Saturday Night Live UK: Jest wiele do poprawienia, ale to i tak mile widziane uzupełnienie w telewizji późnonocnej
Po oglądaniu pierwszego odcinka mamy kilka przemyśleń na temat brytyjskiego podejścia do słynnego amerykańskiego serialu komediowego skecza.
Chociaż nie byłem i nie byłem krytyczny wobec uprzedzeń podczas reportaży na temat próby Saturday Night Live przebicia się na brytyjską scenę komediową dzięki SNL UK, poza relacjami medialnymi byłem wobec tego projektu bardzo, bardzo sceptyczne. W rzeczywistości posunąłbym się nawet do stwierdzenia, że nie byłem wcale pewien, czy to odniesie sukces.
Powodem tego przekonania jest po prostu duża przepaść między brytyjskim a amerykańskim humorem, szczególnie stand-upem i komedią skeczową. My, Brytyjczycy, nie darzymy tej samej sympatii do bardziej ekscentrycznych, żywiołowych i nieco dziecięcych komedii skeczowej, z których na amerykańskim rynku rozwijają się programy takie jak SNL. Podobnie, i prawdopodobnie częściowo przez kompleks wyższości związany z brytyjską kulturą, lubimy humor bardziej intelektualny i dowcipny, a nawet bardziej suchy, co prawdopodobnie jest kluczowym powodem, dla którego istnieje znacząca różnica między pierwszym a późniejszym sezonem amerykańskiej wersji The Office.
Nie powiem, że jeden styl humoru jest lepszy od drugiego, po prostu wyraźnie różni się to, co lubią brytyjscy i amerykańscy fani. Mając to na uwadze, nigdy nie widziałem, żeby SNL UK odniosło sukces. Widziałem już amerykańską wersję SNL wiele razy i choć są momenty, które się wyróżniają, wiele z nich nie pasuje do mojego stylu komedii. A jednak oto Lorne Michaels, twórca Sky i SNL, próbuje wszystkim powiedzieć, że to zadziała i że powinniśmy oglądać zabawne i zabawne 75 minut telewizji. Pewnie...
Ale jest jeszcze jedna rzecz, o której brytyjska publiczność telewizyjna prawdopodobnie zapomina; Telewizja późnonocna jest obecnie, szczerze mówiąc, fatalna. Poprzeczka, by SNL UK choć trochę odniosła sukces, jest najniższa w historii. Nie mówimy tu o scenie, w której stare hity jak Only Fools and Horses czy Fawlty Towers są w szczytowej formie, ani o okresie, w którym współczesne hity jak The Thick of It, The IT Crowd czy Peep Show przyciągają uwagę widzów. SNL UK konkuruje z zmęczonymi i ponurymi tak zwanymi "komediowymi" programami jak Mrs. Brown's Boys, wszelkimi rozmowami, grami czy reality show, które prowadzą Romesh Ranganathan czy Rob Beckett, albo powtórkami uznanych ikon. Jeśli kiedykolwiek był czas, by SNL przyjechał do Wielkiej Brytanii, czas, gdy desperacko potrzebujemy komedii telewizyjnej z umówionymi spotkaniami, to właśnie teraz. I wiecie co, mimo całej mojej niepewności i uprzedzeń, cieszę się, że SNL UK już dotarło.
Nie powiem wam, że pierwszy serial odniósł wielki sukces, bo tak nie było, ale zdecydowanie jest tu potencjał, który można dalej rozwinąć. Zebrana obsada ma cechy, na które mogą polegać, a sposób, w jaki brytyjski dolew jest zorganizowany (nie jest związany ze strefą czasową trzy godziny do tyłu, jak w Stanach Zjednoczonych), sprawia, że może być jeszcze bardziej dojrzały i prymitywny, a skupienie na stylu brytyjskim, a nie na amerykańskim tłumaczeniu formatu SNL, działa na jego korzyść. Mogliśmy zobaczyć brutalnie szczere polityczne docinki, świetne parodie i występy aktorskie oraz wyróżniający się Weekend Update, gdzie Paddy Young i Ania Magliano rozkwitli i wygłaszali żarty, które naprawdę rozbawiają czytelnika. Nic dziwnego, że ta bardziej stand-upowa część była głównym tematem programu, bo to chyba właśnie ta część SNL w USA najlepiej trafia do nieamerykańskiej publiczności.
Podobnie Tina Fey była niezwykłym wyborem na pierwszą gościnną prowadzącą. Oczywiście, byłoby wspaniale mieć wielką brytyjską gwiazdę, która przecięła metaforyczną wstęgę, ale jak wspomniała Fey w swoim zabawnym i szczerym monologu: "żaden z was, skurczybyków, by tego nie zrobił." Fey wniosła doświadczenie i klasę, wykonując zadanie znakomicie, nadal udowadniając sobie, jak skuteczna potrafi być w komedii, niezależnie od regionu. A po tym monologu skecz oparty na nonce to pewny sposób, by przekonać brytyjskich fanów komedii, więc chwała dla tych, którzy podjęli tę decyzję.
Ale znowu, nie było tu tylko słońce i tęcza, a każdy doskonały wybór i szkic był równie kiepski. Prawie każdy inny skecz pozostawiał raczej niezaspokojony posmak w ustach, czy to tchórzliwy Keir Starmer, Ostatnia wieczerza Davida Attenborougha, parodia Hamnet na rozpustkę, atak na Paddingtona Beara i tak dalej. Wiele z nich miało świetne elementy i zabawne żarty, ale trwały zbyt długo, rozciągały się i po prostu wydawały się wyświechtane i trochę nudne. Jeśli już, to spektakl mógłby zyskać na krótszym czasie o 15 minut i na skeczach bardziej zwartych i skuteczniej złożonych.
Nie zapominajmy też o występie muzycznym... Jeśli Fey była pierwszym wyborem na inauguracyjnego prowadzącego, Wet Leg był daleki od tego dla muzycznego gościa, dając występ pozbawiony siły i zapadającej w pamięć atmosfery, którą ten pierwszy program naprawdę musiał mieć. Cały występ sprawił, że pomyślałem: "Chłopie, ona naprawdę lubi raczkować po podłodze... "
Charakterystyczne cameo przynajmniej trafiły do fanów i nawiązały kontakt, wprowadzając nowe i wschodzące talenty, takie jak Nicola Coughlan i Rege-Jean Page, łącząc ich z globalnymi gwiazdami, takimi jak Michael Cera, czy brytyjskimi ikonami jak Graham Norton.
Więc bez wątpienia jest wiele do poprawy, ale tak naprawdę jestem spragniony więcej, bo wolę SNL UK niż większość innych zmęczonych i ponurych programów, które obecnie wypełniają "późnonocne" okno w sobotnie wieczory. Oczywiście, dopóki SNL UK pozostaje samodzielnym i jeśli już, będzie się tym bardziej rozwijać. Jeśli SNL UK może być choć ułamkiem tego, czym mogą być Mitchell i Webb, Armstrong i Miller, Fry i Laurie, to będzie to mile widziany element rozrywki nocnej na brytyjskiej ziemi.






