Cookie

Gamereactor korzysta z plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość przeglądania naszej strony internetowej. Jeśli kontynuujesz, założymy, że jesteś zadowolony z naszych zasad dotyczących plików cookie.

Polski
Strona główna
artykuły

Poza radarem #3

Zabójcza łopatka kuchenna i pociąg do Cthulhu.

Rok szkolny jak i ten akademicki oficjalnie zakończone, starsi z Was pewnie wzięli sobie urlopy i przygotowują się do wakacyjnych wyjazdów. Tylko, kurczę, ta pogoda... Słońce zostało przykryte przez obłoki ciemnych chmur, którym od czasu do czasu coś się nawet uleje. Wiecie, co jest prawie zawsze niezawodne? Giereczki. I choć sezon ogórkowy trwa w najlepsze, to przygotowałem dla Was dwie propozycje, z których jedna jest naprawdę warta uwagi.

Cooking Simulator

Symulatory to ciekawe zjawisko. Z jednej strony oferują bardzo podstawową oprawę audiowizualną, są dość trudne, zwłaszcza na dalszych etapach gry, i generalnie nie zachęcają niczym szczególnym. Z drugiej jednak wraz z rozwojem Youtube'a i Twitcha weszliśmy w zupełnie nową erę odbierania gier, a proste i normalnie niemające prawa zaistnieć na szybko sklecone kawałki kodu stały się nagle gwiazdami rzeczonych platform. I tak kolejni twórcy prześcigali się w wymyślaniu coraz to "ciekawszych" symulatorów, które znajdowały swoją niszę. Określenie "dla fana gatunku" pasuje tutaj idealnie i albo się te gry uwielbia, albo zwyczajnie się od nich odbija.

Cooking Simulator to właśnie jeden z takich symulatorów i, jak sama nazwa wskazuje, od razu wiadomo, z czym mamy do czynienia. Podstawowym sukcesem każdej restauracji jest właśnie dobry kucharz, dlatego to od nas będzie zależał dalszy los lokalu, w którym pracujemy. Klienci bywają różni, czasem są kapryśni, a czasem przychylnie spojrzą na nasze dania - na końcową punktację wpływ ma zarówno smak potrawy, jak i czas, w jakim udało się nam zrealizować zamówienie. Oczywiście im lepiej nam pójdzie, tym więcej pieniędzy dostaniemy, które będziemy mogli przeznaczyć na nowe przepisy, ulepszanie już posiadanych czy rozbudowę naszej kuchni.

I tak to się kręci życie kucharza, który z czasem tak wypromował restaurację, że zainteresowali się nią krytycy kulinarni - w końcu przypalonego filetu z łososia w tak specyficzny sposób nie dostaje się w byle jakiej knajpie. Od oceny krytyka zależy, czy uda się nam w końcu awansować i przyjmować naprawdę poważnych klientów, co oczywiście przełoży się na zwiększone zarobki. Wyczuwacie pętlę? Trochę jak w większości hack'n'slashów czy gier MMO, gdzie zbiera się nowy sprzęt tylko po to, by móc potem zebrać jeszcze lepszy sprzęt. Nie ma w tym nic złego, rzecz jasna, i wiele gier opiera się na tym mechanizmie, ale w Cooking Simulator nic tak naprawdę się więcej nie dzieje. Przygotowujemy kolejne potrawy, dokupujemy kolejne sprzęty i rozszerzamy nasze menu, ale to tyle. Z drugiej strony, czy tego typu gry obiecują coś więcej?

Godziny, które spędziłem z produkcją studia Big Cheese, byłyby pewnie przyjemniejsze, gdyby nie ciągła walka z interfejsem gry. Zaczynając od czułości myszy - akceleracja w trakcie rozglądania się jest znacznie większa, niż podczas robienia zakupów czy przeglądania różnych okienek - na naprawdę dziwacznej kolizji obiektów skończywszy. W trakcie krojenia cytryny jedna z połówek po prostu przeteleportowała się na drugi koniec kuchni, nie wspominając już o przewracaniu rzeczy łopatką. Chcąc zrobić nią malutki obrót nad patelnią, wyrzucało się w powietrze całą zawartość naczynia, a cała kuchenka skąpana była nagle w oleju słonecznikowym.

Jako osoba, która wcześniej nie miała z takimi symulatorami do czynienia, dość szybko zacząłem się nudzić. Po kilku godzinach odkryłem wszystko, co gra miała zaoferowania, a powtarzanie w kółko tego samego mechanizmu bez jakiegoś wyraźnego kontekstu jest bezcelowe.

Kadath

Za sprawą The Sinking City - dalej bardzo mocno je polecam - znów zaczęto mówić, a w zasadzie szeptać, o Cthulhu, Przedwiecznych i ludziach starających się odkryć ich tajemnice. Jednymi z tych poszukiwaczy byli niemieccy oficerowie i politycy w trakcie II wojny światowej, którzy trafili na trop zagadki sprzed wieków. Jak się jednak łatwo domyślić, nie skończyli oni najlepiej i luksusowy pociąg pancerny "Kadath", którym podróżowali z Kętrzyna w okupowanej Polsce do Berlina, zaginął.

Tak mniej więcej rysuje się historia w Kadath, debiutanckiej produkcji polskiego studia PuppetPlan, w której przyjdzie odkryć nam zagadkę związaną z zaginięciem tytułowego składu. I choć w samej grze wcielimy się we współczesnych badaczy/archeologów, to w trwającym raptem pięćdziesiąt minut demku dostępnym w ramach wczesnego dostępu przyjdzie nam pokierować Elisą Schneider, czyli działaczką NSDAP. No właśnie, ale czy na pewno jest ona w pełni oddana "sprawie"? Trudno jednoznacznie to stwierdzić, bowiem na tym etapie gra nie tłumaczy za wiele i tak naprawdę nic nie wiemy o Elisie.

Jak to w większości symulatorów chodzenia bywa, tak i tutaj duży nacisk położono na rozwiązywanie zagadek, które określiłbym mianem dość wymagających. Czasem trzeba naprawdę dobrze wczytać się w znalezione zapiski, by odkryć, o co tak naprawdę chodzi i jak dalej popchnąć grę do przodu. Jest to jednak na tyle wyważone, że po dwukrotnym przeczytaniu wszystkich notatek od razu zacznie się wyłapywać właściwe słowa i łączyć je z tym, co mamy dookoła siebie.

Jak na tak mały fragment, gra oferuje zaskakująco dużo notatek, co w przyszłości sugeruje naprawdę sporo karteczek i listów, które przyjdzie nam przeczytać. Same wpisy są jednak na tyle ciekawe, iż nie odczuwa się nudy w trakcie ich przeglądania. Nie jesteśmy skazani tylko na czytanie, bo znalazło się też miejsce na trochę działania - zbieramy wszystko, co nam wpadnie w ręce i staramy się to właściwie wykorzystać. Gra raczej nie podpowiada nam, co należy zrobić, więc od czasu do czasu po prostu trzeba przeklikać wszystkie interaktywne przedmioty w nadziei, że znajdzie się ten właściwy. Osobiście nie przeszkadzało mi to zbytnio, bo Kadath jest bardzo uczciwe i nawet jeśli dłużej zatrzymamy się przy jakiejś zagadce, to po jej rozwiązaniu nie czuć typowego "no wreszcie", lecz rzadko spotykane "kurczę, to było oczywiste, czemu nie wpadłem na to wcześniej?".

Gdzie w tym wszystkim Cthulhu? Osoby, które zetknęły się już z dziełami Lovecrafta, na pewno kojarzą Kadath jako miasto, gdzie żyli Przedwieczni. W przygotowanym demku nie ma aż tak wyraźnych nawiązań i pewnie gdyby nie tytuł i to, że o grze opowiadała mi wcześniej znajoma, pewnie nie wyczułbym nawet, iż ma ona związek z twórczością amerykańskiego pisarza. Nie zmienia to jednak faktu, że nawiązania są, ale subtelne; i tak, jak wczesny dostęp przygotowuje nas na pełnoprawną grę, tak mrugnięcia okiem rozbudzają ciekawość i zachęcają do dalszej rozgrywki.

Jak na "early access" gra działa bardzo dobrze. Oczywiście pozbawiona jest niektórych opcji pokroju możliwości zapisywania stanu gry, ale samo demko zostało dobrze zoptymalizowane i nie zawiesza się. Za te dwadzieścia jeden złotych warto dać Kadath szansę. Premiera pełnej wersji przewidziana jest na drugą połowę 2020 roku.

Wczytywanie następnej zawartości