Po ponad czterech dekadach występowania w filmach i byciu jednym z filarów Hollywood, Tom Cruise wreszcie zdobył Oscara. Poza tym nie musi nawet czekać do przyszłej wiosny, by ją odebrać, bo podczas Governors Awards w miniony weekend otrzymał Honorowego Oscara.
Nagroda, według Variety, została wręczona Cruise'owi przez Alejandro G. Iñárritu, który pracuje z aktorem przy filmie, którego premiera ma się ukazać w październiku przyszłego roku. "Kino zabiera mnie dookoła świata. Pomaga mi doceniać i szanować różnice. Pokazuje mi też naszą wspólną ludzką naturę, jak bardzo jesteśmy do siebie podobni na tyle, tyle sposobów," powiedział Cruise.
"I bez względu na to, skąd pochodzimy, w tym teatrze śmiejemy się razem, czujemy razem, mamy nadzieję razem, i to jest siła tej formy sztuki. I dlatego to ma znaczenie, dlatego to dla mnie jest ważne. Więc robienie filmów to nie to, co robię, to jest to, kim jestem" – kontynuował. "Moja miłość do kina zaczęła się bardzo wcześnie, odkąd pamiętam. Byłem tylko małym dzieckiem w ciemnym kinie i pamiętam, jak ten promień światła przeciął salę, a gdy spojrzałem w górę, wydawało się, że wybuchł na ekranie. Nagle świat stał się o wiele większy niż ten, który znałem."
Cruise dał kilka znakomitych ról w swojej karierze, ale rzadko wybiera dramaty "przynęte do Oscara", zamiast tego jest jednym z nielicznych nazwisk w Hollywood, które potrafią przyciągnąć widzów do teatru już tylko po imieniu.
