Pierwszy boss na Xboxa: japońskie firmy chciały wspierać Xboxa, ale obawiały się Sony
Ed Fries: "... chcieli, aby Sony miało konkurencję. Ale nie mogli być zbyt otwarci w swoim poparciu dla Xboxa."
Dziś praktycznie wszystkie główne japońskie tytuły trafiają na Xboxa, co z pewnością nie było oczywiste przez niemal 25 lat obecności konsoli na rynku. Często brakowało głównych serii, szczególnie Final Fantasy wyróżniało się jako nieliczne wydania sporadycznie.
Łatwo więc założyć, że japońskie studia gier nie chciały wspierać Microsoftu i ich Xboxa, ale nie wydaje się to do końca prawdą. Przeciwnie, Square (które jeszcze nie połączyło się z Enixem) chciało dołączyć do trendu Xboxa, ale nie odważyło się tego zrobić, co podzielało kilku innych japońskich wydawców.
Przynajmniej tak twierdzi pierwszy boss Xboxa, Ed Fries, w wywiadzie dla GamesRadar:
"Z niektórymi udało nam się zawrzeć interesy, z innymi nie. Po moim odejściu ze Square [Xbox] udało się zawrzeć pewne umowy, ale to zawsze była trudna dyskusja, bo chcieli, żeby Sony miało konkurencję. Ale nie mogli być zbyt otwarci w swoim wsparciu dla Xboxa. Nie mogli zbyt wyraźnie pokazać, że wspierają Xboxa."
To wyjaśnia, dlaczego Xbox w swoich początkowych latach głównie otrzymywał wybór dość niszowych japońskich gier, zwłaszcza Capcomu Steel Battalion, czyli tytuły, które nie zdenerwowałyby Sony. Wydawcy po prostu bali się, że zostaną wykluczeni z ekosystemu PlayStation, mówi. Niektórzy jednak odważyli się wspierać Xboxa, jak Sega (która po Dreamcastie była trochę zaostała) i przede wszystkim Tecmo. W odniesieniu do tego ostatniego Fries mówi:
"Zrobili to, żeby zmodyfikować Sony, bo chcieli, żeby Sony miało konkurencję, bo inaczej są monopolem, a monopole, wiesz, robią, co chcą."
W ostatnich latach jako szef Xboxa Phil Spencer odbył kilka prestiżowych podróży do Japonii i zabiegał o kontakt z największymi wydawcami. To sprawiło, że dzisiejsza publiczność Xboxa rzadko przegapia japońskie gry, ale zajęło to ponad dwie dekady, by w pełni do tego dojść.








