Cookie

Gamereactor korzysta z plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość przeglądania naszej strony internetowej. Jeśli kontynuujesz, założymy, że jesteś zadowolony z naszych zasad dotyczących plików cookie.

Polski
Strona główna
artykuły

Przed wyruszeniem w drogę należy porządnie się najeść

O systemie gotowania w grach i jego wpływie na immersję.

Nadszedł mój ulubiony dzień w roku, tłusty czwartek czyli. Rankiem, po powrocie z piekarni, zaczęłam mimowolnie rozmyślać o systemie gotowania w grach wideo - bo ja wprost uwielbiam gotowanie w grach wideo. Niezależnie od tego, czy stanowi jedną z głównych osi rozgrywki, czy jest tylko dodatkową mini-gierką. Jeśli taki system został dobrze zaprojektowany, to nie ma większego znaczenia, w jaki sposób go podano. Uprzedzam: będzie smacznie. Przygotujcie sobie przegryzkę.

Nawet jeżeli może brzmieć to nieco niepoważnie, system pożywienia w grach naprawdę ma duży wpływ na mój poziom immersji. Poziom, który niekoniecznie jest uzależniony od stopnia realizmu, lecz właśnie od intrygującego świata przedstawionego - fantastycznego, innego, ale takiego, z którym mam coś wspólnego, z którym czuję pewną ludzką więź. Choć wszystkie te fikcyjne postacie mogą żyć w światach, o których nigdy nie śniliśmy, zawsze są w stanie za sprawą emocji pokazać nam to, co najważniejsze. I jednym z takich wspólnych elementów jest właśnie jedzenie.

Nigdy nie doszukiwałam się w grach realizmu i przez to dość mocno rozczarowałam się Red Dead Redemption 2, któremu dopiero teraz, po kilku miesiącach od premiery (i setce godzin spędzonych w Zeldzie), postanowiłam dać jeszcze jedną szansę. Przecież nawet seria The Sims, najpopularniejszy symulator życia, jest tak naprawdę jedną wielką karykaturą, przekoloryzowaną do granic możliwości, a nie odwzorowaniem życia w skali jeden do jednego. I co ciekawe, w Simsach ten system gotowania jest na tyle uproszczony, że bardziej pokazuje progresję samej umiejętności, czas, jaki poświęciliśmy na szkolenie postaci, aniżeli wykonywanie faktycznej czynności.

Skyrim nabiera rumieńców dopiero przy włączonym trybie survival mode.

Tak czy siak, w systemie gotowania piękne jest właśnie to, że nawet jeśli nasza postać zmuszona jest do jedzenia i picia, to wcale nie przeszkadza, a wręcz jeszcze bardziej urozmaica rozgrywkę - i może to robić w absolutnie każdym gatunku. Nie lubię, gdy spożywanie posiłków w grach sprowadza się wyłącznie do kupienia jakiegoś bentō, które zapewni bohaterowi bonusowy efekt i cześć. Gry powinny odnosić się do jedzenia z szacunkiem. I tak na przykład jednym z moich ulubionych systemów gotowania jest ten znany z Final Fantasy XV. Raz, że nasze punkty doświadczenia nie przerodzą się w poziomy, jeśli nie rozbijemy obozu lub nie prześpimy się w hotelu, a dwa, że podczas kempingu jeden z towarzyszy głównego bohatera Noctisa, Ignis, przygotowuje posiłek dla calutkiego boysbandu. Dziesiątki przepisów zbieramy podczas całej gry, podnosząc poszczególne składniki leżące po prostu na mapce i możemy każdego wieczora wybrać, czym tym razem Ignis poczęstuje chłopaków, zaczynając od mało skomplikowanych grzanek, jajek sadzonych, a kończąc na sufletach i wykwintnej wołowinie. Każde danie daje nam przeróżne bonusy, przy czym oczywiście te wymagające najrzadszych składników oferują najwięcej pozytywnych efektów, nie wspominając już o tym, że wszystkie te potrawy prezentują się po prostu cudnie. Przed wyruszeniem na bossa należy się zatem porządnie najeść... bo wszyscy jesteśmy silniejsi z pełnymi brzuszkami!

À propos „szefów", pożywienie w grach zwykle ma również wpływ na punkty życia, rzecz jasna i oczywista. W The Legend of Zelda: Breath of the Wild na przykład nie opłaca się nam zjeść dwudziestu jabłek przy walce z bossem - lepiej je wcześniej ugotować, bo poprzez samo poddanie ich takiemu procesowi zyskujemy po dodatkowym serduszku na jedno przygotowane danie. W Skyrimie ma to sens dopiero przy włączonej opcji survival mode, która ogranicza ciężar naszego ekwipunku. W innym przypadku możemy lekką ręką połknąć pięćdziesiąt surowych ziemniaków. Ale cóż to dla Smoczego Dziecięcia!

W trybie survivalowym musimy też odpowiednio często wypoczywać, bo inaczej ogranicza się nasza kondycja oraz punkty magii, utrzymywać neutralną temperaturę ciała, miejsce w naszym plecaku jest mocno ograniczone, a spożycie surowego mięsa jest ryzykowne i może wiązać się z zatruciem pokarmowym lub poważniejszymi chorobami. Nie zmienia to jednak faktu, że nadal gramy w RPG-a doprawionego ciekawymi elementami, to nie jest tak, że nagle gra z rolpleja zmienia się w pełnoprawny survival. Te „ciekawe elementy" sprawiają, że bardziej doceniamy świat produkcji, przemierzamy go wolniej, skupiamy się na małych rzeczach, potrafimy usiąść w oberży, słuchać barda i szamać tartę, popijając ją miodem. Zresztą, nie bez powodu Bethesda niedługo wyda oficjalną książkę kucharską na licencji Elder Scrolls z przepisami z całego Tamriel - nas, graczy, to fascynuje. W internecie można znaleźć nawet dziesiątki blogerów, którzy w swoich kuchniach odtwarzają różne potrawy znane z gier, na przykład kultowe ciasto z Portala.

System gotowania w Final Fantasy XV jest nieodłącznym elementem rozgrywki...
...a wszelkie dania prezentują się cudownie!