Maduro po raz kolejny przerzucił się na angielski, aby wysłać bezpośrednią wiadomość do byłego Trumpa: "Nie ma szalonej wojny, proszę". Uwaga ta pojawiła się podczas prorządowego spotkania związkowego w Caracas w czwartek, gdy napięcia między Wenezuelą a Stanami Zjednoczonymi nadal eskalują.
Maduro oskarżył Waszyngton o inscenizowanie "gróźb inwazji" poprzez niedawne operacje USA na Karaibach, co Caracas interpretuje jako część szerszej kampanii na rzecz zmiany reżimu i kontroli nad wenezuelską ropą.
"Wenezuela chce pokoju" – oświadczył, po czym powtórzył po angielsku: "Tak pokój, tak pokój, na zawsze, pokój na zawsze. Nie ma żadnej szalonej wojny". Wenezuelski przywódca żartował nawet ze swojego angielskiego, nazywając go "językiem Tarzana".
Podczas gdy stosunki między Caracas a Waszyngtonem pozostają zerwane, Maduro wielokrotnie wyrażał zainteresowanie wznowieniem dialogu pomimo surowych sankcji gospodarczych. Czwartkowe orędzie wpisuje się w tę podwójną strategię, w której bunt miesza się z wezwaniem do pokoju.
Ze swoim hasłem "Nie dla szalonej wojny, proszę" Maduro stara się przedstawić siebie jako obrońcę pokoju, nawet gdy postawa wojskowa kraju staje się coraz bardziej asertywna. Na razie nie wiadomo jeszcze, czy ten ostatni apel złagodzi napięcia, czy też doda kolejną warstwę do trwającego impasu.