Kiedy niedawno pisałem artykuł o Virtual Boy, wyciągnąłem moją starą, niezawodną maszynę, która uprzejmie się włączyła i zaczęła wyświetlać charakterystyczne czerwone grafiki. Grałem, by odświeżyć pamięć przed recenzją nowego dodatku na Switcha i postanowiłem skupić się głównie na Mario Clash i Wario Land.

Nintendo szybko dodaje klasyki do swojej usługi subskrypcyjnej.
To miało być tylko szybkie badanie, zwłaszcza że urządzenie jest bardzo nieergonomiczne, ale ostatecznie spędziłem godziny, grając, szczególnie Wario Land. Chociaż oba te tytuły są dobre, są lepsze gry, przy których warto spędzić wieczór, więc dlaczego w ogóle się w nie wciągnąłem? Mam teorię.
Właściwie zauważyłem coś ciekawego wcześniej. Kiedy gram w którąkolwiek z wielu klasycznych gier dostępnych na Switchu i Switchu 2 przez Switch Online + Expansion Pack, moje zaangażowanie jest raczej na pół gwizdka. Mogę przełączać się między wszystkimi grami, kiedy tylko chcę, a całe wyzwanie znika, bo mogę cofnąć czas i cofnąć błędy.

Uwielbiam retro gry i cieszę się, że mogę wracać do najwspanialszych i bardziej nieznanych momentów historii gier, by doświadczyć magii dawnych lat. Moi starzy 16-bitowi gracze wciąż działają świetnie, a od czasu do czasu kupuję nową-starą grę, w którą jeszcze nie grałem. Często leżę w łóżku i gram, gdy mam ochotę na retro, a potrafię grać godzinami, gdy korzystam z kartridży. Ale to nie kartridże to umożliwiają.
Mam też Mega Everdrive Pro, więc mogę grać w emulowane tytuły, gdy nie chcę otwierać pudełka, męczyć się z uszkodzonym kartridżem czy kupować ROM na Kickstarterze. To także kartridż, który pod każdym względem wygląda jak kartridż Mega Drive, ale pozwala na zapisywanie i tym podobne. Kiedy gram w gry z tych gier, naturalnie korzystam z tych funkcji i nagle wydaje się to mniej interesujące, a trochę bardziej usypiające.

Na Super Nintendo istnieje wiele sposobów na wykorzystanie zapisów stanów, takich jak FXPAK Pro.
Jesteście bystrymi czytelnikami (czytacie przecież Gamereactor, prawda?) i domyślacie się, dokąd zmierzam z tym tokiem rozumowania, mianowicie że wartość rozrywkowa retro gier częściowo maleje, jeśli zbyt łatwo do nich wchodzić i dodawać zapisy. Myślę, że to jak włączenie Netflixa w piątkowy wieczór i decyzja, co chcesz oglądać. Wybór jest tak ogromny, że jest trudniejszy i trochę mniej angażujący. Wybierasz coś spontanicznie, podczas gdy ci z was, którzy byli w erze wypożyczalni filmów, z pewnością pamiętają, jak wybieraliście film i wracaliście do domu, by potem cieszyć się nim niemal ceremonialnie.
Zapisy z kolei są opisywane jako coś, co sprawia, że stare gry są przyjemne nawet dziś. Jest w tym trochę prawdy, ale jednocześnie odbiera to wartość rozrywkową. Stare gry nie były trudne, bo nie dało się ich pokonać; były wymagające, bo często trwały tylko około godziny. Jeśli usuniesz wyzwanie, pozostaje przygoda, którą przebiegasz w pośpiechu, nie wkładając w nią całego serca i duszy.

Bezmyślnie grając w tytuły takie jak Mega Man, Castlevania czy Contra, ich ekscytacja i duch całkowicie znikają.
Często oznacza to, że przegapiają znakomite szczegóły rozgrywki, jak pomysłowo zaprojektowane ruchy Yellow Devila w pierwszym Mega Manie, gdy bestia porusza się tam i z powrotem po pokoju. Z pewnością jest zaprojektowana tak, by być dość łatwa do pokonania, ale wymaga najwyższej koncentracji i skupienia, a po sukcesie następuje przypływ adrenaliny i endorfin. Każdy, kto używa zapisów i tym samym całkowicie je eliminuje, nigdy nie zrozumie jego wielkości.
To dokładnie z tego samego powodu, dla którego tytuły FromSoftware są dziś tak popularne. To nie są gry, w które można grać bez większego zaangażowania; Musisz być w pełni zaangażowany. Nikt nie powie ci, dokąd iść; Musisz to sam odkryć, a nikt nie powie ci, jak pokonać bossów, bo znowu musisz to sam odkryć. Poczucie sukcesu jest euforyczne; czujesz się kompetentny i że osiągnąłeś coś wartościowego.

Gry takie jak (od lewej do prawej) The Adventures of Bayou Billy, Fester's Quest, Ikari Warriors i Ghost 'n Goblins to wszystkie gry na NES-a, które moim zdaniem są niemożliwe do ukończenia bez pomocy cheatów.
Czy więc wypowiadam wojnę stanom zapisu? Nie, wcale nie. Oczywiście są stare gry, które są całkowicie niemożliwe, zwłaszcza Battletoads i Trojan, a te naprawdę wymagają opcji zapisu stanów zapisu, by przejść ponownie, a z takimi pomocami jest to ledwo możliwe. Co więcej, stare gry są po prostu stare, łatwo popełnić błędy, więc coś przegapisz, a w najgorszym wypadku możesz nawet nie przejść dalej. Co więcej, nie możesz zapisać (a jeśli tak, to tylko w wybranych miejscach, co skutkuje długimi podróżami).
Jednak w erze NES gry były tworzone głównie dla dzieci; Sam byłem wtedy dzieckiem i przechodziliśmy przez gry jeden po drugim. Nie były one aż tak trudne, ale jak mówiłem, wymagają trochę zaangażowania emocjonalnego. Seria Mega Man jest często uważana za niesamowicie trudną, ale jako facet zbliżający się do pięćdziesiątki, nadal mogę przejść przez nią bez większych problemów. To nie dlatego, że jestem takim cholernie dobrym graczem (bo naprawdę nie jestem, chyba że w bijatykach, gdzie zwykle potrafię sobie radzić całkiem nieźle w odpowiednim towarzystwie), ale dlatego, że dużo w nie grałem i ćwiczyłem.

Tytuły takie jak Ori and the Will of the Wisps, Hades II i Hollow Knight: Silksong to w zasadzie retro gry w nowej wersji i byłyby dość nijakie, gdyby zawierały zapisy zapisu.
Dla mnie, który często wystawia retro konsole i wie, w które starsze gry grać na PlayStation 5, Switch 2 czy Xbox Series S/X, gdy odwiedzają mnie młodsi, początkujący gracze, często otrzymuję potwierdzenie, że to ponadczasowe klasyki. Nawet dzieci przyzwyczajone do nowocześniejszych gier zwykle się wciągają, jeśli zaproponuję im rundę Ice Hockey na NES-ie, Sonic the Hedgehog na Mega Drive czy Goof Troop na Super Nintendo. Dobre gry są ponadczasowe, jeśli grasz je tak, jak zamierzysz.
Jak już mówiłem, są gry, których po prostu nie da się cieszyć bez zapisu, ale to, co łączy niemal wszystkie te tytuły, to fakt, że nawet z nimi nie są szczególnie przyjemne – choć przynajmniej można je przejść. Jednak mamy też gatunki, w których stany zapisu faktycznie dodają wartości, a dotyczy to głównie dłuższych przygód i gier fabularnych. Zaczynanie od nowa w przygodzie trwającej kilka godzin nie jest przyjemne, a zapisywanie nieracjonalnie długich haseł tak naprawdę nic nie wnosi. Co więcej, jak wspomniano wyżej, miło nie musieć wracać w grach fabularnych tylko po to, by zapisać w jednym z nielicznych miejsc, gdzie to pozwala.

FromSoftware tworzy gry, które trzeba cieszyć się tak samo jak klasykami i cieszą się ogromną popularnością. Gdyby istniały save states, prawdopodobnie nigdy nie stałyby się tak duże, jak są obecne.
Ale leniwe wybieranie gry z niekończącej się biblioteki ROM-ów, gdzie używasz save state, oznacza, że prawie na pewno nigdy nie pochowasz wielkości tego, w co grasz. Z tego powodu miło jest znaleźć perełkę Mega Drive (format, który teraz najczęściej zbieram) i włożyć kartridż do domu. Trzy życia i zazwyczaj żadna kontynuacja. Jeśli umrę, to umrę. Rozpoczęcie epickiej retro gry, takiej jak Alisia Dragoon, Ranger-X czy Shadow Dancer: The Secret of Shinobi, jest równie magiczne, jak wtedy, gdy były nowe. Muszę się przebić, spróbować dowiedzieć się, co idzie nie tak, gdy nieuchronnie umrę, a potem spróbować ponownie. Jeśli robi się naprawdę ciężko, to rzucam się w gniewie, spacer na świeżym powietrzu z psami, po czym, uzbrojony w filiżankę kawy lub zimne piwo i suszone mango, próbuję jeszcze raz i często mi się udaje.
Satysfakcja jest ogromna, a uczucie bezmyślnego przeglądania sterty gier, by na chwilę się w nich zanurzyć, zanim uznasz, że wydają się beznadziejnie przestarzałe, znika natychmiast. Jeszcze w zeszły weekend kupiłem kolekcję remake'ów Mega Man: The Wily Wars na Mega Drive w dobrze zaopatrzonym sklepie z grami i znów byłem przyklejony do ekranu w sposób, którego nie spotyka się przy pomocy pomocniczej.

Starsze gry potrafią być wyzwaniem, ale jeśli radziliśmy sobie z nimi jako dzieci, możemy je opanować także teraz. Gry takie jak najlepsze momenty Sonica i Mario z ery 16-bitowej nigdy nie będą wydawać się przestarzałe.
Nie wszystkie klasyki dobrze się zestarzały, ale wiele tak. Jeśli tylko dasz im uczciwą szansę, czeka nas prawdziwa kopalnia świetnych tytułów do odkrycia. Jeśli dzieci radziły sobie z tymi grami w latach 80. i 90., ty też możesz, a istnieją nawet badania pokazujące, że są świetnym ćwiczeniem dla mózgu, bo musisz być w pełni zaangażowany, wyzwany i nie możesz grać na autopilocie. Jest powód, dla którego klasyki nazywa się klasykami, i nie dlatego, że są starymi grami, ale dlatego, że są dobrymi starymi grami. To ogromna różnica. Ciesz się nimi porządnie i obserwuj, jak otwiera się nowy-stary świat, co tłumaczy, dlaczego tak bardzo zakochaliśmy się w tych grach za dawnych czasów.