Będę szczery od samego początku i powiem od razu, że żaden z dwóch zestawów Lego z gier Zelda, które już się pojawiły, nie zrobił na mnie szczególnego wrażenia ani nie sprawił, że od razu sięgnąłem po portfel. Co oczywiście jest prawdziwą szkodą. Ponieważ seria Zelda to moja absolutnie ulubiona seria gier, można by naturalnie założyć, że chętnie skorzystam z okazji, by zbudować oba te zestawy, które już się ukazały. Ale tak nie jest. Na szczęście mam szczęście móc recenzować Lego – i ostatecznie na szczęście wciąż było sporo szczegółów tego zestawu, które mi się spodobały, a sam proces budowy był przyjemny, jak to zwykle bywa w przypadku Lego.

Budowa rozpoczyna się od małej platformy, na której rozgrywa się scena.
Jeden z nich może być trochę drobny; ale minifigurki Linka, Zeldy i Ganondorfa są absolutnie urocze. Zaczniemy od tych trzech i naprawdę mi się podobają. Druk jest piękny, detale fantastyczne, a same w sobie stanowią świetny dodatek do kolekcji każdego fana Lego. Trzy minifigurki same w sobie nie sprawiają, że cena jest tego warta – ale ten zestaw, jak sama nazwa wskazuje, odtwarza finałową walkę z fantastycznej Zeldy: Ocarina of Time, i to samo w sobie jest naprawdę, naprawdę fajne. Klasyczna scena, która sprawia, że jest stylowa ekspozycja, gdy po zbudowaniu w końcu trafia na półkę z książkami.
Ten zestaw składa się z 1003 elementów. Osiem worków, z których połowa służy do budowy samej bazy i tego, co na niej leży, a druga połowa do budowy potwora przypominającego dzika, którego znamy jako Ganon. W rzeczywistości nie dzieje się tu zbyt wiele szczegółów na bazie. Budujesz bazę, umieszczasz półzrujnowaną wieżę, która służy też jako montaż dla przezroczystych uchwytów, pozwalając Linkowi i Navi unosić się w powietrzu.

Trzy (a właściwie cztery, wliczając Navi) piękne minifigurki
Poza tym zestaw składa się z kilku innych małych ruin zamków, gdzie można umieścić minifigurkę Zeldy, oraz ruiny z małą funkcją, gdzie można się ukryć i przywołać Ganondorfa. Osobiście jednak umieściłem go tuż przed podstawą, bo chciałem, żeby był widoczny. Zbudowano też mały stojak z Triforce z przodu, a kilka płomieni z tyłu znajduje się wśród dekoracji. Ogólnie rzecz biorąc, jest dość oszczędna, mimo że sama scena jest bardzo skuteczna.
Bo w końcu to właśnie potwór zwany Ganon jest główną atrakcją tutaj. W końcu to on tworzy połowę toreb i zajmuje prawie połowę miejsca na samej wystawie. To właśnie o niego byłem wcześniej najbardziej niepewny – ale muszę przyznać, że stawy w nogach, ramionach i głowie – a także ogromne miecze – tworzą dramatyczną scenę, gdy jest na miejscu. Wygląda całkiem fajnie jako "migawka" z gry – co ostatecznie oznacza, że jako model wystawowy na półce stanowi też stylowy dodatek do przestrzeni.

Gotowy produkt wygląda świetnie na półce.
Sam proces budowy wymaga sporo skomplikowanej pracy. Nie ma tu wielu dużych elementów, poza kilkoma na podstawę i kilkoma "cegłami" na zrujnowaną wieżę. Poza tym wszystko jest bardzo małe. Nie ma żadnych szczególnych problemów technicznych, tylko sporo drobnych elementów. Jednak nie ma tu szczególnie powtarzalnych kroków, może poza płomieniami ustawionymi w rzędzie w tle – ale nawet one nie są szczególnie liczne ani powtarzalne, by je ustawić. Warto też wspomnieć, że w tym zestawie nie ma żadnych naklejek, co zawsze (zawsze!) jest plusem.
Najbardziej rozczarowujące w tej wersji jest chyba to, że wydaje się trochę płaska i niska. Po prostu miło byłoby mieć trochę wyższości. Wieża ze schodami prowadzącymi w górę lub kilka kolumn, by zwiększyć wysokość i uczynić to bardziej dramatyczną i imponującą. Jednocześnie Lego zawsze polega na kompromisie między ceną a liczbą elementów, a powiększenie samej bazy lub jej zawartości automatycznie oznaczałoby znacznie wyższą cenę. Ale jasne, to głównie baza mogłaby być tutaj trochę bardziej ekscytująca.

Nintendo Lego będzie mnóstwo i naprawdę mam nadzieję, że w przyszłości będzie ich więcej.
Biorąc wszystko pod uwagę, nadal jestem całkiem zadowolony, gdy zestawiam go obok wszystkich moich innych zestawów Lego Nintendo. Gdybym był dużo młodszy, pewnie uznałbym ten zestaw za całkiem fajny zestaw do zabawy, bo można tworzyć fajne sceny z minifigurkami. Więc chociaż nie byłem szczególnie pod wrażeniem ani nie czułem natychmiastowej potrzeby kupna, gdy zobaczyłem go na pokazie, to trochę przypomina moją ostatnią recenzję Lego Fylke – w rzeczywistości jest po prostu ładniejszy, niż myślałem, że będzie na podstawie wcześniejszych zdjęć. Jeśli chodzi o sam proces budowy, nie mam też żadnych bezpośrednich negatywnych zastrzeżeń. Nie kwalifikuje się jako ulubiona ani pod względem wyglądu, ani pod względem frajdy w jego składaniu – ale w końcu to Lego i zawsze jest jednym z najfajniejszych elementów na świecie do majsterkowania.