Gry, które Hollywood powinno zaadaptować jako następne
W ostatnich latach powstało niezliczenie wiele naprawdę dobrych adaptacji filmowych gier, ale redaktor Mäki wciąż uważa, że jest ich zbyt wiele, które tylko czekają, by się wydarzyć...
Przez długi czas światy filmu i gier były jak olej i woda, i nie dało się ich w ogóle połączyć. Liczbę filmów, które stały się dobrymi grami, oraz gier, które stały się dobrymi filmami lat 80., 90. i 00., można więc łatwo policzyć. Ale gdzieś w ciągu ostatnich pięciu do dziesięciu lat wydaje się, że rozgryziono kod, jak najlepiej adaptować gry na ekran, a dziś jest odwrotnie – z większą liczbą dobrych projektów niż złych.
Dlatego obecnie trwa wyścig o licencje na gry do adaptacji filmowej, a czasem tytuły nawet nie są wydawane, zanim usłyszymy o zainteresowanych wytwórniach filmowych. Brak pojęcia jest zbyt niejasny, a szwedzki deweloper Embark Studios zgłasza duże zainteresowanie Hollywood Arc Raiders, mimo że jest to wyraźnie wieloosobowa gra, która na rynku pojawia się dopiero od niedawna.
To skłoniło samo Nintendo do poluzowania swojej w miarę ścisłej kontroli nad filmami o Mario, a następnie nad Zeldą, gdzie już zadeklarowali, że chcą więcej tego samego. Ale... Wciąż jest wiele gier, które nigdy nie zostały zekranizowane i naprawdę zasługiwały na tę szansę. Oto adaptacje gry, które chciałbym zobaczyć.
Złoty Topór (Sega, 1989)
To naprawdę niewiarygodne, że jeszcze nie powstał film. Od ponad 20 lat Hollywood szuka następcy Władcy Pierścieni. Czy Golden Axe spełnia te kryteria, nie jest jasne, ale oferuje bardzo przyjemny i dość surowy świat fantasy z kilkoma bardziej nietypowymi elementami oraz projektem przypominającym klasyczne przygody z Conanem. Krótko mówiąc, mógłby to być film pełen barbarzyństwa, magii i zemsty. Idealne do surowego, mitycznego filmu z smokami, demonami i półnagimi ikonicznymi bohaterami.
Star Fox (Nintendo, 1993)
Gra z legendarnym chipem Super FX zdecydowanie powinna być kolejną adaptacją filmową Nintendo. Ma ścieżkę dźwiękową, całą akcję i postacie oraz wspaniały design. To sprawdziłoby się zarówno jako nieco lżejszy, w pełni odwzorowany film, jak i coś bardziej przypominającego wygląd Avatara, gdy śledzimy bohaterskie walki Foxa McClouda i jego przyjaciół z Androssem. Byłby to też film, który mógłby być wyjątkowo fajny do oglądania z coraz mniej popularnymi okularami 3D.
Shinobi (Sega, 1987)
W latach 80. ninja byli wszędzie, konsekwentnie odgrywani przez zachodnich aktorów z taką samą wiedzą o japońskich sztukach walki, jak ja o tajemnicach kambodżańskich dialektów. Jednak to nie miało znaczenia, bo ninja są zawsze fajni. Dziś jednak jest niezliczonych aktorów z niesamowitymi umiejętnościami sztuk walki i najwyższy czas, by uwolnić Joe Musashiego na srebrnym ekranie w przygodzie zemsty pełnej japońskich bełkotów, stylowych kopnięć z wyskoku, gwiazd do rzucania i skradających się morderstw. Najlepiej z odrobiną inspiracji z historii od Johna Wicka.
Titanfall (EA, 2014)
Electronic Arts wydaje się zupełnie niezainteresowane robieniem czegokolwiek zabawnego z uniwersum Titanfall. Dlaczego więc nie dać tego Hollywood na naprawdę solidną przygodę akcji z pilotami mechów, zaciekłymi walkami i przede wszystkim ogromnymi mechami? A wszystko to, podczas gdy ludzkie placówki na skraju galaktyki są zagrożone. Gdyby to było dobrze poprowadzone, mogłoby to być ogromnie udane serie filmowe – co, ironicznie, mogło być dokładnie tym, czego potrzebowaliśmy, by nowa gra wystartowała.
A Plague Tale (Asobo Studio, 2019)
To prawie przesadne kwalifikacje. Pod wieloma względami ma już gotowy scenariusz, a także protagonistkę, która idealnie pasuje do czasów i mogłaby zostać zagrana przez gwiazdę Stranger Things, Nell Fisher. Wtedy moglibyśmy cieszyć się filmową interpretacją historii francuskiego średniowiecza bez rycerzy i innych oklepanych elementów, gdzie na liście było surowe przetrwanie, z niemal horrorową koncepcją.
Red Dead Redemption (Rockstar, 2010)
Można by z pewnością argumentować, że nie jest to konieczne, bo gra jest już filmowa i mistrzowska, ale jest jeszcze tyle historii do opowiedzenia, czekając na trzecią część Rockstar (co raczej nie nastąpi przed latami 30. XXI wieku). Szczególnie historia Marstona zasługuje na dalsze rozwinięcie, a dobre westerny na wielkim ekranie często potrafią być naprawdę magiczne.











