Something Very Bad is Going to Happen
Coś naprawdę złego wydarzy się w najnowszym hicie Netflixa.
Pamiętasz pierwsze pół godziny filmu Jordana Peele'a Us? Mam na myśli, zanim desperacko próbował wcisnąć ci do gardła dość niedopracowane, nierealistyczne i całkowicie absurdalne wyjaśnienie wewnętrznej logiki filmu. Nie, pierwsze pół godziny faktycznie mija bez żadnych przerażających klonów, tylko narastający węzeł w żołądku, który mówi protagonistce, Lupie Nyong'o, że coś jest... Błąd. To "Something Very Bad is Going to Happen ".
Tak, przywołuję ten przykład, bo to dokładnie taki rodzaj napięcia, jaki tworzy Haley Z. Boston. Boston zbudowała całą swoją ośmioczęściową serię horrorów wokół – to podstawowa, centralna podstawa, na której opiera się całe doświadczenie – twojej wrodzonej wiedzy, że coś strasznego się wydarzy, ale nie wiesz, kiedy to się stanie ani jak to będzie wyglądać, gdy się stanie. Ty o tym wiesz, postacie nie, taka jest istota założenia, a ten założenie trwa dobre siedem godzin.
Something Very Bad is Going to Happen to ośmioodcinkowy serial Netflixa stworzony przez Boston i wyprodukowany między innymi przez twórców Stranger Things, Matta i Rossa Duffera. Śledzimy losy Rachel Harkin (grana przez Camilę Morrone), która ma poślubić Nicky'ego Cunninghama (w tej roli Adam DiMarco) tydzień po rozpoczęciu serialu, gdy razem jadą do ufortyfikowanej letniej rezydencji jego bogatej rodziny, by spotkać się z ekscentrycznymi krewnymi przed zbliżającym się ślubem. Ujawnienie więcej naprawdę zepsułoby zarówno dreszczyk emocji związany z obserwowaniem powoli rozwijających się wydarzeń, jak i tajemnicę znajomości tego "Something Very Bad is Going to Happen ", bez możliwości umieszczenia tej wiedzy w kontekście lub umieszczenia jej w zrozumiałym ujęciu.
Uwierz mi jednak, gdy mówię, że Boston reżyseruje swoją obsadę (w której jest m.in. zawsze utalentowany duński aktor Zlatko Burić) z absolutną perfekcją. Jennifer Jason Leigh ponownie daje mistrzowski lekcję, podobnie jak Morrone, która jako Rachel zapewnia dokładnie takie połączenie emocjonalnego kotwiczenia i tajemnicy, by utrzymać zainteresowanie widza przez cały czas.
Boston zazwyczaj czerpie inspiracje z Ari Astera, Jordana Peele'a, a może nawet Mike'a Flanagana, ponieważ napięcie jest znacznie ważniejsze niż prawdziwy horror napędzający adrenalinę, więc pozwala kamerze zatrzymać się trochę dłużej, niż by to było komfortowe, a postacie często mówią bezpośrednio do obiektywu, niemal w stylu FPV, by podkręcić napięcie i wspomniany węzeł w żołądku, który z każdym kolejnym odcinkiem rośnie i rośnie.
Serial wspiera absolutnie genialna scenografia od początku do końca, gdzie skupiono się na kontrastach w oświetleniu i ostrej chemii kolorów, co sprawia, że serial wydaje się nieskończenie droższy niż był. W połączeniu z tlącymi się pejzażami dźwiękowymi kompozytora Colina Stetsona otrzymujemy tu ostrą dawkę horroru.
Jedyną prawdziwą skargą jest to, że osiem odcinków trwających około 50 minut każdy rozciąga fabułę, skuteczne napięcie i całą strukturę do granic wytrzymałości. Samo w sobie imponujące, że posuwają się tak daleko, ale trudno nie zauważyć, że serial prawdopodobnie zyskałby na formacie miniserialu, powiedzmy, czterech czy pięciu odcinków.
Mimo to Something Very Bad is Going to Happen to jeden z najskuteczniejszych horrorowych projektów Netflixa od dawna i zapowiada błyskotliwą karierę Bostonu jako twórcy i showrunnera.


