The Mighty Nein: Odcinki 1-3 (Prime Video)
Critical Role rozpoczyna swoją drugą animowaną serię, zachowując swój styl i z bardziej dziką "grupą" postaci oraz znacznie głębszą, choć zbyt odkrywczą, narracją.
Nie ma wątpliwości, że Critical Role wie, jak zarządzać i wykorzystywać imperium rozrywkowe, które budowali starannie i mozolnie przez ostatnie dziesięć lat. To, co zaczęło się od grupy przyjaciół przy kuchennym stole, świętujących urodziny jednego z nich grających w Dungeons and Dragons, przekształciło się w giganta transmedialnego, który zrewolucjonizował nie tylko postrzeganie TTRPG przez ogół społeczeństwa, ale także przekształcił je w występy na żywo, mnóstwo gadżetów, nowy system RPG i, Oczywiście, serial animowany. The Legend of Vox Machina stoi przed ostatnim etapem (czwarty i przedostatni sezon zadebiutuje w 2026 roku), a teraz pojawia się animowana adaptacja drugiej kampanii D&D w świecie Exandrii, The Mighty Nein .
The Mighty Nein rozgrywa się w tym samym uniwersum co seria Vox Machina, ale kilka lat po ich przygodzie, na innym kontynencie, choć odwiedzają go także bohaterowie kampanii Critical Role 1. Tutaj motywacje i początki fabuły są zupełnie inne, podobnie jak tło postaci jest tu znacznie bardziej złożone. Podczas gdy Vox Machina stosuje znacznie bardziej archetypowe koncepcje gier D&D (silny, ale niezbyt bystry barbarzyńca, elficki łucznicy i łotrzy, flirtujący i gadatliwy bard), tutaj wydaje się, że grupa osiągnęła nowy etap dojrzałości w tworzeniu i rozwoju postaci, który seria z wielką starannością pokazała w pierwszych trzech odcinkach, które właśnie dziś pojawiły się na Prime Video. A wygląda na to, że większość pierwszego sezonu skupi się na osadzeniu i ponownym zjednoczeniu tej grupy wyrzutków i uciekinierów, przenosząc ich z bezdomnych wyrzutków w wybawców świata.
The Mighty Nein zaczyna się dokładnie odwrotnie niż oryginalna RPG z Mattem Mercerem w styczniu 2018 roku, ujawniając główną fabułę już w pierwszych minutach odcinka. Konflikt między siłami dynastii Kryn a Imperium Dwendalian ma przerodzić się w otwartą wojnę, a mroczne siły działają, by to osiągnąć, realizując jeszcze bardziej egoistyczne i złowrogie cele. W taki czy inny sposób każdy z protagonistów jest powiązany z losem tego konfliktu i, jak to bywa, tworzą dziwną grupę wyrzutków, przestępców i bezpaństwowców, których kluczem jest uratowanie kontynentu przed wojną i zniszczeniem. Zadanie, które zajmie im dużo czasu, choć na tę okazję produkcja podniosła poprzeczkę.
The Mighty Nein odcinki wydłużyły się do 45-50 minut każdy, co jest znacznie więcej niż każdy odcinek Vox Machina. To przekłada się też na hojny czas ekranowy na refleksję nad światem Wildemount, systemami rządzenia, społeczeństwem, a nawet tym, jak działa tu magia. Ma też rolę w umieszczeniu każdej z postaci (Nott, Caleb, Fjord, Jester, Mollymauk, Beauregard, nawet Yasha) przed akcją, która ich łączy jako grupę, ale dzieje się to dopiero w trzecim odcinku. Do tego czasu wszystko jest powolnym, ale pewnym budowaniem napięcia do tego, co zapowiada się na długą i złożoną serię.
Jednak nie wszystko jest błyszczące w The Mighty Nein. Animacja jest dopracowana, tak, ale widać, że niektóre sceny i postacie otrzymały znacznie więcej zasobów niż inne. Nie że to samo w sobie problem, ale czasem szczegółowe i mniej szczegółowe sceny są tak blisko siebie, że docenienie sprawia, że unosisz brwi. Nie jestem też do końca przekonany co do przesadnie przesadzonego tonu głosu Laury Bailey dla jej postaci, Jester Lavorre, w tym przypadku, choć rozumiem, że nadaje on postaci bardziej egzotyczne podejście. Może po prostu zbyt mocno wpływa na mnie jej naturalny występ, gdy gra TTRPG była transmitowana na YouTube.
I stąd biorę się największe wątpliwości co do początku pierwszego sezonu w The Mighty Nein: Jeśli już przedstawiłeś główny konflikt, jak zamierzasz realizować inne cele niż te, takie jak budowanie postaci czy zadania poboczne? Pierwszy rok gry w The Mighty Nein polegał głównie na wędrówce po świecie, pomagając tu i tam w zamian za kilka złotych monet, z konfliktem zawsze w tle, a prawie nigdy na pierwszym planie. Tutaj, wszechobecny, grozi pochłonięciem reszty mniejszych wątków i być może uproszczeniem dzieła, które mogłoby być znacznie bardziej ambitne.
W każdym razie, to, co The Mighty Nein robi najlepiej (i osiąga), to sprawia, że polubisz swoich bohaterów indywidualnie, a potem jako zespół, i przynajmniej w tym im się udało.






