Spider-Noir: Sezon 1
To nie jest zwykła przyjazna historia sąsiedzka...
Nie będę kłamać, gdy usłyszałem, że Prime Video planuje stworzyć serial aktorski oparty na postaci Spider-Noir ze Spider-Man: Into the Spider-Verse, której głosu użyczył Nicolas Cage, byłem trochę sceptyczny. Czy tego potrzebowaliśmy? Czy miałby taki sam zakres jak hity filmowe z Tomem Hollandem? Czy Nic Cage jest już za stary, by być skutecznym aktorskim Spider-Manem? Dla niektórych mogą się to wydawać niesprawiedliwymi zarzutami i obawami, ale biorąc pod uwagę totalny bałagan, jakim był uniwersum Spider-Mana oparte na złoczyńcach Sony, w tym aktorskie postacie Spider-Man w Madame Web, uważam, że można było trochę się martwić, czym ten serial ostatecznie się stanie.
Ale potem sytuacja stopniowo się zmieniała, a moje krytyki przeszły w pełne zainteresowanie, gdy pojawiały się nowe informacje o projekcie, a zdjęcia z planu, a nawet zwiastuny tworzyły bardzo unikalny obraz. To, co mieliśmy dostać z Spider-Noir, to nie Spider-Man osadzony w latach 30. i z nutą noir, lecz raczej kryminalny dramat noir, w którym Ben "Pająk" Reilly widzi, jak funkcjonuje w świecie gangsterów, prohibicji i społeczno-politycznych zawirowań. Pod wieloma względami to wcale nie jest serial o Spider-Manie i podtrzymuję to po obejrzeniu pierwszego sezonu i zobaczeniu, jak rozwijają się wydarzenia.
Po pierwsze, choć tak naprawdę niewiele wiemy o tej postaci, bo nie jest to dokładnie ta sama wersja co wariant Spider-Verse, Spider-Noir nie jest historią pochodzenia. Nie ma tu momentu w stylu wujka Bena "wielka moc wiąże się z wielką odpowiedzialnością", nie ma sceny montażowej, gdzie widzimy, jak Reilly opanowuje swoje nowe zdolności, nawet nie ma sceny z ukąszeniem pająka (przynajmniej nie w taki sposób, jakiego moglibyście się spodziewać). Chodzi o to, że jeśli spodziewałeś się, że Spider-Noir znów podąży za typową formułą Spider-Mana, ten serial praktycznie nie spełnia jej wszystkich – i to chyba jest jego najsilniejszy element.
Znów ta historia dotyczy głównie tego, jak prywatny detektyw Ben Reilly próbuje przetrwać w świecie rządzonym przez skorumpowanych polityków i bezwzględnych gangsterów. Reilly ma talent do znajdowania się w najgorszych możliwych momentach w najgorszych momentach, dlatego musi jako człowiek potrafić gładko mówić i przechytrzyć niebezpieczne i intrygujące zagrożenia, a nie Pająk. Powodem jest to, że Spider-Noir to serial osadzony lata po tym, jak Reilly odłożył maskę na wieszenie i przeszedł na emeryturę z przestępczością. Styl życia dał się we znaki i teraz nie chce mieć z tym nic wspólnego, zostawiając go raczej samolubną skorupą w okrutnym i twardym świecie. Ale choć nigdy nie jest to wyraźnie powiedziane, credo Spider-folków o "wielkiej mocy prowadzącej do wielkiej odpowiedzialności" zawsze depcze mu po piętach, wzywając Pająka do powrotu i bycia orędownikiem tych, którzy są maltretowani przez innych o zbyt dużej mocy.
Sprowadzając to do końca, Spider-Noir to swego rodzaju tradycyjna opowieść o Spider-Manie, ale nie w tym sensie, że regularnie widzimy bohatera w kostiumie tknącym tyłki. Wyobraź sobie Petera Parkera jako naukowca kryminalistycznego i wbijającego przestępców w więzienia, znajdując odpowiednie dowody, albo Bruce'a Wayne'a dołączającego do GCPD, by działać zgodnie z literą prawa. To właśnie ten serial eksploruje, z tą różnicą, że w dość bezprawnym Nowym Jorku sprzed 100 lat ani policja, ani urzędnicy państwowi, ani gangsterzy nie przestrzegają zasad, więc bohater też nie może przestrzegać zasad.
Więc to nietypowe i prawdopodobnie nie to, czego byś się spodziewał, zwłaszcza jeśli widziałeś zwiastuny, widziałeś siedzenie sieci i walkę z przestępczością, i spodziewałeś się tego masowo. Jest wolniejsza, bardziej stylowa, jak Boardwalk Empire z odrobiną thwip-thwip w środku. W związku z tym twórcy zasługują na ogromne brawa za stworzenie tak kreatywnie unikalnej serii z Spider-Noir, w której dominujący noir i surowe lata 30. są wspaniale przedstawione na wszystkich poziomach – zarówno kostiumy i scenografia, aktorstwo i dialogi, użycie muzyki, jak i sposób, w jaki bohaterowie walczą, jakby miały w butach ciężar 10 kg. Spider-Noir nie tylko sprawia wrażenie, że film powinien pochodzić z lat 30., ale sprawia wrażenie, że twórcy chcieli nakręcić go jak bardziej przestarzałą produkcję, ograniczając nowoczesne i ekscentryczne aktorskie występy oraz efektowne efekty specjalne, pozwalając gwiazdom wykonać ciężką pracę i dostarczać sceny walk, jakby wyciągnęli się z projektu Power Rangers. To bardzo nietypowy układ, niemal jakby Spider-Noir, pod każdym względem, chciał, byś myślał o tym serialu jak o kapsule czasu minionej epoki, co łatwo zrobić, oglądając doskonałą czarno-białą wersję (która jest najlepszym sposobem na oglądanie tego serialu).
Są pewne wady związane z tak mocnym opieraniem się na tej filozofii projektowania, w tym sceny, gdy pojawia się Pająk, które wydają się nieco rozczarowujące i płaskie. Postać nie jest gładka i zwinna, jest ciężka i sztywna, odzwierciedlając starzejącego się Cage'a, który w tej serii gra starzejącego się bohatera, postaci, która odczuwa skutki każdej walki i upadku. Zasadniczo nie spodziewaj się salto i akrobatyki, jak to widzimy u Hollanda jako Petera Parkera, bo Cage bardziej polega na łamaniu pleców i topieniu smutków w whisky.
Ostatecznie Spider-Noir pojawia się w idealnym momencie, bo to nie jest typowy serial o superbohaterach. Gdy fani mają dość typowych bohaterskich wyczynów i ekscentrycznych scen z efektami cyfrowymi, Spider-Noir wyróżnia się podobnie jak Wonder Man, gdzie to projekt o człowieku, a nie o masce. Aby zrozumieć, jakie tematy porusza ten serial i jak wpisuje się w twardą i bezlitosną epokę, zostawię cię cytatem bezpośrednio z Bena Reilly'ego granego przez Cage'a: "Bez władzy nie ma odpowiedzialności." Jeśli szukasz choćby naśladowania tego, czego można się spodziewać po tym serialu, to stwierdzenie mówi wszystko i jeszcze więcej.













