Rynek gier niezależnych stał się tak olbrzymi, że trudno się w nim nie pogubić. Fale kolejnych indyków zalewają tak mocno, że aż brak tchu. Niestety, jak ze wszystkim, co staje się masowe, tak i w tym przypadku bardzo łatwo trafić na tytuły średnie lub delikatnie mówiąc słabe.
Na poniższą listę trafiły gry, które w moim odczuciu wybijają się ponad przeciętność i udowadniają, że w małym „ciele" potrafi siedzieć wielki duch. Jak zwykle zaznaczam, że lista jest w stu procentach subiektywna i wręcz namawiam do tego, byście się ze mną nie zgadzali, dyskutowali i przedstawiali swoje własne typy. Lista powstała w oparciu o tytuły dostępne na konsolę PS4 - również to warto brać pod uwagę. Nie przedłużając...
ABZÛ
Zdaję sobie sprawę, że w tym miejscu niemal każdy wymieniłby Journey. Jest to jeden z powodów, dla których sam tego nie robię. Aczkolwiek ważniejszym jest, że po prostu uważam ABZÛ za grę pełniejszą i... ciekawszą. Choć wiem, że pisząc te słowa narażam się wielu osobom. A jednak, pomimo bardziej dosłownie podanej historii, ta podmorska podróż wywołała we mnie znacznie więcej emocji. Jeśli jakakolwiek gra miałaby zostać określona „kontynuacją" Journey, to ABZÛ w pełni na to zasługuje.
Choć banalna w obsłudze, niewymagająca i pozbawiona wyzwania, potrafi zauroczyć i nawet po ukończeniu wiele z przeżytych momentów nie opuszcza naszej głowy. Jest to niewątpliwie zasługa oprawy audiowizualnej, która pięknie oddaje nastrój opowieści. Nie będzie przesady w stwierdzeniu, że jest to tytuł, w który nie tylko się gra, ale głównie... podziwia.
Banner Saga

Taktyczna strategia, która od początku przewidziana była jako trylogia (w chwili, gdy powstaje lista, dostępne są już dwie części). To, co wyróżnia ją na tle innych, „podobnych" tytułów, to niesamowity klimat nordyckiej mitologii, piękne wykonanie i wybory moralne, które, w odróżnieniu od wielu gier, nie są pozorne. W Banner Saga niemal każda podjęta przez nas decyzja niesie ze sobą olbrzymie konsekwencje, które odczuwamy mocno również w kontynuacji. Opowiadana historia i dobrze napisane postaci angażują na tyle, że czujemy autentyczny smutek w momencie nawet drobnego niepowodzenia.
Poza kompanami musimy dbać również o naszą karawanę, a - wierzcie mi - jest to znacznie trudniejsze zadanie. Głód i niskie morale potrafią wywołać większe spustoszenie niż wroga armia i tylko od naszej rozwagi, inteligencji i nierzadko podjętego ryzyka zależy, czy wszyscy dotrwają końca wyprawy. Gra jest również bardzo wymagająca i tak naprawdę bardzo trudno osiągnąć w niej złoty środek. Zawsze poświęcamy coś kosztem czegoś innego - chyba właśnie to wciąga najbardziej, bo czyni Banner Sagę, pomimo fantastycznego świata, tak bardzo wiarygodną.
Valiant Hearts: The Great War

Jeśli już przy wiarygodności jesteśmy... Trudno przejść obojętnie obok Valiant Hearts. Ten niewielki tytuł powoduje wielkie spustoszenie nie tylko w głowie, ale przede wszystkim w naszym sercu. Historia wojenna jeszcze nigdy nie została opowiedziana w tak piękny i wzruszający sposób. Jeśli miałbym wskazać grę, która jest przystępna dla wszystkich, a jednocześnie uczy, bez chwili namysłu powiedziałbym: Valiant Hearts. Komiksowa oprawa nie jest tak mroczna, jak chociażby w rodzimym This War of Mine, ale potrafi przekazać znacznie więcej emocji.
Opowieść czworga zwyczajnych, zdawać by się mogło, ludzi, których los połączyła I wojna światowa, jest niezwykła, absorbująca i przede wszystkim wzruszająca. Twórcy umiejętnie grają na naszych emocjach celowo uproszczając mechaniki do granic możliwości. Wszystko po to, by lepiej wczuć się w historię i zaangażować w losy bohaterów.
Child of Light

Przez nawet najczarniejszą ciemność może przebić się światło. Child of Light pomimo poważnej podstawy jest tytułem pogodnym i dającym mnóstwo nadziei. Ta typowa baśń o „księżniczce i złej królowej" została przyodziana w nowe szaty, dzięki czemu zyskała wiele na atrakcyjności i świeżości. Twórcy zdecydowali się wprowadzić do gry rozwiązania znane głównie z japońskich RPG-ów. Zatem wszystkie walki rozgrywane są w znanym fanom gatunku systemie ATB, a główny nacisk położono na kolejkowanie ataków i umiejętności.
Można trochę pomarudzić na poziom trudności Child of Light. Faktycznie, nawet przy średniej wiedzy i znajomości podobnych gier w okamgnieniu jesteśmy w stanie przejść przez grę i nawet się nie spocić. Nadal jednak jest to tytuł wart każdej godziny z nim spędzonej. Chociażby ze względu na pięknie rysowaną oprawę i wspaniałą muzykę.
Don't Starve

Nie przepadam za survivalami. Po prostu nie bawi mnie spędzanie w grze kilku godzin tylko po to, by w końcu i tak umrzeć. Don't Starve stanowi tu wyjątek. Po pierwsze, pomimo tego, że nadal jest trudno, od początku mamy wskazany jasno określony cel, do którego dążymy. Po drugie, design gry jest na tyle fantastyczny i nietypowy, że nawet liczne zgony nie irytują... aż tak bardzo. I w końcu, po trzecie, za każdym razem grając w Don't Starve nie mogłem wyjść z podziwu, jak wiele zależności zostało zamkniętych w tak „małym pudełku". Powiadają, że diabeł tkwi w szczegółach i stwierdzenie owe idealnie oddaje istotę gry.
Nie tak dawno temu Don't Starve poszerzono również o możliwość grania z drugą osobą, dzięki czemu zabawa jest jeszcze bardziej angażująca i ciekawsza. To jeden z tych tytułów, do których często się wraca i cały czas odkrywa na nowo.
<newpage>
Unravel

Pewnych wydarzeń z życia się nie zapomina. Pamiętam, jakby to było wczoraj, a miało miejsce w 2015 roku na konferencji E3. Na scenę wyszedł młody twórca Martin Sahlin i niemal ze łzami w oczach opowiadał o swoim dziecku - grze Unravel. Pamiętam, że były to emocje tak bardzo szczere i prawdziwe, że zgromadzony tłum, widzowie przed monitorami... w tym również moja osoba, z miejsca kupiliśmy to, co nam mówi i przedstawiał. Na szczęście po premierze okazało się, że nie był to tylko marketingowy bełkot, a sama gra po dziś dzień jest jednym z najwspanialszych i najbardziej emocjonalnych indyczków, w jakie dane mi było zagrać.
Yarny, wełniany bohater, nie bez powodu uważany jest za „najlepszego przyjaciela gracza", bo zakochujemy się w nim od pierwszego spojrzenia. Jeśli do tej pory nie wierzyliście w istnienie takiej miłości, to Unravel udowodni Wam, że jest ona jak najbardziej możliwa. Choć gra tak naprawdę mechanicznie poza wykorzystywaniem wełny nie wybija się ponad przeciętność, tak jej otoczka i nastrój opowieści trafiają dokładnie tam, gdzie powinny. Yarny, pomimo iż jest niewielkich rozmiarów, ma wielkie serce i chętnie się z Wami nim podzieli, o ile mu tylko na to pozwolicie.
Transistor

Tego tytułu na mojej liście nie mogło zabraknąć. Wielokrotnie słyszałem, jak doskonały jest Bastion. Uważam jednak, że to właśnie Transistor jest szczytem dokonań (przynajmniej na chwilę obecną) ludzi z Supergiant Games. Bardziej dorosła historia i mroczniejszy świat urzekają. Niezwykła „para", której relacja opiera się siłą rzeczy nie tylko na słowach, ale przede wszystkim na emocjach i wyczuwalnej nawet przez ekran chemii sprawia, że trudno doszukiwać się gdzieś indziej większej głębi.
Majstersztyk stanowi również ścieżka dźwiękowa, która często nokautuje bez wysiłku większe tytuły. Jeśli dorzucimy do tego przemyślany i rozbudowany system walki, otrzymamy twór spójny i skończony. Nie napiszę, że jest doskonały tylko dlatego, że wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że doskonałość nie istnieje. Czy aby na pewno?
Oxenfree

O doskonałość musnęło również Oxenfree, które poznałem w zasadzie całkiem niedawno. Nie wiem, jakim cudem, ale tytuł omijał mnie szerokim łukiem i prawdopodobnie gdyby nie duża przecena oraz śliczna, zachęcająca grafika, nawet bym się nim nie zainteresował. Z perspektywy kilku zarwanych nocy stwierdzam, że jest to jedna z najlepszych growych rzeczy, jaka mnie spotkała. Nie jestem fanem horrorów, uważam, że większość z nich bazuje na naszych najbardziej prymitywnych instynktach. Nie bawią mnie też wyskakujące strachy czy ukryte ciała w szafie. Preferuję nastrój zbliżony do japońskiej szkoły filmów grozy i Oxenfree jest właśnie świetnym przykładem takiego podejścia.
Gra straszy gęstym klimatem. Napięcie jest tak wielkie, że daje o sobie znać nie tylko podczas „zwiedzania" tajemniczej wyspy, ale również w czasie dialogów, które są główną siłą tytułu. Bardzo szybko zdajemy sobie sprawę, że to, co powiemy, niesie ze sobą kolosalne konsekwencje, a na podjęcie decyzji mamy zawsze bardzo niewiele czasu. Pomimo konwencji typowej opowieści o nastolatkach gra w dorosły sposób pogrywa nie tylko z naszymi zmysłami, ale i emocjami.
Broken Age

Point-and-click nie umarło, Broken Age jest tego żywym dowodem. Jasne, że gatunek kiedyś miał się znacznie lepiej i obecnie twórcy nas nie rozpieszczają, ale wychodzę z założenia, że lepiej otrzymać dobrą jakościowo jedną grę niż żadną. Inna sprawa, że chyba bym już nie potrafił grać tylko w klasyczne przygodówki, więc gry pokroju Broken Age są świetną odskocznią od większych tytułów.
Za tytuł odpowiada Tim Schaffer, już samo nazwisko jest dla wielu graczy równoważne z pieczęcią jakości. W grze pokierujemy losami dwóch na pierwszy rzut oka niepowiązanych ze sobą bohaterów. Z biegiem czasu okazuje się jednak, że mają oni ze sobą więcej wspólnego, niż można by przypuszczać. Przemierzanie ciekawego świata i rozwiązywanie często specyficznych zagadek daje dużo przyjemności. Niestety zakończenie przygody dość mocno odstaje i można odnieść wrażenie, że zostało ono przygotowane na szybko. Jednak czas spędzony przy tytule, tona humoru i piękna oprawa graficzna w pełni rekompensują powstałe w ten sposób rozczarowanie.
Brothers: A Tale of Two Sons

Długo zastanawiałem się, jaka gra powinna zakończyć zestawienie. Chociaż miałem wiele typów (ale to może w części drugiej?), zdecydowałem się na opowieść o dwóch braciach. Jest to banalna, można by powiedzieć kolejna historia o miłości. W tym przypadku miłości dzieci do ojca, uczuciu tak wielkim, że pokonuje wszelkie ograniczenia i przeszkody. Tytułowi bracia bowiem wyruszają w pełną niebezpieczeństw podróż, której celem jest odnalezienie magicznego lekarstwa. Przemierzając baśniową krainę stają niejednokrotnie przed problemami, z którymi mieliby problemy nawet dorośli. Tylko ich upór, determinacja i wzajemna pomoc mogą uratować jedynego rodzica, który im pozostał.
Jest to niewątpliwie piękna przygoda, której finał niszczy niejednego gracza. To, co ją szczególnie odróżnia od innych gier, to nietypowe sterowanie. Jednocześnie kierujemy losami dwóch braci, często musimy wykazać się sprytem i inteligencją, bo większość wyzwań wymaga ścisłej współpracy obu postaci.
Jeśli chcielibyście, aby powstała kolejna lista, piszcie w komentarzach. Chętnie poznam też Wasze typy. Zdaję sobie sprawę, że na listę trafiła zaledwie namiastka wspaniałych, godnych polecenia indyków. Czekam więc na sugestie i zachęcam jak zwykle do dyskusji. Do następnego!