Jack Gleeson przerywa milczenie na temat tego, dlaczego opuścił Hollywood
Po prawie dekadzie nieobecności w centrum uwagi, Jack Gleeson – irlandzki aktor, który przeraził miliony jako sadystyczny król Joffrey w "Grze o tron" – w końcu wraca na ekran.
Po prawie dziesięciu latach milczenia Jack Gleeson znów znalazł się w centrum uwagi. Irlandzki aktor stał się niesławny na całym świecie dzięki roli Joffreya Baratheona, z której prawdopodobnie wywiązał się trochę za dobrze. Ale kiedy kurtyna opadła na postać, Gleeson zdecydował się zniknąć z medialnego szaleństwa, mając zaledwie 21 lat.
Kolejne lata spędził w Trinity College w Dublinie, gdzie studiował i wraz z bliskimi przyjaciółmi założył grupę teatralną, z dala od świateł Hollywood. Krążyły plotki o tym, dlaczego zdecydował się przejść na emeryturę, zwłaszcza, że jego kariera rozpoczęła się tak spektakularnie.
Teraz, po triumfalnym powrocie do House of Guinness, Gleeson w końcu wykłada karty na stół:
"Cóż, mogę powiedzieć, że na szczęście nie było tak dlatego, że spotkałem się z jakimkolwiek znęcaniem się od kogokolwiek. Wiem, że może się zdarzyć... Nie wiem, to może się zdarzyć. Ludzie mylą postać z aktorem. Ale po "Grze o tron", a nawet w jej trakcie, nie przestawałem grać. Ale to było bardziej tylko z grupą teatralną, którą założyłem z przyjaciółmi w Dublinie. I nie wiem, po prostu w tamtym czasie bardziej mnie to interesowało. Ale potem zaczęłam tęsknić za aktorstwem ekranowym i wróciłam do tego".
Gleeson z pewnością był tęskniony, mimo że od czasu do czasu podejmował się (bardzo małych) ról. Dom Guinnessa jest teraz dostępny w serwisie Netflix dla każdego, kto chce zobaczyć go w roli enigmatycznego Byrona Hughesa.


