Cookie

Gamereactor korzysta z plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość przeglądania naszej strony internetowej. Jeśli kontynuujesz, założymy, że jesteś zadowolony z naszych zasad dotyczących plików cookie.

Polski
Strona główna
artykuły

I Did Nazi this coming

Zło wcielone, w gry przeniesione.

  • Joanna StrześnickaJoanna Strześnicka

Każdy wie, że temat nazizmu jest tematem dość delikatnym. W każdej sferze życia wystrzega się go jak niedopałków na terenie stacji benzynowej, w ciągłej dbałości o to, by już nigdy nie musieć o nim rozmawiać; pragnąc wyciąć go z historii i zapomnieć, że w ogóle istniał.

A jednocześnie, przy całej tej fobii, nikt nie dba o to, by wytłumaczyć, o co chodziło z całym tym ustrojem. Nikt nie kwapi się by wyjaśnić, co tak naprawdę sprawiało, że ludzie podążali za człowiekiem, którego historia maluje w barwach szatana z piekieł - i że nie miało to nic wspólnego z zaprzedaniem duszy; nikogo nie obchodzi, że nawet walcząc w niemieckiej armii pod znakiem żelaznego krzyża nikt tak naprawdę nie przeistaczał się w żądnego krwi demona - a jedynie wykonywał swoje rozkazy. Ba, być może nawet wierzył, że robił dobrze, mając na uwadze przyszłość swojego kraju i dobrobyt swoich dzieci. Nie, historia skreśliła miliony Niemców z swoich kart odbierając im człowieczeństwo i wolną wolę.

Od małego wpaja się nam coś w rodzaju przyzwyczajenia, że wszystkiego, co ma związek z nazizmem musimy unikać jak ognia. Doszło do tego, że większość młodzieży, spytana o nazistów, przywołuje w myślach obraz jakiejś odczłowieczonej, demonicznej istoty pozbawionej krzty moralności, a media na widok swastyki reagują niczym dewotka widząc jak jej synek bazgrze na marginesie krzywe pentagramy. Nazi stało się synonimem ślepej, bezmyślnej nienawiści i agresji, a wszystko, co z nim związane - zarazą, przed którą chowa się pod szklanym kloszem. Co ciekawe, wielu zdaje sobie sprawę, że na przestrzeni wieków - a nawet ostatnich lat - powstało wiele reżimów o wiele bardziej nieludzkich niż faszyzm; żaden z nich jednak nie okazał się tak "charakterystyczny", tak jaskrawy i tak wyraźny.
Gry, których akcja ma miejsce w okresie drugiej wojny światowej, lub pochodnym jej uniwersum, bardzo skorzystały na tym fenomenie.

To głównie strzelanki stanowią gry, w których najczęściej spotkamy się z nazistami. Jaką uprzejmością ze strony historii było stworzenie frakcji, którą łatwo odczłowieczyć! Gatunek, który nieustannie znajduje się pod ostrzałem mediów za kreowanie agresji i uczenie przemocy dostał do ręki tarczę, która upolitycznionym mediom włączała niebieski ekran śmierci. Jakie tam strzelanie do ludzi? Toż to naziści - nie ma nic złego w strzelaniu do nieludzi, prawda?
Doszło do tego, że w pewien absurdalny sposób naziści stali się dla gier nieco bardziej sprytniejszym podgatunkiem zombie (lub jednym i drugim, jeśli spojrzeć na spin-off do Sniper Elite). Zamiast jęczenia o "móóóózgi", mamy charakterystyczne, skrzekliwe wrzeszczenie w niemieckim akcencie, niekontrolowane wybuchy agresji i napuchnięte od histerycznej nienawiści twarze. Prawda? Nazista oznacza wróg, oznacza cel do którego się strzela, lub obiekt szyderstwa. I przez lata świat nie miał z tym problemu.

Problemu nie mieli też [prawa mieć] sami Niemcy. Od dawna wiadomo, jak kraj traktuje gry, w których przedstawia się elementy faszystowskiego totalitaryzmu. Przedstawianie symboli z nim związanych jest surowo zakazane, co zaowocowało licznymi przykładami paranoicznej cenzury gier w niemieckiej wersji językowej - zwłaszcza serii Wolfenstein, której wczesne gry były wręcz zakazane, a późniejsze - dokładnie cenzurowane. Tematu unikało się jak ognia, aż do poziomu absurdu. Co prawda, co nie każdemu jest wiadome, nie tylko swastyki są w kraju zakazane - równie surowo traktuje się symbole dawnego niemieckiego komunizmu i pozostałych pochodnych totalitaryzmu w różnej postaci.

Po latach jednak temat sięgnął też po gry multiplayer. Wraz z rozwojem serii takich jak CoD czy Battlefield, sytuacja, w której gracze walczą przeciw sobie - a więc po stronie Aliantów lub Państw Osi jest nieunikniona.

Sprawę wytknął miesiąc temu kanał Extra Credits, niegdyś znany z analiz trendów w grach, stoczywszy się później w otchłań paranoicznej poprawności politycznej. Według twórców, chorym jest pomysł, by walka po stronie armii, dajmy na to brytyjskiej, a walka po stronie złych, brzydkich nazistów niczym się od siebie nie różniła. Film okazał się dla i tak podupadającego kanału strzałem w stopę i dotychczas najbardziej krytykowanym zrywem mieszania polityki z grami.