Skip to main content
Seriale

The Book of Boba Fett - recenzja pierwszego sezonu

Definicja przeciętności.
Magnus Groth-Andersen 11 lutego 2022

Księga Boby Fetta musi być od jakiegoś czasu jednym z najbardziej sprzecznych, dziwnych i generalnie osobliwie skomponowanych serialów głównego nurtu. Przede wszystkim kontynuuje historię legendarnego łowcy nagród po wydarzeniach z drugiego sezonu The Mandalorian, jednocześnie wypełniając puste miejsca w scenariuszu od czasu, gdy wpadł do jamy Sarlacca tyle lat temu. Dodatkowo służy również jako platforma startowa dla trzeciego sezonu Mandaloriana, nawet poświęcając całe odcinki temu założeniu, nawet przy dość krótkiej, siedmioodcinkowej długości sezonu.

W niektórych miejscach wydaje się to zarówno powolne, jak i metodyczne, ale w innych jakoś przyspieszone, a czasami nawet kwestionujesz ogólny punkt widzenia. Czy to jest właściwie przedstawienie Boby Fetta?

Mimo to jest kilka spektakularnych scenografii, solidnie zagrane sceny ugruntowane fantastycznym występem Temuery Morrisona i wystarczająco solidnie skonstruowane filary wśród drugoplanowej obsady, takie jak całkiem fajna rola Ming-ny Wen jako Fennec Shand. Powtórzę, Księga Boby Fetta wygląda świetnie, jest przyzwoicie zagrana i ma całą pompatyczną muzykę, ostre sekwencje akcji, piękne zdjęcia, których potrzebuje dobry serial.

Więc tak naprawdę nie chodzi o makijaż od sceny do sceny, ale o ogólne poczucie miejsca, kierunek i spójność tematyczną, która działa raczej dezorientując niż ekscytująco. Po pierwsze, ogólne założenie fabularne wydaje się być trochę inne niż to, co początkowo ujawniono w pierwszym zwiastunie - Boba chce swojego kawałka tortu i rządzi przestępczym podziemiem Tatooine, ale raczej z szacunkiem niż ze strachu. Ta misja nie ma jednak zbyt wielu kroków i generalnie jest statyczna aż do ostatecznej konfrontacji z syndykatem Pyke, który przejął kontrolę nad większością wspomnianego podziemia. Dodaj trochę dziwacznie nie na miejscu młodzieńców w stylu Cyberpunka na krzykliwych skuterach, prawie nieistotne dodanie łowcy nagród Wookie Czarnego Krrsantana i trochę nieaktualnego rozwoju fabuły, a masz ogólnie dziwnie niesatysfakcjonującą konfigurację.

Retrospekcje wychodzą lepiej i służą do bardziej zdrowego podsumowania, gdzie był Boba i jak jego historia ukształtowała jego tożsamość po tym, jak zdecydował, że polowanie na nagrody naprawdę nie idzie zbyt dobrze po Sarlaccu. Jego interakcje z plemieniem Tusken, spotkanie z Shandem, wszystko działa całkiem nieźle i nigdy nie jest przerwą, jaką mogło być.

Ale potem mamy Mandalorianina. Din Djarin grający tutaj rolę nie jest ani trochę zaskakujący, ani mile widziany. Przedstawienie postaci Pedro Pascala jest jednym z podręczników historii, a on kradnie każdą scenę, w której się znajduje. Ale z siedmiu odcinków serii, dwa w całości poświęcone są wyłącznie tworzeniu fabuły dla trzeciego sezonu jego programu. Kiedy mówię całość, mam na myśli to. Dla Boby nie ma żadnego rozwoju fabuły, to tak, jakby te dwa odcinki istniały we własnym wszechświecie. Nie są złe, wcale nie, ale nie pasują do Księgi Boby Fetta.

Tak więc, skonfliktowana, zagmatwana i czasami sprzeczna z... cóż, samą sobą - Księga Boby Fetta jest samą definicją przeciętności, mimo że same składniki są dobrze przemyślane. Jego ratunkiem jest ostatecznie Morrison, który wnosi powagę do każdej sceny i zakotwicza ją, nawet gdy nierówne tempo psuje doświadczenie, ale gdzie Mando oferuje ściśle skoncentrowaną opowieść, wszystkie inne elementy serialu są jej przeciwieństwem.

Pełny profil 1,037 opublikowanych artykułów
Dlaczego warto ufać Gamereactor
23 Wydania Każde z własną redakcją i własnymi ocenami.
1998 Publikujemy od Niezależni właściciele przez cały ten czas.
100% Z własnego doświadczenia Pisane po czasie spędzonym z grą, nigdy z materiałów prasowych.
1–10 Ocena sieci Ocena każdego wydania, uśredniona i pokazana.