Avatar: The Last Airbender Netflixa to dość zagmatwany serial, gdy spojrzysz na niego na papierze. Jako fan oryginału - który z nawiązką trzyma się do dziś - zastanawiasz się, dlaczego ten serial aktorski musiał powstać? Czy mógłby być lepszy od oryginalnego dzieła? Nie, nie do końca i chociaż minęło już prawie 20 lat, odkąd Avatar: The Last Airbender po raz pierwszy zaszczycił nasze ekrany, niewiele jest w tym serialu tego, co krzyczy o przestarzałości. Zamiast tego pozostaje oczywiste wyjaśnienie: Netflix chciał wyświetleń i pieniędzy, więc zdecydował się po raz kolejny wyssać popularną własność intelektualną, aby osiągnąć jedno i drugie.
To dość cyniczna perspektywa, ale jest to nasza najbardziej prawdopodobna opcja. Dla niektórych zagorzałych fanów oznacza to, że ta adaptacja nie powinna istnieć. Tym ludziom, przykro mi to mówić, ale szkoda. Serial jest tutaj i jest całkiem niezły.

Pozbędę się złych części, ponieważ, co zaskakujące, Netflix zdołał wykonać całkiem przyzwoitą robotę z Avatar: The Last Airbender. Ale jest więcej niż kilka czkawek. Przede wszystkim po raz kolejny muszę odnieść się do tego, w jaki sposób Netflix nadal tworzy treści, które w dużej mierze wyglądają tak samo, jak inne wysokobudżetowe programy. Oświetlenie jest dużym prezentem i zawsze wydaje się, że postacie są wysadzane promieniami światła, gdy są na zewnątrz w ciągu dnia, a to tylko sprawia, że niektóre tła wyglądają sztucznie, a szkoda, gdy wiele innych efektów, kostiumów i scenografii pokazuje sporą porcję wysiłku. To mój osobisty problem z wieloma najnowszymi filmami Netflixa, ale często może sprawić, że serial będzie pozbawiony osobowości.
Mówiąc o braku osobowości, wydaje się, że aktorskiemu Avatar: The Last Airbender czasami brakuje charakteru. Ogólnie rzecz biorąc, serial ma znacznie mniej głupkowate i beztroskie podejście niż oryginał, co oznacza, że postacie takie jak Iroh i Aang szczególnie tracą wiele ze swojego uroku. Nie pomaga, gdy serial próbuje przedstawić tę oryginalną, kreskówkową naturę swoich bohaterów, ponieważ kończy się to sprzecznością z tym, co pokazali do tej pory. Na przykład w odcinku 4 Aang spotyka się ze starym przyjacielem, Bumim, który wyzywa go na serię gier. Aang zaczyna odcinek, mówiąc, że nie może sobie pozwolić na granie w gry, kiedy świat najbardziej go potrzebuje, ale w połowie tego samego odcinka nagle Bumi decyduje, że nie gra już w gry, podczas gdy Aang chce odzyskać swojego przyjaciela, który uwielbiał grać w gry.
Jest wiele takich momentów w dialogach, w których wydaje się, że bohaterowie mówią za dużo, podczas gdy ten serial pokazuje nam zbyt mało. Nigdy nie ma chwili, aby coś się zatrzymało lub po prostu pozwoliło, aby scena przedstawiła się wizualnie. Kiedy dzieje się coś wielkiego, pięć sekund później postać poboczna wyjaśnia dokładnie, co się dzieje, co sprawia wrażenie, jakby rujnowało jakąkolwiek tajemnicę w imię traktowania rzekomo bardziej dojrzałej publiczności jak większych dzieci niż w oryginalnym, dziecięcym serialu. To po prostu treści, które dzieją się przed tobą przez większość czasu, bez miejsca na zawiłości, introspekcję czy niuanse. Nie pomaga w tym fakt, że tempo może być zupełnie niewłaściwe, zwłaszcza na początku, ale nawet później wydaje się, że masz bardzo mało czasu, aby zobaczyć Drużynę Awatara jako przyjaciół. Zamiast budowania więzi między postaciami, wiele kwestii poświęca się na wyjaśnianie elementów związanych z fabułą, co daje postaciom wymówki, by być tam, gdzie muszą. Wydało mi się to dziwne, zwłaszcza że rzadko skupiamy się na treningu magii Aanga. Wiesz, jedyna rzecz, której potrzebuje, aby stać się Awatarem. Pod koniec Księgi Pierwszej w oryginalnym serialu nie jest mistrzem, ale nauczył się sporo magii wody, a nawet trochę magii ognia.
Dobra, dość negatywności. Jak już mówiłem, podobał mi się czas spędzony z Netflixem Avatar: The Last Airbender. W porównaniu z adaptacjami takimi jak Wiedźmin, a nawet One Piece, powiedziałbym, że jest to najlepsze, co Netflix zrobił od jakiegoś czasu. Wiele z tego zależy od zrozumienia, jakie ludzie stojący za serialem mają dla materiału źródłowego. Jak wspomniano, nie wszystko jest w porządku, ale wizualnie jest to dokładnie tak, jak można sobie wyobrazić aktorski Avatar: The Last Airbender. Większość efektów jest całkiem niezła, a jest ich tak wiele, że zapominasz o tych, które nie wyglądają niesamowicie. Oprócz efektów specjalnych, choreografia akcji jest również bardzo solidna, jak to zwykle bywa w przypadku wysokobudżetowych filmów Netflixa. Zwłaszcza jeśli chodzi o oprawę wizualną, ale także ogólnie o serial, można odnieść wrażenie, że twórcy nie wprowadzają zmian tylko po to, by zwabić i zmienić oryginalną publiczność. Wygląda na to, że zrobiono wszystko, aby usprawnić pewne aspekty i rzucić światło na mniej używane postacie.
Azula, na przykład, nie jest obecna w pierwszym sezonie serialu, a mimo to ma tu większą rolę do odegrania, przygotowując ją na złoczyńcę, którym się stanie. Ozai dostaje również o wiele więcej czasu ekranowego, dzięki czemu możemy zobaczyć, kto jest naszym wielkim złym w całej sprawie, zamiast trzymać go w cieniu. Niektóre z dodanych scen nie pomagają, a jednak wiele z nich oferuje interesujące odstępstwa od materiału źródłowego, nie będąc jego frustrującymi subwersjami. Po prostu dostajemy więcej historii związanych z naszą obsadą i chociaż może to ponownie zepsuć część tajemnicy, daje to również zarówno starym, jak i nowym widzom coś, czego wcześniej nie widzieli.
Odcinki są również skonstruowane w inny sposób niż oryginał. Dostajemy mniej i dłuższe odcinki, ale nawet jeśli mają więcej czasu niż pierwszy sezon serialu animowanego, byłoby dziwne, gdybyśmy przeskoczyli przez trzy różne pełne łuki w ciągu godziny, a zamiast tego wiele odcinków historii jest skondensowanych w jednej lub dwóch lokalizacjach. To całkiem sprytne, aby zachować jak najwięcej ulubionych przez fanów momentów i chociaż większość średnich odcinków jest dość zapomniana, pod koniec prowadzi to do bardzo mocnych dwóch ostatnich odcinków, w których uwaga jest odpowiednio przywrócona.
Ze zdjęć obsady, które prawdopodobnie widziałeś w Internecie, prawdopodobnie możesz powiedzieć, że fizyczny wygląd wielu z tych postaci jest tak bliski ideału, jak to tylko możliwe. Z drugiej strony, ich gra aktorska, cóż, jest w większości dobra, ale jest kilka odstających elementów. Na szczęście Gordon Cormier daje z siebie wszystko i jest naprawdę imponującym Aangiem, ale Katara i Iroh naprawdę nie czują, że przenieśli bohaterów na nowe wyżyny, a nawet na ich własne miejsca. Często może się wydawać, że jest to produkcja sceniczna w szkole średniej, gdy są pozostawieni sami sobie na zbyt długo, ale w większości przypadków wszyscy inni wykonują dobrą lub świetną robotę. Chciałbym szczególnie podkreślić wszystkich w Narodzie Ognia (niestety z wyjątkiem Iroh). Od Zuko po Zhao, każdy z nich tworzy własną wersję swoich postaci, nie odchodząc od oryginałów.
Ten serial jest daleki od ideału, a sekret jego sukcesu tkwi w dużej mierze w tym, że ma tak silny materiał źródłowy, na którym można się oprzeć. Wszystko, co musi zrobić, to nie robić tego, co zrobił M. Night Shyamalan. A jednak bardzo łatwo mogło to być również dość okropne. Są fani oryginału, którzy chcieliby, aby ten serial poniósł porażkę, tylko po to, aby ich doskonały serial był chroniony na zawsze, i będą fani aktorstwa, którzy uważają, że jest to jeden z najlepszych seriali, ale w rzeczywistości żadna z tych grup nie będzie miała racji. Avatar: The Last Airbender to dobry program. Czasami jest bardzo dobry, ale nigdy nie osiąga wielkości. Dużo męczyłem się z moimi przemyśleniami na ten temat, ponieważ jest najlepszy, gdy jest ściślej zgodny z materiałem źródłowym, więc chwalenie go za to jest jak świętowanie udanej kopii czyjejś pracy domowej.
Mimo to pozostanę nieco optymistycznie nastawiony do tego serialu, bo nawet jeśli nie może on przebić geniuszu swojego poprzednika, warto pamiętać, że 1. sezon serialu animowanego również miał swoje początkowe problemy (czy muszę przypominać o Wielkim Podziałie?) Nawet jeśli jest to tylko zgarnięcie gotówki na widza pod koniec dnia, jest całkiem niezły i jeśli naprawdę nienawidzisz animacji z jakiegokolwiek powodu, myślę, że możesz obejrzeć to zamiast oryginału.