Jorge Martín powrócił na tor MotoGP, zgodnie z obietnicą, podczas Grand Prix Walencji, ostatniego Grand Prix sezonu. Po "kiepskim" roku chciał się sprawdzić, bo "bardzo kocha ten sport" i chce kontynuować wyścigi przez wiele lat. Jednak nie ukończył wyścigu: wycofał się na 16. okrążeniu z 27 kierowców, wracając do alei serwisowej, gdzie jego zespół Aprilia przywitał go brawami.
Taki był jego plan od początku. W rzeczywistości Martín nigdy nie myślał o rywalizacji i podejmowaniu ryzyka, ze względu na powagę ostatniej kontuzji. Od pierwszego okrążenia Martín celowo spadł na 21. pozycję, wyjeżdżając poza tor. "Nie miało sensu, żebym dziś był tylko w grupie, bo widzieliście też wypadek z [Johannem] Zarco i Pecco [Bagnaia]. Nie chciałem, żeby to spotkało mnie, więc po prostu wyszedłem" – powiedział po wyścigu, przez Motorsport.
https://x.com/MotoGP/status/1990049356217495779
Martín mówi, że po weekendzie czuł się bardzo zmęczony, a celem zawsze było zatrzymanie się przed linią mety. "Rozmawialiśmy z zespołem i najbardziej inteligentną decyzją było zatrzymanie się po kilku okrążeniach. Przejechałem 15 okrążeń, trochę więcej niż wczoraj [wyścig sprinterski], więc to dobry znak. Ale byłem bardzo zmęczony i z bólem, więc nie miało sensu kontynuować." Przy obrażeniach, z którymi wciąż dochodził do siebie, kolejny wypadek byłby dla niego "katastrofą".
Choć nie był to koniec sezonu, jaki wyobrażał sobie rok temu, gdy Martín zdobył mistrzostwo, to wciąż pozytywna nota: Martín zakończył sezon na swoim motocyklu, po tym jak opuścił prawie dwie trzecie wyścigów w tym roku, a także dzięki wsparciu zespołu po dramacie na początku tego roku, kiedy Martín powiedział, że odejdzie z zespołu, korzystając z klauzuli w kontrakcie, a Aprilia zagroziła pozwem.

