To nie pierwszy raz, gdy o tym wspominam na tej stronie, ale byłem dzieckiem Segi, które zostało nastolatkiem PlayStation, podczas gdy konsole Nintendo tylko na chwilę zmieniły moje życie, gdy grałem po szkole u przyjaciela. W rezultacie, mimo że byłem prawie w tym samym wieku co Mario i Zelda, tak naprawdę nie dorastałem z nimi. Platformówki Mario wypełniały jednak lukę – być może dlatego, że dobrze sprawdzają się na krótkich sesjach – podczas gdy prawie nie dotykałem żadnej gry Zelda, dopóki nie dorosłem.
Pierwszą grą z serii, którą ukończyłem (po kilku godzinach spędzonych wcześniej przy Wind Waker i Twilight Princess), była, co dość dziwne, Phantom Hourglass, w którą grałem po jej premierze w 2007 roku. Od tamtej pory nadrobiłem to przewinienie w grach i zagrałem w szeroki wybór zarówno 2D, jak i 3D gier Zeldy, ale ponieważ przyszedłem na imprezę trochę później, moje spojrzenie na serię nigdy nie było naznaczone nostalgią, która przychodzi na myśl, gdy myślę o innych aktywnych seriach, takich jak God of War, czy deweloperach takich jak Remedy, którzy byli towarzyszami w moim życiu grańskim.
Nigdy nie zachwycałem się technologicznymi osiągnięciami Ocarina of Time, nie narzekałem na dziecinną grafikę Wind Waker ani nie ubolewałem nad pożegnaniem Breath of the Wild z tradycyjnymi lochami, po prostu dlatego, że zagłębiłem się w serię dopiero w związku z premierą Breath of the Wild.
Moje spojrzenie na serię jest więc w dużej mierze oderwane od współczesności gier na rzecz bardziej retrospektywnej oceny. Jednak to nie znaczy, że nie mam silnych uczuć do kilku gier z serii, w tym do starszych. Ale moimi ulubionymi są zazwyczaj te, które robią coś trochę inaczej i przez to się wyróżniają. Gdy przechodzisz przez serię stosunkowo szybko, męczą cię też schematy, motywy i cechy w inny sposób niż grając je w momencie ich wypuszczania.
I to prowadzi nas do nagłówka, bo w uniwersum Zeldy żaden komponent nie potrzebuje większej przerwy niż samo Hyrule. Bluźnierstwo, wiem. Ale jak mówiłem, nie jestem nostalgiczny. Zdecydowana większość tytułów z serii Zelda wykorzystuje królestwo w dużym lub wyłącznym zakresie. A Link Between Worlds przełącza się między Hyrule a Lorule, podczas gdy Skyward Sword podchodzi do tego nieco świeżej, przenosząc nas do czasów sprzed formalnego powstania ziemi i nawet dodając Skyloft jako niezbędną przyprawę, ale musimy sięgnąć aż do 2007 roku, by znaleźć prawdziwą główną grę całkowicie odciętą od Hyrule.
Nie ma nic złego w Hyrule jako takim. Uwielbiam patrzeć na Górę Śmierci lub gubić się w Zaginionych Lasach, ale śmiem powiedzieć, że potrzebujemy świeższego oddechu niż "wyspy na niebie i ciemne podziemie" z Tears of the Kingdom. Według wiki Zeldy, 15 z 21 głównych gier rozgrywa się w Hyrule, więc istnieje ryzyko zmęczenia psychicznego, nawet gdy mówimy o ikonicznych miejscach. Przynajmniej tak było u mnie, bo grałem dużą część z 21 gier i wielokrotnie odwiedzałem te same miejsca zamieszkane przez te same plemiona, walcząc z tymi samymi wrogami.
Moim zdaniem kilka gier z serii udało się tak bardzo zmutować Hyrule, że jest to zupełnie inne miejsce. Wind Waker technicznie rozgrywa się na zalanym Hyrule, ale ponieważ nawigujesz po świecie łodzią, to ogromna różnica. Tutaj nie ma aż takiego znaczenia, że przyjaciele i wrogowie są wykorzystywani ponownie, bo – jak często bywa w serii Mario – dzieje się to w nowym kontekście.

W Wind Waker Hyrule jest całkowicie pod wodą!
Mimo to wciąż mam nadzieję, że nasi bohaterowie całkowicie opuszczą Hyrule, bo moim zdaniem to zaowocowało jednymi z najbardziej cudownie dziwacznych momentów serii w przeszłości. A Zeldę lubię najbardziej, gdy seria odważa się objąć swoją wewnętrzną ekscentryczność. Weźmy moją osobistą ulubioną grę, Majora's Mask – mroczny, zawiły gorączkowy sen, który, przyznaję, nie przyniósł technologicznego postępu tak jak jego poprzednik, Ocarina of Time, ale do dziś pozostaje znacznie bardziej atrakcyjny niż, moim zdaniem, nieco przestarzały Hyrule, który oferuje gra. Termina, jak nazywa się świat w Majora's Mask, jest równoległym światem do Hyrule, do którego wpada Link, dlatego pojawiają się tu również znajome twarze. Ale nie ma Ganona. Dostaje zasłużoną przerwę, którą mogę tylko pochwalić, bo szczerze mówiąc, nigdy nie widziałem w nim światła (ciemności?). Zamiast tego jest demoniczna maska, w której kryje znacznie bardziej złowrogi złoczyńca Majora, oraz przerażający księżyc, który zdaje się coraz bardziej zbliżać.
Kolejną z moich ulubionych jest pierwsza przenośna część serii, Link's Awakening, która doczekała się uroczego remake'u w 2019 roku. Gdy oryginalny tytuł ukazał się w 1993 roku, był to następca archetypicznego już A Link to the Past, a szalone i podejrzliwe istoty mieszkające na wyspie Koholint są jednym z najlepszych przykładów ekscentryczności, która na szczęście jest ważnym elementem serii. A jeśli postacie z Przebudzenia Linka wydają się wyjątkowo osobliwe, to nie jest to aż tak zaskakujące, biorąc pod uwagę, że reżyser Takashi Tezuka stwierdził w wywiadzie dla Iwata Ashes, że samo Twin Peaks miało duży wpływ na Przebudzenie Linka:
"Kiedy pracowaliśmy nad Link's Awakening, Twin Peaks było dość popularne. Dramat skupiał się na niewielkiej liczbie postaci w małym miasteczku... Jeśli chodzi o The Legend of Zelda: Link's Awakening, chciałem stworzyć coś ograniczonego pod względem zakresu i łatwego do zrozumienia, ale jednocześnie głębokiego i wyraźnego charakteru."

Link's Awakening powstało inspirowane samym Davidem Lynchem.
A umieszczając całą grę na stosunkowo małej wyspie z ograniczoną liczbą postaci, Nintendo udało się stworzyć bardziej narracyjne, na postaci osadzoną grę, która pod tym względem przewyższa A Link to the Past. Obecny główny bohater serii, Eiji Aounuma, przyznał od tamtej pory, że Przebudzenie Linka w dużej mierze wyznaczyło kierunek dla postaci zamieszkujących serię.
Szczególnie w Breath of the Wild i Tears of the Kingdom Nintendo zreinventowało serię na nowo i zdefiniowało, czym może być gra Zelda pod względem mechaniki i designu. Teraz mam nadzieję, że nadszedł czas, by zbadać, jak wykorzystać scenerię, ton i postacie do tworzenia świeżych doświadczeń, bo historycznie nowe kierunki wnosiły do serii dużo energii, czy to szalona wyspiarska społeczność w Link's Awakening, kwasowy gorączkowy sen o równoległym świecie w Majora's Mask, czy morskie odkrycie wizualnej tożsamości i sposobu podejścia do świata w Wind Waker. Przesuwają granice i pomagają tworzyć bogatszy wszechświat. Więc gratulacje, Zelda i Link. Mam nadzieję, że świętujesz ten dzień, wyruszając w świat, bo choć Hyrule to piękne miejsce, jestem pewien, że czeka na was jeszcze wiele niesamowitych przygód poza jego granicami.