Cookie

Gamereactor korzysta z plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość przeglądania naszej strony internetowej. Jeśli kontynuujesz, założymy, że jesteś zadowolony z naszych zasad dotyczących plików cookie.

Polski
Strona główna
artykuły

I Did Nazi this coming

Zło wcielone, w gry przeniesione.

Każdy wie, że temat nazizmu jest tematem dość delikatnym. W każdej sferze życia wystrzega się go jak niedopałków na terenie stacji benzynowej, w ciągłej dbałości o to, by już nigdy nie musieć o nim rozmawiać; pragnąc wyciąć go z historii i zapomnieć, że w ogóle istniał.

A jednocześnie, przy całej tej fobii, nikt nie dba o to, by wytłumaczyć, o co chodziło z całym tym ustrojem. Nikt nie kwapi się by wyjaśnić, co tak naprawdę sprawiało, że ludzie podążali za człowiekiem, którego historia maluje w barwach szatana z piekieł - i że nie miało to nic wspólnego z zaprzedaniem duszy; nikogo nie obchodzi, że nawet walcząc w niemieckiej armii pod znakiem żelaznego krzyża nikt tak naprawdę nie przeistaczał się w żądnego krwi demona - a jedynie wykonywał swoje rozkazy. Ba, być może nawet wierzył, że robił dobrze, mając na uwadze przyszłość swojego kraju i dobrobyt swoich dzieci. Nie, historia skreśliła miliony Niemców z swoich kart odbierając im człowieczeństwo i wolną wolę.

Od małego wpaja się nam coś w rodzaju przyzwyczajenia, że wszystkiego, co ma związek z nazizmem musimy unikać jak ognia. Doszło do tego, że większość młodzieży, spytana o nazistów, przywołuje w myślach obraz jakiejś odczłowieczonej, demonicznej istoty pozbawionej krzty moralności, a media na widok swastyki reagują niczym dewotka widząc jak jej synek bazgrze na marginesie krzywe pentagramy. Nazi stało się synonimem ślepej, bezmyślnej nienawiści i agresji, a wszystko, co z nim związane - zarazą, przed którą chowa się pod szklanym kloszem. Co ciekawe, wielu zdaje sobie sprawę, że na przestrzeni wieków - a nawet ostatnich lat - powstało wiele reżimów o wiele bardziej nieludzkich niż faszyzm; żaden z nich jednak nie okazał się tak "charakterystyczny", tak jaskrawy i tak wyraźny.
Gry, których akcja ma miejsce w okresie drugiej wojny światowej, lub pochodnym jej uniwersum, bardzo skorzystały na tym fenomenie.

To głównie strzelanki stanowią gry, w których najczęściej spotkamy się z nazistami. Jaką uprzejmością ze strony historii było stworzenie frakcji, którą łatwo odczłowieczyć! Gatunek, który nieustannie znajduje się pod ostrzałem mediów za kreowanie agresji i uczenie przemocy dostał do ręki tarczę, która upolitycznionym mediom włączała niebieski ekran śmierci. Jakie tam strzelanie do ludzi? Toż to naziści - nie ma nic złego w strzelaniu do nieludzi, prawda?
Doszło do tego, że w pewien absurdalny sposób naziści stali się dla gier nieco bardziej sprytniejszym podgatunkiem zombie (lub jednym i drugim, jeśli spojrzeć na spin-off do Sniper Elite). Zamiast jęczenia o "móóóózgi", mamy charakterystyczne, skrzekliwe wrzeszczenie w niemieckim akcencie, niekontrolowane wybuchy agresji i napuchnięte od histerycznej nienawiści twarze. Prawda? Nazista oznacza wróg, oznacza cel do którego się strzela, lub obiekt szyderstwa. I przez lata świat nie miał z tym problemu.

Problemu nie mieli też [prawa mieć] sami Niemcy. Od dawna wiadomo, jak kraj traktuje gry, w których przedstawia się elementy faszystowskiego totalitaryzmu. Przedstawianie symboli z nim związanych jest surowo zakazane, co zaowocowało licznymi przykładami paranoicznej cenzury gier w niemieckiej wersji językowej - zwłaszcza serii Wolfenstein, której wczesne gry były wręcz zakazane, a późniejsze - dokładnie cenzurowane. Tematu unikało się jak ognia, aż do poziomu absurdu. Co prawda, co nie każdemu jest wiadome, nie tylko swastyki są w kraju zakazane - równie surowo traktuje się symbole dawnego niemieckiego komunizmu i pozostałych pochodnych totalitaryzmu w różnej postaci.

Po latach jednak temat sięgnął też po gry multiplayer. Wraz z rozwojem serii takich jak CoD czy Battlefield, sytuacja, w której gracze walczą przeciw sobie - a więc po stronie Aliantów lub Państw Osi jest nieunikniona.

Sprawę wytknął miesiąc temu kanał Extra Credits, niegdyś znany z analiz trendów w grach, stoczywszy się później w otchłań paranoicznej poprawności politycznej. Według twórców, chorym jest pomysł, by walka po stronie armii, dajmy na to brytyjskiej, a walka po stronie złych, brzydkich nazistów niczym się od siebie nie różniła. Film okazał się dla i tak podupadającego kanału strzałem w stopę i dotychczas najbardziej krytykowanym zrywem mieszania polityki z grami.

Reakcje graczy z całego świata na film okazały się wyrazić głośno coś, czego nikt nie śmiałby powiedzieć głośno nigdzie indziej: nie ma różnicy między żołnierzem armii brytyjskiej a niemieckiej w czasach totalitarnego nazizmu. Nie jest tak, że jedno jest bohaterem, a drugie potworem, któremu w grze przysługuje jedynie kulka w łeb, a nie równe szanse. Tam, gdzie film sugerował zastąpienie w grach multiplayer drużyn opartych na armiach poszczególnych krajów zespołami "czerwoni kontra niebiescy", okazało się, że dla większości graczy "alianci kontra Państwa Osi" oznacza dokładnie to samo. Dlaczego mamy kibicować drużynie w multiplayerze, kiedy walczy pod flagą antyludzkiego reżimu? Dlaczego udajemy, że nie ma żadnej różnicy między nazistą a strzelcem w brytyjskich czy amerykańskich barwach? Gracze odpowiadają: ponieważ nie ma.

"Jak śmiemy twierdzić, że w pewnym okresie w historii świata, pewien kraj posiadał armię, która nie składała się w stu procentach z obrzydliwych, nieludzkich istot, których jedyną cechą charakteryzującą jest nienawiść do żydów"? - wypowiada się w odpowiedzi na wideo The Act Man. Sam pomysł 'nie odczłowieczania' postaci gracza gdy ta w grze przyjmuje barwy wroga ludzkości miał być "problemem" w nowoczesnych strzelankach.

Film wytykał mnóstwo absurdalnych rzeczy - jak to, że gracz powinien czuć się źle, kiedy gra zmusza go do rozgrywki po stronie "zła" - nie tylko nazistów, ale także dajmy na to terrorystów. Żadne medium nie powinno zachęcać do wcielania się w rolę "zła". Nie powinno się "uzwyczajniać" symbolizmu typowego dla 'nienawiści'. Według twórców, prawidłową reakcją na widok swastyki czy żelaznego krzyża ma być panika i gorączkowe przemywanie oczu chlorem, jakby sam kontakt z nimi miał skazić umysł i duszę, nakłaniając dzieci do interesowania się ideologią przeciw ludzkości.

W odruchu, który dalej miał uszczelniać szklany klosz, środowiska dbające o ochronę przed ideologią nazizmu pokazują, że nie potrafią rozpoznać jego przyczyn. Film, który zachęca do "krytycznego myślenia" na temat symbolizmu "nienawiści" w grach jednocześnie promuje coś zupełnie odwrotnego: zatykanie uszu i uciekanie od tematu jak najdalej.

Próba ochrony przed złem przez udawanie, że zło wcale nie istnieje nigdy nie było ani efektywnym, ani szczególnie udanym pomysłem - czego doskonałym przykładem są reakcje graczy na ostatnie słowa Donalda Trumpa o ograniczeniu dostępu do przemocy w grach. Walka ze stereotypem w tej kwestii jednak przypomina kłótnię z antyszczepionkowcem - brak dowodów na hipotezę oznacza jedynie, że obecność przeciwdowodów wcale go do zmiany zdania nie przekona.

Tekst ten naturalnie nie ma na celu gloryfikowanie żadnej ze stron konfliktu, który zakończył się ponad pół wieku temu. Jednak świat gier, medium, w którym ręka cenzury nie zatopiła szponów tak głęboko, może okazać się ostatnim bastionem, w którym przesadne, schizofreniczne wręcz uczulanie na trudne tematy z przeszłości po prostu nie przechodzi.

Już teraz, jak na złość Extra Credits, media zalewają żartobliwe produkcje i parodie gier, które gdzieś mają całą nadwrażliwość w kwestii nazizmu. Jedną z nich jest na przykład Mein Waifu is the Fuhrer, które miesiąc temu wystartowało na Kickstarterze Nawet w niemieckiej armii znajdowali się ludzie, którzy mieli poczucie humoru, ludzkie emocje czy prawo do bycia atrakcyjnymi. Czelność postrzegania pojedynczych postaci w pozytywnym świetle wcale nie oznacza chęci wielbienia ideologii reżimu razem z wszystkimi potworności, jakie ze sobą niosła.

Dla przeciwwagi, od kilku lat trwają też prace nad Through the Darkest of Times, który w mroczny i pełen zrezygnowania sposób ma przedstawić portret życia członków ruchu oporu w czasach totalitaryzmu, zachowując pełną skalę symbolizmu, który miał miejsce w Berlinie w latach po roku 1933.. Ma być też pierwszą grą na świecie, która, by przedstawić historię taką, jaka była, otrzymała zgodę na przedstawienie nazistowskich symboli także w niemieckiej wersji językowej.

Oglądasz

Preview 10s
Next 10s
Reklamy

Wczytywanie następnej zawartości