Ahsoka - Przegląd całego sezonu
Dave Filoni po raz kolejny udowadnia, że doskonale wie, jak powinny wyglądać Gwiezdne Wojny.
Jeśli spojrzysz na recenzje kilku pierwszych odcinków Ahsoka, opisują one nieco nierówne tempo, nieco zbyt stoickie i nieciekawe występy oraz nieco słabe otwarcie. Ryzykując, że będę najbardziej entuzjastycznym recenzentem na sali, czułem się zupełnie odwrotnie. Przez cały trzeci sezon The Mandalorian, wcześniej Andor i teraz Ahsoka, od samego początku czułem, że Disney, a może przede wszystkim Dave Filoni i Jon Favreau, lepiej rozumieją wszechświat i prowadzą go w nowych, interesujących kierunkach.
Jak się okazuje, Ahsoka stawał się coraz lepszy wraz z postępem odcinków i chociaż wciąż jest miejsce na ulepszenia tu i tam, seria pozostaje jedną z najlepszych rzeczy, jakie widzieliśmy z uniwersum Gwiezdnych Wojen od długiego, długiego czasu.
Wkrótce po pięknej, solidnie zainscenizowanej sekwencji otwierającej stało się jasne, że Filoni zamierza wykorzystać Ahsoka jako pretekst do przeniesienia popularnego serialu animowanego Rebels do live-action, zaczynając od miejsca, w którym skończył. Główna obsada jest w dużej mierze taka sama i chociaż ton zmienił się w kierunku czegoś nieco mroczniejszego, Filoni rozumie mieszanie gatunków i tonów dość mistrzowsko.
Ale co być może najważniejsze, Ahsoka udowadnia, że Star Wars nadal może być o Jedi i Sithach, o tajemniczych artefaktach i starożytnych przepowiedniach, bez natychmiastowego wywoływania nieprzyjemnych retrospekcji do The Last Jedi i Rise of Skywalker. Ahsoka charakteryzuje się zarówno nowym kierunkiem twórczym ukształtowanym przez The Mandalorian, który widać zarówno w scenografii, jak i tonie, ale jednocześnie jest bardziej oldschoolowy Star Wars, z intensywnymi pojedynkami, inspirowanymi Kurosawą zmianami wizerunku i tajemniczymi MacGuffinami, które wszystkie postacie desperacko próbują zdobyć. To działa, a serialowi udaje się udowodnić w ciągu ośmiu odcinków, że w standardowym założeniu Star Wars jest jeszcze dużo życia.
Moim zdaniem Rosario Dawson zapewnia solidny występ jako Ahsoka Tano. Przez wiele lat była zahartowana i chociaż nadal okazuje uczucia najbliższym, istnieje dystans, ironia, mechanizm ochronny. Działa subtelnie i działa. To samo można powiedzieć zarówno o niestety zmarłym Rayu Stevensonie, który daje z siebie wszystko jako Baylan Skoll, i chociaż nie szaleję za posturą Larsa Mikkelsena jako Thrawna, jest on dobrze wymalowany i daje przekonujący występ jako główny strateg.
Połącz to z doskonałą scenografią, dobrym utworem muzycznym tu i ówdzie i fantastycznym epizodem w środku, w którym Haydenowi Christensenowi naprawdę udaje się zawiązać pamiętny łuk w swoim czasie jako Anakin Skywalker, a to trudno nazwać inaczej niż hitem.
Oczywiście tu i ówdzie są drobne problemy. Aktorka stojąca za Sabine Wren, Natasha Liu Bordizzo, nie ma takiego samego zasięgu, a seria nie może pomóc, ale nawiązuje do bardziej klasycznych postaci Star Wars. Szczególnie jedna wymiana zdań wydaje się szczególnie leniwa, co prowadzi mnie do większego problemu. Jestem zmęczony tymi wszystkimi ekscytującymi nowymi historiami, które dzieją się w tym krótkim przedziale czasowym, w którym wszyscy wiemy, co nadchodzi tuż za następnym horyzontem. Tak, jest wiele lat, zanim First Order przejmie władzę, ale jednocześnie wydaje się, że Star Wars musi zrzucić kajdany Skywalkerów i myśleć chronologicznie.
Ahsoka naprawdę, naprawdę nie musi mieć miejsca w tym okresie. Nie musimy słyszeć o Lei, wojnach klonów, Anakinie i całym innym bagażu narracyjnym, który uniemożliwia Ahsoka pójście w zupełnie innym kierunku.
Ale poza tym Filoni ma tutaj prawy koniec kija.









