Kiedy do testów otrzymaliśmy słuchawki Lioncasta, nie oczekiwałem po nich żadnej rewolucji. W końcu przedział cenowy pomiędzy 109 a 219 zł sugeruje raczej sprzęt z średniej półki. Nauczyłem się też, że zwykle w przypadku słuchawek dla graczy przepłaca się za niepotrzebne bajery. Byłem ostrożny, jednocześnie nie nastrajałem się w żaden sposób, zdając sobie sprawę, że Lioncast prawdopodobnie nie jest w stanie mnie zaskoczyć. Byłem w błędzie. Omawiane słuchawki to kolejno od najtańszych: LX20 (109 zł), LX30 (179 zł) i LX50 (219 zł). Choć, jak sami widzicie, między nimi nie ma większej cenowej przepaści, tak muszę przyznać, że technicznie prezentują zupełnie inne standardy i, co zaskakujące, w przypadku linii LX tańsze wcale nie oznacza gorsze. Jeśli szukaliście tańszej alternatywy słuchawkowej, dobrze trafiliście. Jednak nie wyprzedzajmy faktów.
Pierwsze wrażenie

Lioncast LX50
LX20 i LX30 gabarytowo wiele się od siebie nie różnią. W obu przypadkach mamy do czynienia z mniejszymi słuchawkami, które zdecydowanie bardziej spodobają się młodszym odbiorcom. Zarówno regulowany pałąk obu modeli jak i nauszniki zostały pokryte ekologiczną skórą, dzięki czemu korzystanie ze słuchawek jest naprawdę komfortowe i nie odczuwamy bólu nawet po kilkugodzinnej sesji w ulubione tytuły. Osoby dorosłe - zwłaszcza mężczyźni, mogą poczuć niewielkie ściśnięcie, bo regulator pałąka w obu wersjach nie jest na tyle duży, by dostosować je do każdego rozmiaru głowy.
Jednocześnie działa to w obie strony, gdyż LX50 może okazać się dla wielu kobiet i dzieci stanowczo za duży i za ciężki. Podobnie jak w przypadku tańszych modeli, słuchawki zostały wykonane starannie i odpowiednio zabezpieczone. Już na pierwszy rzut oka widać jednak różnicę w zszyciach i skórzanych wykończeniach. LX50 zdecydowanie króluje pod tym względem, co czyni go nie tylko znacznie wygodniejszym, ale i ładniejszym estetycznie. Zdawać by się mogło, że ta niewielka różnica cenowa nie ma najmniejszego wpływu na zawartość i tu Was zaskoczę. O ile pudełka z modelami 20 i 30 zawierają jedynie pełne okablowanie - na tyle zróżnicowane, by podłączyć je do każdego sprzętu, dopinane mikrofony i regulatory głośności, o tyle model 50 bardzo pozytywnie zaskakuje. Prócz wspomnianych dóbr Lioncast zdecydował się dorzucić bonusowe nakładki welurowe, które co prawda nieco mniej tłumią odgłosy z otoczenia, ale wygoda z ich korzystania jest nieco większa. Tak naprawdę w tym przypadku wszystko zależy od prywatnych upodobań i warunków, bo, jak wiadomo, w cieplejsze dni używanie skórzanych nakładek może nie należeć do najprzyjemniejszych. Świetnie, że producent dał wybór.

Lioncast LX50
Wszystkie modele wykonane są poprawnie i trudno szukać w podobnym przedziale cenowym tak eleganckich słuchawek. Możliwość odpinania mikrofonu daje swobodę w użytkowaniu. Pozwala nam to w oka mgnieniu przechodzić pomiędzy słuchawkami gamingowymi a tradycyjnymi do muzyki. Osobiście preferuję i doceniam takie rozwiązanie, gdyż słuchawek używam praktycznie codziennie, nie tylko do grania, a wiszący na stałe mikrofon w niektórych modelach najzwyklej w świecie przeszkadza w użytkowaniu.
Warto na moment zatrzymać się przy modelu LX30. Jako jedyny z trójcy posiada w pełni regulowane podświetlenie nauszników, które możemy w dużym zakresie modelować za pomocą oprogramowania znajdującego się na stronie producenta. I tu pojawia się największe niedopatrzenie. Poza maleńkim zdjęciem na pudełku instrukcja ani razu nie wspomina o takiej możliwości i trzeba samemu wydedukować, że jest to możliwe. Bardzo duże uchybienie, bo nie każdy kupujący musi zdawać sobie z takiej funkcji sprawę. Po dokopaniu się do oprogramowania w łatwy sposób możemy modelować zakres dźwięku i zmieniać barwy oraz intensywność ich wyświetlania. Ulubione ustawienia następnie możemy bardzo szybko zapisać na komputerze.

Lioncast LX20
Niestety, podświetlenie nauszników działa wyłącznie w chwili podłączenia słuchawek do komputera za pomocą USB. W innej konfiguracji opcja nie jest dostępna. Nie wiem, czy jest to standard, więc szukając odpowiedzi u samego źródła dowiedziałem się, że to zupełnie normalne - przynajmniej w przypadku tego modelu. Tak więc zasadniczo z pełnych funkcji będą cieszyć się jedynie osoby, które grają na komputerach osobistych, a przecież z samego założenia jest to sprzęt dedykowany również konsolom.
Podświetlenie to jednak nadal wyłącznie bajer - do tego kompletnie niepotrzebny, a możecie być pewni, że właśnie migające światełka są powodem podniesienia ceny względem modelu LX20. Jeśli miałbym decydować pomiędzy tymi modelami, zdecydowanie poszedłbym w tańszą wersję, gdyż wygląda znacznie bardziej elegancko, a pod względem jakości odtwarzanego dźwięku wcale aż tak od 30 nie odstaje.
<newpage>
Jaka to melodia?
Standardowo, jak się wydaje, dla Lioncasta, wszystkie modele mają zamontowany na kablu pilot, który niestety urodą nie grzeszy. Wielka, tandetnie wykonana bryła zaburza elegancki design i najzwyklej w świecie szpeci słuchawki. Nie należy też do najlżejszych. Mam cichą nadzieję, że producent w kolejnych modelach zdecyduje się na inne rozwiązanie, bo nawet słuchawki za kilkanaście złotych często posiadają znacznie mniejsze i ładniejsze regulatory. Na domiar złego pilota w żaden sposób nie można przyczepić chociażby do ubrania. Maleńki zacisk byłby w przypadku takiego klocka idealnym rozwiązaniem, a tak musimy „cieszyć się" z jego obecności przez cały czas użytkowania. Coby jeszcze było za mało, w pilocie do modelu 30 zamontowano dodatkowy przycisk, który pozwala włączyć i wyłączyć oświetlenie słuchawek. Nie zgadniecie, którego z dwóch ustawień używałem najczęściej...

Lioncast LX20
Jak wcześniej wspominałem, we wszystkich modelach producent dał możliwość podpinania mikrofonu. Niestety, nie są one wykonane w jakiś nadzwyczajny sposób. Giętki pałąk i niezbyt precyzyjne wpinanie sprawiają wrażenie niestabilnych i delikatnych. Kilkakrotnie też doświadczyłem przerywania dźwięku, na szczęście zdarzało się to bardzo sporadycznie i głównie w przypadku modeli 20 i 30. Mikrofon standardowo został zabezpieczony czarną gąbką. Powiedzmy, że z braku laku spełnia swoje zastosowanie i jeśli jedynie od czasu do czasu rozmawiacie z kimś online, nie powinniście narzekać. Nie oczekujcie jednak fajerwerków. W tym przypadku zdecydowanie lepiej zainwestować w droższy sprzęt konkurencji.
Jeśli chodzi o jakość brzmienia, nie będzie zaskoczenia. Tu model LX50 wypada zdecydowanie najlepiej. Nie ma większego znaczenia, czy podczepicie słuchawki do komórki, konsoli czy komputera. W przypadku modeli 20 i 30 odczuwalne jest bardzo mocno przytłumienie niektórych dźwięków, bas nie „smakuje" w nich tak dobrze, jak w nieco droższej 50. Zauważalna staje się również różnica w zakresie głośności, która w przypadku tańszych modeli jest wyraźnie zaniżona. Nie są to co prawda różnice kolosalne, ale też, nie czarujmy się, dołożona kwota specjalnie nie zaboli, jeśli więc często słuchacie muzyki, warto nieco dopłacić i pójść w model LX50.

Lioncast LX30
Choć zwykle podchodzę do tego typu stwierdzeń bardzo ostrożnie, muszę przyznać, że wszystkich modeli LX używa się nad wyraz komfortowo. Nie jest przy tym istotne, czy godzinami zagrywacie się w Overwatcha lub inną strzelankę, czy po prostu byczycie się delektując albumami ulubionych artystów. Jak na przedział cenowy w zakresie od 100 do 250 złotych słuchawki sprawdzają się naprawdę dobrze i z powodzeniem można je polecić nieco mniej wybrednym znajomym. Model 20 sprawdzi się również doskonale jako słuchawki dla młodszych użytkowników, natomiast 30 spodoba się dzieciakom, które uwielbiają efekciarstwo i wszelkiej maści bajery - cóż, zdaję sobie sprawę, że regulowane oświetlenie może się komuś spodobać.
Jedno jest pewne. Nieważne, jakiego sprzętu używacie i jaką formę rozrywki bardziej preferujecie. Proponowane słuchawki od Lioncast są kapitalną alternatywą dla droższych modeli gamingowych a ponadto równie dobrze sprawdzają się w czasie odpoczynku po pracy. Możliwość odczepiania poszczególnych elementów powoduje, że sami możemy zdefiniować, do czego będziemy ich używać i nie musimy sztywno trzymać się jednego, jedynego słusznego zastosowania. Ostatnimi czasy miałem możliwość testowania wielu słuchawek w różnych przedziałach cenowych i powiem Wam coś w sekrecie: Lioncast robi to dobrze. Niezależnie, czy pójdziecie w tańszy model 20 czy droższy 50, powinniście być zadowoleni. Jeśli miałbym którykolwiek odradzać, zdecydowanie padłoby na 30, w jego przypadku odczuwalny jest przerost formy nad treścią.

Lioncast LX30