Skip to main content
Publicystyka

Podsumowanie roku 2018 według Oli

Cisza przed burzą.
Aleksandra Olszar Zaktualizowano 19 grudnia 2018

Odnoszę wrażenie, że wbrew pozorom to jeszcze nie koniec tej generacji - na wyrost byłoby stwierdzenie, że dopiero początek, ale czuję, że właśnie rok 2019 zamiecie jeszcze pod względem premier i wydarzeń (już same pierwsze dwa miesiące przyszłego roku obfitują w liczne debiuty). Rok 2018 bynajmniej mnie nie rozczarował, przyniósł ze sobą masę sukcesów i porażek, nie było czasu na nudę. Mimo wszystko uważam, że była to cisza przed burzą, a prawdziwy sztorm jeszcze przed nami. Microsoft wykupił prawdziwych kolosów branży, Sony sypie mocnymi tytułami na wyłączność jak z rękawa, a Nintendo, jak to Nintendo, od lat utrzymuje wysoki poziom. No i Switch w Japonii niedługo przegoni sprzedaż PS4. Będzie ciekawie! Ale wracając do 2018...

Gra roku: Xenoblade Chronicles 2: Torna - The Golden Country

Tak, to właśnie samodzielne rozszerzenie rewelacyjnego Xenoblade Chronicles 2 zachwyciło mnie w tym roku najbardziej. Moim drugim wyborem byłby bez wątpienia God of War, ale jednak jRPG to mój ukochany gatunek gier i uważam, że Torna naprawdę zasługuje na to małe wyróżnienie.

Nie dość, że ekspansja wystarcza na około pięćdziesiąt godzin rozgrywki, co już samo sprawia, że traktuję ją jako pełnoprawny, osobny produkt, to jeszcze oferuje ulepszone mechaniki i absolutnie wszystkie drobnostki z pierwowzoru. Zupełnie jakby projektant usiadł i postanowił dopieścić każdy element rozgrywki, widząc swoje najmniejsze nawet błędy. Torna jest poważniejsza, dojrzalsza, spójniejsza pod każdym względem. To po prostu jedno z najlepszych jRPG tego roku, a moim zdaniem lepsze także od Dragon Quest XI czy Ni no Kuni II. W ogóle ta generacja przyniosła nam doprawdy dziesiątki wspaniałych gier w gatunku, to najlepszy czas, by go poznać. W ramach ciekawostki dodam, że również w zeszłym roku na miano GOTY zasłużył u mnie inny japoński tytuł - Persona 5.

Rozczarowanie roku: Telltale Games

Ach, Telltale. Wciąż nie mogę uwierzyć, że już nie opowiedzą nam nowych historii. Studio, które w 2012 roku zrewolucjonizowało gatunek przygodówek point'n'click, a upadło przez ten sam powód, dla którego gry przygodowe wcześniej niemal wymarły - przez kręcenie się wokół własnego ogona. Aż w końcu się pożarli. Przykre, jak potraktowano pracowników, którzy bodajże po dziś dzień nie otrzymali swoich zaległych wypłat. Przykre, co spotkało uniwersum The Walking Dead. Że już nie zobaczymy kontynuacji The Wolf Among Us. Że wszystko to zostało zaprzepaszczone.

To koniec pewnej epoki growej. Historia Lee i Clementine sześć lat temu wstrząsnęła branżą, ale nie tylko - Telltale stworzyło bowiem wiele innych wspaniałych tytułów. Cała nadzieja zatem w Dontnod i innych firmach, które starają się przejąć pałeczkę po swoich prekursorach. Oby wyciągnęli wnioski i nie popełnili błędów poprzedników, bo same gry epizodyczne to coraz trudniejszy temat. Tymczasem pozostaje mi zdobyć platynowe trofeum we wszystkich grach od Telltale, by oddać cześć ich spuściźnie. Paweł swego czasu napisał również felieton o najlepszych produkcjach studia, warto rzucić okiem, by przypomnieć sobie, co dobrego stworzyli dla nas deweloperzy.

Zaskoczenie roku: Assassin's Creed Odyssey

Wahałam się, czy nie powinnam poświęcić tego miejsca na Red Dead Redemption 2, ale już samo myślenie o tej grze mnie męczy, więc mam nadzieję, że zrobi to Paweł w swoim podsumowaniu. Ad rem. Jestem fanką uniwersum Assassin's Creed od premiery pierwszej odsłony serii, grałam w absolutnie każdą część, jaka tylko ujrzała światło dziennie. Prawie wszystkie z nich również splatynowałam (a tfu, trofki online w grach single-player!). Wszyscy chyba wiemy, że już Assassin's Creed III spotkało się z bardzo mieszanymi opiniami. Connor niefortunnie przejął pałeczkę po trylogii Ezia, co moim zdaniem wyszło mu perfekcyjnie, graczom jednak nie przepadł do gustu. I tak z roku na rok było coraz gorzej; każda kolejna odsłona była uważana za kopię poprzedniej, a Ubisoftowi zarzucano odcinanie kuponów.

Do czasu premiery Assassin's Creed Origins, które zawładnęło sercami graczy i krytyków. Mnie coś zgrzytnęło wtedy po raz pierwszy - bo to już nie był w ogóle Asasyn. Nie tylko fabularnie, ale także mechanicznie - brak podziału na sekwencje, stawianie nacisku na walki w zwarciu zamiast ciche zabójstwa, ulepszanie ukrytego ostrza, które nie gwarantowało natychmiastowej eliminacji przeciwnika. To był po prostu Wiedźmin w Egipcie. Graczom spodobała się jednak zmiana formuły. Tymczasem rok później wychodzi Odyseja, klon Origins, nie oszukujmy się: te dwie gry są identyczne. I nagle produkcja wychwalana jest pod niebiosa, oceny przy premierze nie schodziły poniżej ósemki, choć jest jeszcze mniej Asasynem, jeszcze bardziej Wiedźminem. Tę część także wymaksowałam, zdobywając platynowe trofeum. Zaraz później wróciłam do „dwójki". Assassin's Creed Odyssey naprawdę oferuje głupiutką fabułę, która się w ogóle nie umywa do poprzednich odsłon sagi. Więc tak, szokuje mnie to. Niezrozumiałe jest dla mnie, dlaczego Mass Effect: Andromeda zostaje skrytykowana jeszcze przed premierą i już na początku ma ciężko, a Odyssey zachwyca krytyków, którzy jeszcze trzy lata temu marudzili, że Syndicate wnosi za mało powiewu świeżości po Unity. Nie rozumiem.

Najbardziej oczekiwana produkcja: The Last of Us: Part II

A niech mnie! To jest wrodzony masochizm, inaczej tego nie nazwę. Marudzę, że niektóre historie powinny pozostać zamknięte, nieruszone. I The Last of Us się do nich zalicza. Mimo to jestem tak cholernie ciekawa, co też Naughty Dog zaprezentuje nam w drugiej części... Jestem tak ciekawa, że myślę o tym praktycznie codziennie. Za każdym razem, gdy włączam nową grę studia, jestem zachwycona. I za każdym razem mam wrażenie, że już lepiej być nie może, a zawsze jest.

Nie chcę czekać na ten tytuł, uważam, że historia Ellie i Joela została zakończona śliczną kropką. Ale gdy oglądam te zwiastuny, widzę, jak malutka Ellie stała się prawdziwą, dojrzałą kobietą, aż mnie ręce świerzbią, to jest silniejsze ode mnie. Chciałabym już zagrać. I nawet jeśli sequel mnie rozczaruje i utwierdzi w przekonaniu, że ta historia powinna była pozostać zamknięta - nieważne. Po prostu chcę już to mieć!

Podsumowanie

Myślę, że ten rok musi jeszcze dojrzeć w mojej świadomości, niczym dobre wino. Przyniósł mi, nam, wiele dobrego. Otworzyliśmy polski oddział Gamereactora. Doświadczyliśmy największych premier generacji, a nawet dziesięciolecia (Spider-Man był najszybciej sprzedającym się tytułem na wyłączność w historii Sony, Red Dead Redemption 2 w siedem dni pobiło siedmioletnią sprzedaż „jedynki"). Z mniej pozytywnych rzeczy, Blizzard coś tam kombinuje i niezbyt mu to wychodzi, Bethesda też nie radzi sobie dobrze. Być może to bardzo banalne stwierdzenie, ale rok 2018 zakończył wiele historii i równie wiele rozpoczął. I mimo wszystko mam wrażenie, że w swoim pędzie był nad wyraz spokojny. Czuję, że dopiero za jakiś czas będę w stanie w pełni stwierdzić, jaki był to rok.

A czego oczekuję od 2019? Chyba zwróciłabym się przede wszystkim do graczy, by byli spokojniejsi, wyluzowali, jak to stwierdził ostatnio reżyser filmowego Sonica. Męczą mnie już te tragedie związane z Diablo na komórki albo tym nieszczęsnym Falloutem 76. Mam wrażenie, że gracze to najłatwiejsza do urażenia grupa konsumentów. Jakby dzieciom w przedszkolu zabierano zabawki, kiedy to tylko gry. To przede wszystkim nasza pasja, którą powinniśmy się cieszyć, nie szerzyć toksyczności. Życzyłabym sobie, by branża w przyszłym roku była bardziej rozsądna pod tym względem. O dobre gry martwić się nie muszę, bo uważam, że najlepsze jest zawsze dopiero przed nami.

Pełny profil 5,267 opublikowanych artykułów
Dlaczego warto ufać Gamereactor
23 Wydania Każde z własną redakcją i własnymi ocenami.
1998 Publikujemy od Niezależni właściciele przez cały ten czas.
100% Z własnego doświadczenia Pisane po czasie spędzonym z grą, nigdy z materiałów prasowych.
1–10 Ocena sieci Ocena każdego wydania, uśredniona i pokazana.