Cookie

Gamereactor korzysta z plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość przeglądania naszej strony internetowej. Jeśli kontynuujesz, założymy, że jesteś zadowolony z naszych zasad dotyczących plików cookie.

Polski
Strona główna
artykuły

Wczytaj, zapisz, wczytaj ponownie

Czy permadeath jest nam w ogóle potrzebny?

Przy okazji grania w najnowszą odsłonę Fire Emblem zacząłem bardziej zastanawiać się nad mechaniką permanentnej śmierci. Czy jest ona właściwie potrzebna? Jak bardzo wpływa na tak zwaną immersję w czasie rozgrywki?

Zdania będą najpewniej podzielone. Z jednej strony moje serce krwawi, gdy ginie mi jakiś bohater w grze i najczęściej odgrywam zapis - bo lubię poznać dogłębnie całą historię - z drugiej jednak dzięki systemowi permanentnej śmierci sam jestem w stanie tworzyć unikalne przygody, które stają się wyłącznie moimi wspomnieniami. Wszystko tak naprawdę rozbija się o dany tytuł, jego postrzeganie oraz samą implementację systemu.

Seria Fire Emblem przykładowo już od dłuższego czasu posiada genialną mechanikę łączenia poszczególnych jednostek w pary, która prowadzi nawet do posiadania w późniejszym czasie potomstwa. Powstałe w ten sposób postacie nie tylko cechują się własnymi historiami i charakterami, ale również dziedziczą niektóre statystyki oraz zdolności rodziców. Tu pojawiają się dwie szkoły. Pierwsza mówi, że powinno się łączyć postacie w taki sposób, by powstało jak najsilniejsze pod względem zdolności potomstwo. Druga - której zwolennikiem sam jestem - twierdzi, że nie liczą się zdolności lub stanowią one bardziej dodatek do ogólnej charakterystyki postaci, najważniejsze jest jednak tak zwane „background story", a więc historia ukryta i spisana przez dany związek. Druga opcja jest o tyle ciekawsza, że częściej zaskakuje, a poszczególni bohaterowie zyskują też na wiarygodności. Bo przecież w realnym życiu również nie jesteśmy doskonali, posiadamy swoje ukryte talenty, które odkrywamy w nieoczekiwanych sytuacjach. Jednostki takie nie muszą być przy tym wcale słabsze, stanowią często dzikie karty, których, zdawać by się mogło na pierwszy rzut oka, nietrafiona kombinacja zdolności niejednokrotnie potrafi definiować późniejsze starcia.

Dlaczego jednak o tym piszę? Wyobraźcie sobie sytuację: urodziło Wam się dziecko Waszych dwóch ulubionych postaci. Przez dłuższy czas wszystko, łącznie ze wzrostem zaufania między dzieckiem a rodzicami - co definiuje akcje supportowe i odkrywa kolejne elementy historii postaci - idzie dobrze i nagle jeden niefortunny ruch lub nawet przypadek sprawia, że bohater umiera. Wczytacie ostatni zapis? Kto wie, być może postać umarła w prawdziwie bohaterskiej śmierci, ratując swoją ukochaną, dziecko lub najlepszego przyjaciela. Na pewno zapamiętacie jej poświęcenie i „ostatnią turę", ba, będziecie wspominać ją na spotkaniach przy piwie czy przy kolejnych rozgrywkach. Czy w takim razie takie nadpisywanie wspomnień poprzez wczytanie ostatniego zapisu nie sprawia, że zabijacie własne emocje płynące z tytułu?

Wszystko zależy od tego, co chcemy w danym tytule osiągnąć. Zapewne są legiony graczy, którzy bardziej ubolewają nad utratą przepakowanego żołnierza w takim XCOM-ie i nie bardzo poza statystykami interesuje ich jego historia. Co jest jeszcze ciekawsze, bo o ile w takim Fire Emblem każdy bohater jest świetnie napisaną personą, więc strata jest jeszcze boleśniejsza, o tyle jednostki w XCOM-ie stanowią jedynie pionki na szachownicy, które łatwo jest poświęcić, a później zastąpić. Przynajmniej teoretycznie. Godziny spędzone na mozolnym szkoleniu, pełna personalizacja danego żołnierza, a w najnowszej odsłonie również tworzenie więzi, psiakrew, nawet plakaty propagandowe, które projektujemy po misjach. Wszystko to sprawia, że z pozoru niewyróżniający się żołdak staje się pełnoprawnym protagonistą. To my sami zaczynamy tworzyć jego historię, która, biorąc pod uwagę poziom trudności serii, w ułamku sekundy może się zakończyć. Nie bez kozery fani XCOM-a tworzą jednostki na bazie własnych przyjaciół lub piszą wymyślone, oryginalne historie - sam tak robiłem wielokrotnie! Ale ponownie, czy w takim przypadku śmierć bohaterów nie boli jeszcze bardziej? Pomimo tego, że zgon w boju stanowi piękne zakończenie niektórych wątków, nie ma co się dziwić, że wielu z nas - graczom - ciężko jest zaakceptować permanentną śmierć jednostki, bo pożegnania są przecież najtrudniejsze.