Kilka dni temu informowaliśmy o nowym "Wschodnim Froncie" pożarów rozprzestrzeniających się po Europie, gdy pożary wybuchły na Krecie i Peloponezie, zabijając trzech strażaków. A wiadomość pojawiła się niedługo po niszczycielskich pożarach w Hiszpanii i Francji, w trakcie czwartej fali upałów, która znacznie utrudnia kontrolowanie pożarów.
Teraz Reuters informuje nas o pożarach w Grecji, gdzie 400 strażaków i 21 samolotów walczy z dużym pożarem na północny zachód od Aten już czwarty dzień. Silne, nieregularne wiatry przepychają płomienie przez lasy sosnowe, pola uprawne i pobliskie społeczności, co, jak widziano w innych krajach, wymusza ewakuację lądową i morską.
Dwóch członków załogi zginęło, gdy śmigłowiec gaśniczy rozbił się w pobliżu Psatha po zetknięciu w powietrzu z innym helikopterem, podczas gdy Grecja wciąż dochodzi do siebie po wspomnianych ofiarach. Reakcja kraju jest pod presją zarówno ze względu na warunki pogodowe, jak i infrastrukturalne – wiatry uniemożliwiły niektórym bombowcom wodnym zbieranie wody morskiej, załogi są już wyczerpane, a wadliwe linie energetyczne są wskazywane jako główną przyczynę ostatnich pożarów.