Cookie

Gamereactor korzysta z plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość przeglądania naszej strony internetowej. Jeśli kontynuujesz, założymy, że jesteś zadowolony z naszych zasad dotyczących plików cookie.

Polski
Strona główna
artykuły

Z pamiętnika Buffy, postrachu gołębi

Czyli pies też gracz.

Z pamiętnika Buffy, postrachu gołębi

Cheeseburger. Znaczenie pierwsze: hamburger z dodanym żółtym serem. Znaczenie drugie: niedźwiedź grizzly, który jest jednym z opcjonalnych towarzyszy w grze Far Cry 5.

O ile hamburgera moja psina chętnie by zjadła, o tyle tego drugiego wprost nie znosi. W te ostatnie dni lata, podczas wygrzewania się na słonecznej plaży, do głowy zaczęły mi przychodzić myśli przeróżne. Czasem mądrzejsze, czasem wręcz odwrotnie... Cóż, jakakolwiek by Waszym zdaniem ta jedna nie była, postanowiłem się nią z Wami podzielić.

Z pamiętnika Buffy, postrachu gołębi

A wszystko rozbija się o nasze kochane czworonogi. Choć zanim przejdę do sedna, pozwolę sobie na jeszcze jedną dygresję. Przychodzi taki wiek u każdego gracza i nieistotna w tym momencie jest nawet płeć, że przestaje grać samotnie w swoim ciepłym mieszkanku. Czy to druga połówka, czy dziecko, nieustannie musi borykać się z „problemami" zbyt głośnej muzyki, wyrywających ze snu odgłosów czy też po prostu blasku pochodzącego z telewizora. Zupełnie normalnym jest, że nie chce przeszkadzać innym członkom rodziny. Każdy, kto wychowywał małe dziecko, wie, że nie warto go budzić, choćby przypadkiem. No, chyba że chce poznać prawdziwego boga wojny, przy którym Kratos to zawodnik wagi piórkowej. Gorzej, jeśli w bonusie obudzi się jeszcze bogini... Niektórzy zapewne wiedzą, o czym mówię.

Normalnym jest również, że nie każdy ma to szczęście, by życiowy partner podzielał jego grową pasję. Niektórzy chcą po prostu się wyspać, inni mają na rano do pracy - można by tak długo wymieniać. Z takimi sytuacjami radzimy sobie na różne sposoby - przyciemniona lampka, granie w drugim pokoju i oczywiste słuchawki stają się najlepszymi przyjaciółmi każdego z nas. Czy jednak zastanawialiście się kiedyś, jak gry wideo wpływają na Waszych czworonożnych kompanów?

Z pamiętnika Buffy, postrachu gołębi

Jestem wielkim miłośnikiem psów, i tak po prawdzie lata, w których nie kręcił się w moim domu rodzinnym żaden kudłacz, mógłbym zliczyć na palcach jednej ręki. Jednak dopiero dwa lata temu stałem się ojcem adopcyjnym Buffy - postrachu gołębi, którą w pełni świadom mogę nazwać moim psem, nie zaś psem rodziców. To, co napiszę, nie powinno zdziwić miłośników psów i w sumie ogólnie udomowionych zwierząt. Gry wideo mają wpływ na zwierzęta, czasem mniejszy, czasem większy, ale pupile reagują na nie zupełnie tak samo, jak my. No dobrze, może i nie analizują każdego strzępka scenariusza nowej produkcji Kojimy, może nie nucą sobie przepięknej melodii z Oriego - choć muzyka akurat również na zwierzaki oddziałuje. Badając sprawę nieco dogłębniej jednak okazuje się, że coś faktycznie jest na rzeczy. Od razu nadmienię, że nie jestem żadnym profesorem, a wszystko, o czym piszę, jest wyłącznie wynikiem mojej własnej obserwacji.

Gry są coraz bardziej realistyczne. Można by długo pisać o brutalności danych tytułów i na nic będzie tłumaczenie, że przecież za młodu też graliśmy w krwawe gry, więc po co wałkować ten temat. No nie do końca - porównując sobie wcześniejsze odsłony Mortal Kombat z nowymi śmiem twierdzić, że ograniczenia wiekowe są jednak potrzebne. Ale w sumie ja nie o tym... a raczej nie do końca o tym. Buffy, jak to pieseła, przygląda się ogrywanym przez nas grom, reaguje na szybsze ruchy, a nawet wsłuchuje się w niektóre melodie. Co jednak z negatywnymi czynnikami? Po raz pierwszy zdałem sobie sprawę (przynajmniej w tej materii), jak bardzo gry ewoluowały, gdy mój pies z podkulonym ogonem uciekł do kuchni, słysząc (wówczas jeszcze go nie zobaczył) zmutowanego niedźwiedzia z Metro Exodus. Inna sprawa, że sam się go dość mocno wystraszyłem, jednak nie zareagowałem kompletnie na same odgłosy. Jako osobnik ciekawski zacząłem wręcz poszukiwać i nieco eksperymentować, choć wszystko w granicach rozsądku. Cheeseburger z Far Cry 5, który w moich oczach jest, no, słodki, również nie przypadł Buffy do gustu. Reakcja była niemal identyczna, co sugeruje, że odgłos drapieżników w nowych grach dla samych zwierząt musi być bardzo autentyczny. By jednak potwierdzić sytuację, celowo sprawdzałem wiele kombinacji i o ile na panterę Buffy reagowała jedynie większą dozą ostrożności, niedźwiedzie wszelakie wywoływały u niej taktyczny odwrót.

Z pamiętnika Buffy, postrachu gołębi

Jasne, zdaję sobie sprawę, że nie każdy pies jest tak strachliwy. Nasza pieseła również po kilku bardziej stonowanych sesjach zrozumiała, że zagrożenie nie jest realne. Nadal jednak, zestawiając nowe tytuły ze starymi, reakcje były skrajnie różne - mówiąc prościej, albo mój pies nie lubi klasyków i retro, albo zwierzęta w tych grach nie zachowywały się tak realistycznie, jak to moim oczom i uszom się na początku wydawało. Jakim bowiem cudem DD z Metal Gear Solid V wywołuje u mojej pupilki jawne zainteresowanie i zadowolenie, gdy w tym samym czasie Dogmeat z najnowszej odsłony Fallouta, który przecież wydaje się całkiem dobrze wykonany, jest jej zupełnie obojętny? Szczegóły są tu niebywale istotne, ponieważ nawet głośne szczekanie tego drugiego nie wywołało takiego efektu jak „niuchanie" DD po planszy, które... powiedzmy, że bardzo pobudziło Buffy.

Nie jest to więc w żaden sposób odkrywcze stwierdzenie, ale kurczę, dobrze wiedzieć i upewnić się wręcz w namacalny sposób, że twórcy gier podchodzą nawet do takich rzeczy zupełnie inaczej, traktując je jako bardziej lub mniej ważne. Prawdopodobnie większość z Was nie zwróci nawet na to uwagi, ale myślę, że warto o tym pomyśleć. Zwłaszcza, jeśli posiadacie czworonoga. Bo czy wiedzieliście, że zwierzaki w typowo japońskich grach nie wywołują praktycznie żadnej reakcji? Prawdopodobnie w dużej mierze związane jest to z faktem, że nawet świnka w takim Clannadzie ma zatrudnioną osobną aktorkę do chrumchania (też o tym nie wiedziałem!) a co dopiero mówić o bardziej istotnych włochatych postaciach w gatunku jRPG. Myślę, że dokładnie tak samo jest ze starymi grami, w których, nie czarujmy się, realistyczne odgłosy zwierząt nie były w ogóle dla większości osób istotne.

Z pamiętnika Buffy, postrachu gołębi

Gry są coraz większe, powalają nas swoim realizmem, również w sferze fauny. Każdy właściciel psa (choć pewniakiem dotyczy to też innych stworzeń) powinien wiedzieć, że tak samo jak nie ma podręcznikowych dzieci, tak i nie ma podręcznikowych psów. W natłoku innych życiowych spraw czasami warto jednak, byśmy wszyscy zainteresowali się tym, jak i psiaki odbierają naszą pasję. Niekoniecznie po to, by chować się z nią już w ogóle w piwnicy, bo i żona, i dziecko a teraz pies nie może spać po nocach - ale chociażby dlatego, by zminimalizować stres czworonoga i spróbować go z grami oswoić.



Wczytywanie następnej zawartości