Cookie

Gamereactor korzysta z plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość przeglądania naszej strony internetowej. Jeśli kontynuujesz, założymy, że jesteś zadowolony z naszych zasad dotyczących plików cookie.

Polski
Strona główna
artykuły

GRozkmina: Gdybyście mieli do końca życia grać tylko w jeden gatunek gier, jaki byście wybrali i dlaczego?

Zapraszamy na bezgrową wyspę.

  • RedakcjaRedakcja

Łukasz: Obecnie kwestia gatunkowości mocno się rozmyła i coraz ciężej jest pewne gry przypisać do stricte jednego gatunku. Niemniej jednak, jeżeli już miałbym się na coś zdecydować, to bez wątpienia byłyby to pozycje zaliczane w poczet role playing games. Dawno temu pokochałem piękne opowieści połączone z długą rozgrywką okraszoną licznymi starciami z wymyślnymi wrogami, wymagającymi bossami, zdobywaniem doświadczenia i podbijaniem statystyk swojej drużyny, mieszaniem w ekwipunku i mniej lub bardziej zajmującymi aktywnościami pobocznymi. Poczucie rozwoju i możliwość eksperymentowania w podejściu do rozgrywki to coś, co zawsze sobie w rolplejach ceniłem. Potwierdzeniem moich słów niechaj będzie fakt, iż to właśnie w tym gatunku znajduje się większość z moich ulubionych gier i serii.

Bartek: W tym, co napisał Łukasz powyżej, jest sporo prawdy i dziś ciężko mówić, że gra jest FPS-em czy cRPG-iem, bo większość wydawanych produkcji to miks wielu koncepcji, czego najlepszym przykładem mogą być najnowsze odsłony serii Far Cry. Choć nie można powiedzieć też, że nie powstają nowe gatunki - na przestrzeni lat bardzo mocno rozwinęły się looter shootery, które nie są przecież tylko strzelaninami. Trudno nazwać je też grami RPG, bo przecież dodanie systemu rozwoju postaci i zadań pobocznych nie uczyni z gry Wrót Baldura. Nie są to też gry MMO, bo brakuje w nich elementu „massive".

No ale jak zwykle piszę o tym, co nie trzeba. Pewnie nie wiecie (bo znacie mnie jako gościa od gier #nikogo), ale naprawdę bardzo uwielbiam slashery. Rozczłonkowywanie hord słabych przeciwników i miażdżenie ich na coraz to nowe, wymyślne sposoby sprawia mi naprawdę dużo przyjemności, a nierzadko absurdalne sceny tylko podkręcają uczucie bycia gościem-z-wielkim-mieczem. Rozgrywka w takich grach prawie nigdy się nudzi i zazwyczaj stawiają one na charyzmatycznych - nierzadko również dziwnych, ale przez to charakterystycznych - bohaterów, którzy rzucają one-linerami na prawo i lewo, dzięki czemu śledzenie ich przygód przypomina niekończący się spektakl. Spektakl pełen popisów, gwałtownego tańca z różnymi narzędziami tnącymi i krwi. Dużej ilości krwi. No jak w to nie grać do końca świata?

Asia: Nawet najbardziej lubiana czynność zmieniona w konieczność czy obowiązek staje się nieznośna. Zwykle poprawną odpowiedzią na to pytanie byłby ten gatunek, w którym najchętniej spędzam najwięcej czasu.

Zwykle - jednak nie tym razem. Nie ma porównania, ile godzin z życia wycięły mi terrariopodobne sandboksy, nie doliczę się, ile karier MMO w życiu zaczęłam i skończyłam. Najbardziej cenię gry fabularne, najbardziej wymagam bawienia się czwartą ścianą, najlepiej gra mi się ze znajomymi.

Z tego wachlarza wybrałabym gry fabularne. Obojętnie, ile czasu nie minie, zawsze jest szansa, że następna przyniesie coś nowego, coś, czego jeszcze nie widziałam. To, co w nich się mieści, ogranicza jedynie wyobraźnia i budżet - tysiąc historii do opowiedzenia i na oko sto z nich powinno zasilić mój apetyt tak, jak trzeba.

Paweł: Banalne pytanie, na które odpowiem zawsze tak samo, nawet będąc w środku nocy wyrwanym ze snu - jRPG. Dlaczego? Jest to gatunek, na którym się wychowałem, w którym spędziłem najwięcej godzin swojego growego życia i wreszcie gatunek, który ma nadal najwięcej sobą do zaprezentowania. Można by powiedzieć, że nie trzymają go żadne ryzy czy normy. Tak, nawet stylistyczne, co doskonale pokazuje seria Soulsów.

Każda seria to zupełnie inne doznania, inne mechaniki, inny styl potyczek. Mógłbym spędzić całe życie grając jedynie w jRPG-i i dam sobie głowę uciąć, że nie poznałbym wszystkich, że zawsze znalazłaby się gra, która w jakiś sposób mnie zaskoczy. Do licha, wystarczy prześledzić nawet samo Final Fantasy, by zobaczyć, jak te gry się od siebie znacząco różnią, a co tu mówić o wszelkiej maści Suikodenach, Talesach, Personach czy Nierach. Nieważne, na co miałbym aktualnie ochotę, jestem przekonany, że odnalazłbym to w obrębie gatunku. Złośliwi powiadają czasem, że jRPG to gatunek dla dzieci, z którego się wyrasta, bo większość tytułów cechuje grafika mangowa. Prawdą jest, że odnajdziemy tu gry zarówno infantylne (ale i na takie czasem mam ochotę), jak i bardzo mroczne i poważne. Ale sam zwykle odbijam piłeczkę, że być może takie osoby po prostu do anime jeszcze nie dorosły? Prawdziwa miłość nie rdzewieje, a jRPG kocham całym serduchem i będę kochał do swoich ostatnich dni i kropka.

Ola: A ja mam za to sporą zagwozdkę, bo z jednej strony, jak Paweł, całą sobą wielbię jRPG-i, z drugiej - grą mojego życia jest Mass Effect. Mogłabym obejść ten konflikt podobnie jak Łukasz, bo skoro RPG, to i japońskie, i komputerowe, i teraz to już w sumie wszystko, bo nawet The Division 2 zaczęliśmy z jakiegoś powodu nazywać erpegiem, ale to zbyt proste rozwiązanie.

I tak myślę sobie, że trylogię Mass Effect przeszłam z siedem razy, uzbierałam wszystkie komiksy, wszystkie książki, mam nawet na półce kilka figurek, ścianę obklejoną plakatami i oczywiście model Normandii, a wiki tak przestudiowałam, że wiedzę z uniwersum trzymam w małym palcu. Więcej już zatem z tego świata nie wyniosę i mogę pozostawić go w serduchu i wspomnieniach, oddać cześć, a dalej zapoznawać się z japońską kulturą między innymi za pośrednictwem jRPG-ów, czyli najbogatszego gatunku gier na świecie.

No nie, ale co wtedy z Warcraftem... Warcraft to też taki trochę jRPG, nie? :(