Cookie

Gamereactor korzysta z plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość przeglądania naszej strony internetowej. Jeśli kontynuujesz, założymy, że jesteś zadowolony z naszych zasad dotyczących plików cookie.

Polski
Strona główna
artykuły

Niech ktoś zatrzyma tę karuzelę reworków

O problemach remake'ów, rebootów i remasterów słów kilka.

W styczniu tego roku do sal kinowych trafiła aktorska adaptacja kultowej mangi Battle Angel Alita. W zeszłym tygodniu ukazało się kolejne wydanie gry Attack on Titan, ukazujące po raz enty wydarzenia przedstawione w kilkudziesięciu rozdziałach mangi i trzech sezonach anime. Premiera egranizacji Kill la Kill już 26 lipca. Król Lew natomiast, no cóż...

Żyjemy w przedziwnej erze remake'ów, rebootów, remasterów i wszelkiej maści reworków. Po części, w przypadku gier wideo, winne są temu same sprzęty - na przykład przez brak kompatybilności wstecznej na PlayStation 4 czy problemy z działaniem na Windowsie 10. Również producenci telewizorów i monitorów ścigają się, by standardem na rynku jak najszybciej stała się rozdzielczość 8K, przy której tytuły retro prezentują się - dość, by rzec - fatalnie. Jako posiadaczka konsoli Sony jeszcze-obecnej-generacji przykładowo kolekcjonuję wszystkie zremasterowane odsłony Assassin's Creed, bo przepadam za tą serią i skoro już pojawiają się w takich wersjach, to miło jest posiadać wszystkie części na jednej platformie. Poza tym, kto nie lubi sobie popatrzeć na ładniejszą grafikę? Tym sposobem niejako wyrażam zgodę i dokładam swoją cegiełkę do tego, co zdaje mi uwierać.

Równie ciekawą problematyką okazuje się przedstawianie tej samej historii w kółko za pomocą kilku różnych mediów. Jest to jak najbardziej sensowny zabieg, dzięki któremu każdy odbiorca może zdecydować, która wersja jest dla niego bardziej przystępna, ale równie niebezpieczne - dla inwestorów najbardziej liczą się w końcu słupki i pieniążki, więc nie znają granic, przynajmniej dopóki kasa wpływa na konto. Jak jednak mawiał Downey Jr.: „Wolę zrezygnować teraz, niż zagrać w o jednym filmie Marvela za dużo".

Dla przykładu: Arslan Senki. Gra na podstawie anime z 2015 roku. Serial animowany powstał na kanwie mangi Arakawy Hiromu (autorki popkulturowego fenomenu, jakim jest Fullmetal Alchemist) z 2013 roku. Komiks Arakawy został narysowany w oparciu o powieść Yoshikiego Tanaki z 1986 roku. O, a w międzyczasie powstała jeszcze jedna, choć niezbyt udana animacja. Nadążacie? Każda z iteracji przedstawia przy tym opowiadaną historię nieco inaczej, w końcu gra inaczej oddziałuje na zmysły użytkownika niż książka. Prawdopodobnie właśnie w tym tkwi sedno sprawy - aby każdemu umożliwić odbiór danego dzieła w taki sposób, jaki odpowiada mu najbardziej.

I nie byłoby w tym nic złego, bo przecież mamy Berserka (oryginał: manga z 1989 roku - na jej podstawie powstały filmy animowane, seriale i gry) czy Attack on Titan (manga z 2009, pociągła za sobą filmy animowane i aktorskie, seriale, gry oraz powieści), które spotkały się z kolosalnym wręcz poszatkowaniem na różne media i wyszło im to na dobre. Nie dość, że dzięki temu zyskały jeszcze większe grono odbiorców, to jeszcze każda z adaptacji wniosła coś nowego i urozmaiciła oryginał - nawet najnowsza seria telewizyjna Berserka (2016), choć zmieszana z błotem zarówno przez krytyków, jak i widzów, może poszczycić się wychwalanym i uwielbianym utworem „Oh, Ashes".

Mimo bezsprzecznie pozytywnych stron, w moich oczach jest to dość niepokojący obraz. Uważam, że zamiast odświeżać i poprawiać wszystko, co zostało już przedstawione naście razy, powinniśmy tworzyć unikalne, nowe treści. Jasne, kontynuacja, powrót znanej marki czy też jej nowa iteracja wzbudzają zaufanie i są pewniejszym ruchem dla inwestorów - a jednak patrząc na oceny remake'u Króla Lwa, który na portalu Rotten Tomatoes został przytłoczony negatywnymi recenzjami, taka teoria zaczyna się rozpadać. Twórcy chcą oczywiście dostosować klasykę do nowszych czasów i opowiedzieć ją swoimi słowami. Nie ma nic złego w tym, że aktorska Mała Syrenka wprowadzi pewne zmiany, bo musi przedstawić problematykę XXI wieku, zaprezentować, jak zmieniło się postrzeganie społeczeństwa przez trzydzieści lat. Problemem nie jest tu zatracanie oryginalnego przekazu - od tego są adaptacje, by według potrzeb dowolnie go zmieniać (a gdyby powrócić do baśni Andersena, dzisiejsze dzieciaki raczej nie byłyby zadowolone). Spłycanie, brak spójności i tożsamości, proporcje reworków wobec nowych dzieł kultury - to jest problem.

Tym sposobem psychologiczny Ghost in the Shell stał się kinem akcji z domieszką romansidła, Netflix przemielił Notatnik Śmierci w niestrawną papkę, Król Lew wygląda niczym dokument przyrodniczy z podłożonymi dla beki głosami. To właśnie doprowadza do kłótni i afer: że Ariel nie może być czarnoskóra, że Klausowi z Umbrella Academy na siłę zmieniono orientację seksualną. Z jednej strony to wszystko adaptacje, a to, co stało się z wymienionymi tworami, miało prawo się stać, bo taka była wizja ich scenarzystów i producentów, ale z drugiej pozbylibyśmy się wielu trosk, gdybyśmy nie katowali materiału źródłowego dziesiątkami jego wersji i skupili się na tworzeniu nowych bohaterów, nowych światów. Niestety, jak pokazuje życie, twórcom łatwiej iść na skróty.