5 świetnych filmów, które można by zaadaptować na równie dobre gry
W filmie można objąć wiele, ale nie wszystko, więc zebraliśmy pięć świetnych światów lub historii, które chcielibyśmy zobaczyć więcej w formacie gry wideo.
Co tydzień wydaje się, że dostajemy wielki nagłówek o nowej adaptacji gry wideo. Na początku tego tygodnia Sony ujawniło nagłówek nuklearny, że pracuje nad animowaną adaptacją Bloodborne z kategorią R, która ma trafić do kin. Ale co, gdyby sytuacja się odwróciła? Co by było, gdyby filmy zostały przerobione na gry, a nie odwrotnie? W zeszłym tygodniu przyjrzeliśmy się serialom, które można by zaadaptować na świetne gry, a teraz oglądamy filmy, które chętnie obejrzymy. Tak jak wcześniej, głównie oglądamy najnowsze filmy z ostatnich pięciu lat, by zobaczyć świeże pomysły.
Człowiek Biegnącego
Wersja Biegacza Edgara Wrighta może nie była wielkim hitem kasowym, na jaki liczył, ale wprowadziła nas w stylizowany świat, który moim zdaniem mógłby być świetnie rozwijany w innych mediach. W DeathSprint 66 dostaliśmy grę multiplayer inspirowaną Running Manem, ale choć ta gra uchwyciła ducha idei wyścigu śmierci w rozgrywce, to myślę, że ekstremalna rozgrywka w chowanego dla jednego gracza, skupiona na fabule, mogłaby być też wciągająca. Mogłoby to być pełne akcji, filmowe doświadczenie, które również nadałoby się do narracji opartej na wyborze, pozwalając nam wybrać, czy być bardzo chciwym na wielką pulę nagród, albo próbować zniszczyć wyścig śmierci od środka.
Predator: Badlands
Tak, było kilka gier z serii Predator. Kilka z nich jest dobrych, ale żaden z filmów nie wzbudził u mnie potencjału gry tak jak Predator: Badlands. Podróżowanie po wrogiej planecie z gadatliwym robotem na plecach to świetny wstęp do gry wideo, nawet jeśli nie kradnie fabuły czy świata Badlands w ten sposób. To wygląda na kolejny krok od klasycznych par, takich jak Leon i Ashley czy Joel i Ellie. Nie musisz chronić towarzysza, jeśli jest przypięty do ciebie, a może ci nawet pomóc, jak Mimir w God of War. Walka z okropnymi roślinami i gigantycznymi obcymi bestiami jako obcy byłaby tak fajna, że krwawy zwiastun wystarczyłby do marketingu, by wielu facetów powiedziało "jasne, że tak" i kupiło tę grę.
Zielony Rycerz
To chyba najbardziej dziwny wybór, ale uważam, że adaptacja jednej z najlepszych arturiańskich opowieści Davida Lowry'ego jest tak wizualnie imponująca, że chcę zobaczyć świat przedstawiony na dużym ekranie ożywiony w innym medium. Zielony Rycerz może od razu wywołać obrazy gry w rycerza na koniu, ratowania dam i zabijania barbarzyńców, ale zarówno wiersz, jak i film odchodzą od tradycyjnej arturiańskiej fantazji, zmuszając naszego bohatera do refleksji nad tym, co znaczy być rycerzem i co znaczy być mężczyzną. Myślę, że to może być świetny przynęta i zamiana w formacie gry. Spraw, by ktoś pomyślał, że ładuje swoje pięćdziesiąte soulslike, a potem wyślij go w epicką podróż samopoznania, która może zostawić więcej pytań niż odpowiedzi.
Mickey 17
The Alters to trochę jak Mickey 17 gry, ale tak naprawdę skupia się bardziej na potencjalnych wersjach postaci, niż na dokładnych klonach, które są tylko tą samą osobą, produkowanymi w kółko. Mickey 17 jako gra od razu prezentuje się jako roguelite, gdzie możemy grać dowolną liczbą Myszków, przechodząc przez główną fabułę gry. Byłoby ciekawie zobaczyć, gdyby pojawił się losowy element osobowości, które pojawia się podczas pojawiania się jako nowe klony, i jak to mogłoby wpłynąć na rozgrywkę. Może nie potrzebujemy dziś więcej rogulitów na rynku, ale to nie przeszkadza ich produkcji ani pojawiania się imponujących egzemplarzy. Nie musimy tylko podążać za fabułą książek czy filmu, bo możemy spojrzeć na życie innego pracownika na wyrzucenie i jego dni na próbach okiełznania wrogiego świata.
The Menu
Anya Taylor-Joy naprawdę była gotowa podczas pierwszej trasy promocyjnej filmu The Super Mario Bros., gdzie powiedziała, że The Menu będzie najlepszym filmem w jej filmografii, który można zamienić w grę. W tym filmie zaproponowała dwie różne gry: jedną, w której jesteś szefem kuchni, i drugą, w której jesteś gościem, muszę przyznać, że ta pierwsza jest dla mnie ciekawsza. Mieć Ralpha Fiennesa za plecami, gdy musisz przygotowywać niesamowicie imponujące jedzenie dla klientów, którzy już nigdy nie zobaczą słońca, wydaje się jak Overcooked na sterydach. Są sposoby, w jakie gry mogą sprawić, że czujemy się napięcie bez wykażających walk z bossem czy niespodziewanego jumpscare'u, i myślę, że The Menu mogłoby być jednym z takich doświadczeń. Przerażające, ale nie będące horrorem, można naprawdę stworzyć immersyjną, niepokojącą atmosferę w adaptacji gry tego klejnotu filmowego.
Jaki film przerobiłbyś na grę wideo?




