Skip to main content
Gamereactor Seriale The Acolyte
Seriale

The Acolyte (Disney+) - Recenzja całego sezonu

Najnowszy serial Star Wars właśnie się zakończył i jest równie głupi, co jest czymś, co fani będą chcieli oglądać z kilku powodów.
David Caballero Editor-in-Chief Spain 17 lipca 2024

Kiedy oglądałem pierwsze dwa odcinki The Acolyte na premierze w Madrycie, chwaliłem jego zdjęcia, świeższe elementy i wyjątkowość podejścia do tajemniczego morderstwa w aktorstwie, ponieważ widzieliśmy to już wcześniej w formie animowanej w kilku historiach Wojen klonów i Złej Partii. Potem miałem nadzieję, że utrzyma dobre tempo narracji i spodziewałem się, że skryje duży zwrot akcji lub dwa w przyszłości.

Jednak, chociaż zachował niektóre z tych wartości, wkrótce zepsuł się w kilku kluczowych aspektach, nie tylko dla Gwiezdnych Wojen, ale dla prawie każdego serialu, który ma być dobry i wciągający. Momentami czułem się jak w serialu Obi-Wana Kenobiego. I to nie pod względem kinematograficznym, choreograficznym czy realizacyjnym, nie. The Acolyte wygląda pięknie przez większość czasu, ze świetnym kierunkiem artystycznym, doskonałym wykorzystaniem kolorów oraz ekscytującymi ujęciami i cięciami. Nie wspominając już o jednych z najlepszych walk od czasu pokazu Ahsoki, z dodatkowym akcentem sztuk walki. Co więcej, jakość wizualna i dbałość są znacznie lepsze, nawet jeśli tła CGI stają się rażąco widoczne w niektórych środowiskach.

To, co The Acolyte łączy z Obi-Wanem Kenobim, to żenujący brak kierunku i nadzoru. Dzieli się absolutnie głupimi momentami, dzieli poczucie, że niektóre odcinki zostały tak okropnie wycięte i wykalkulowane, że wyglądają jak tani wypełniacz, którego nikt nie potrzebuje, i dzieli sprzeczność między traktowaniem siebie poważnie, ale potem nie tak bardzo, i na odwrót.

Był reklamowany jako być może najmroczniejsza rzecz do tej pory w Gwiezdnych Wojnach, ale potem musiał opierać się na kreskówkowych, głupich żartach aż do pewnego momentu, aby następnie porzucić najbardziej surowy zwrot akcji w Epizodzie 5. Tak surowe, tak dziwnie wyważone, że wydawało się to po prostu tak złe, tak darmowe. A jednocześnie oba te odcinki, wraz z epizodami 7-8 jako finałem sezonu, są bardziej spójne pod względem opowiadania historii i, no cóż, czystej rozrywki.

Showrunnerka Leslye Headland obiecała nam "dużo emocji, miłości i pasji" i choć teraz rozumiem, co miała na myśli, aby te elementy zaskoczyły, cały serial desperacko potrzebował lepszego rozwoju postaci. Każdy z nich, bez wyjątku, ma swój moment (momenty) nielogicznego podejścia lub nagłej zmiany zachowania, które łamie to, co zaczynałeś o nich myśleć, lub małe przywiązanie, do którego do tej pory się do nich przywiązałeś. I można by powiedzieć, że to po to, żeby pokazać, że wszyscy są ludźmi, niezdecydowanymi i niedoskonałymi, ale to nie to, to tylko kiepsko napisane zwroty akcji.

Obejmuje to dwie bardziej solidne postacie Jedi w postaci Mistrza Sola Lee Jung-jae i Mistrza Indary Carrie-Anne Moss, które malują bardzo wyraźny, przekonujący obraz, dopóki nie zostaną złapane w dziwne zwroty akcji i nonsensy. I znowu, nie dlatego, że coś ukrywają, jak wszyscy wiemy, że tak jest, ale dlatego, że zostali skierowani w dziwny sposób.

Przy tej dychotomii między "hej, to było fajne/świeże/interesujące" a "co właśnie obejrzałem" możesz nawet mieć trudności z kontynuowaniem oglądania, aż dotrzesz do ostatnich odcinków, w których cała prawda zostanie ujawniona. Ale tak nie jest. Biegacze celowo zostawiają kilka nierozwiązanych końcówek do załatwienia w The Acolyte: Season 2, co może się zdarzyć pomimo negatywnych reakcji i recenzji. Akcja rozgrywała się w bardzo interesującym momencie na osi czasu Gwiezdnych Wojen i nawet jeśli serial nie opiera się na fanserwisie i odniesieniach tak bardzo, jak praca Dave'a Filoniego, to właśnie pod koniec warto połączyć to bezpośrednio z głównymi wpisami, w ten bardzo specyficzny sposób i z postaciami, których oczekiwali fani. A to wykracza poza kanoniczną walkę i intrygującą skądinąd koncepcję "The Vergence", której nie będę tutaj spoilerował.

Ogólnie rzecz biorąc, rozumiem i popieram główne przesłanie, które ten serial chciał przekazać. I nie, hejterzy, nie chodziło o to, żeby na siłę wpleść w swoją ukochaną fikcję inkluzywność czy muzykę pop. Opowiadała o strachu przed nieznanym, o tym, jak religia może zmienić się z potężnej w niebezpieczną, o podejmowanie decyzji dla rzekomego większego dobra i o radzenie sobie z własnym zepsuciem na różne sposoby. Daje nam to również jeden z najlepszych opisów arogancji Jedi, złowieszczo przewidującej w tamtym momencie. Wszystko to trafia w sedno, tylko w tak niezręczny, a czasem sztuczny sposób, że nie wydaje się prawdziwe ani przekonujące. A fakt, że duet głównych bohaterów z Mae/Osha graną przez Amandlę Stenberg wygłasza tylko kilka wiarygodnych kwestii, nie pomaga.

Tak więc "największym nauczycielem, porażką jest", jak powiedziałby Mistrz Yoda, a my zostajemy z dość wadliwym przedstawieniem, które po raz n-ty mogłoby być o wiele, wiele lepsze. Czy wyciągną wnioski z tej porażki, zachowując to, co dobre lub możliwe do uratowania? Nie jestem pewien, ponieważ niektóre odcinki (3, 4, 6) i momenty tutaj są tak odpychające, że obawiam się, że wielu przestanie się tym przejmować. Jednak z bardziej sumiennym tonem, z bardziej zwartym kierunkiem i bez elementów, które są sprzeczne z Gwiezdnymi Wojnami i po prostu logiką narracyjną, teraz chcę wiedzieć, co dzieje się z kilkoma postaciami, nawet jeśli wykluczam Oshę i Mae.

Editor-in-Chief Spain David Caballero was editor-in-chief of Gamereactor Spain, writing for the site from 2011. He covered video games alongside film, tech and wider culture, and interviewed developers at events across Europe.
Pełny profil Autor Gamereactor od 2011 · 723 opublikowanych artykułów
Dlaczego warto ufać Gamereactor
23 Wydania Każde z własną redakcją i własnymi ocenami.
1998 Publikujemy od Niezależni właściciele przez cały ten czas.
100% Z własnego doświadczenia Pisane po czasie spędzonym z grą, nigdy z materiałów prasowych.
1–10 Ocena sieci Ocena każdego wydania, uśredniona i pokazana.