Cookie

Gamereactor korzysta z plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość przeglądania naszej strony internetowej. Jeśli kontynuujesz, założymy, że jesteś zadowolony z naszych zasad dotyczących plików cookie.

Polski
Strona główna
artykuły

Dzieci w świecie postapokalipsy - w jaki sposób przedstawiają je twórcy gier wideo?

Niegdyś odporne na śmierć i ignorowane, dziś odgrywają znacznie większą rolę.

Życie dorosłych w świecie postapo nie należy do najprostszych. Zastanawiające jest jednak, jaką rolę w tym wszystkim mają milusińscy oraz jak zazwyczaj kreuje się ich wizerunek - jeśli już się kreuje. Bo, paradoksalnie, dzieci w grach o omawianej tematyce pojawiają się niezwykle rzadko, a jeśli już się pojawiają, to często w sposób byle jaki.

W całej swojej growej „karierze" najczęściej zetknęłam się z następującym przedstawieniem obrazu apokalipsy: dorosły protagonista otoczony plejadą innych dorosłych bohaterów, większość populacji wyginęła, a ci, którzy przetrwali, poświęcają swoje życia na zabójstwa i kradzież, w całym świecie lub w dużej jego części panuje przerażająca pustka. W tej smutnej przestrzeni brakuje wielu elementów, które istnieją w naszym życiu codziennym, ale przede wszystkim brakuje w niej dzieci.

Dlaczego? Czyżby prawidłowe przedstawienie wizerunku dziecka było aż tak trudne, że dla wielu scenarzystów niewykonalne? Zdaje się przecież, że właśnie tego gracze pożądają - tytuły pokroju The Walking Dead, The Last of Us, czy This War of Mine: The Little Ones całkowicie uwiodły serca milionów i udowodniły, że dzieci w grach są potrzebne. Dobrym przykładem problemu, bo to słowo idealnie tu pasuje, jest seria Fallout, zwłaszcza nowe części, od „trójki". Można w nich spotkać trochę dzieci, ale zawsze są one nieśmiertelne, a ich obecność dosłownie sprawia wrażenie dodanej na siłę. W trakcie wymiany ognia w ich pobliżu nie usłyszymy krzyku przerażenia. Gdy nagle do osady wedrze się jakaś wroga banda albo stwory, dzieci znikają. Żadne nie ginie od przypadkowego strzału, żadne nie zostaje zabite przez żądnych krwi bandytów - chociaż samych scen morderstw uświadczymy w grze sporo. Nie zobaczymy również szczątków dzieci, a jeśli już zajrzymy do porzuconego dziecięcego wózka, znajdziemy w nim co najwyżej pomniejszony szkielet dorosłego z olbrzymią czaszką, aby tylko sprawiał pozory, że należy do dziecka.

Nice try.

Być może taki stan rzeczy ulegnie zmianom za sprawą Days Gone, w którym zarażone są również dzieci. Podczas przedpremierowego pokazu spędziłam z grą ponad trzy godziny, eksplorując świat po apokalipsie. W pewnym momencie zainfekowane dziecko ukradło plecak mojej postaci, a następnie wyjęło z niego aparat i zrobiło sobie selfie. By odzyskać ekwipunek, zostałam zmuszona do zabicia tego dzieciaka. I, co ciekawe, niedługo później w sieci zawrzało od negatywnych opinii graczy, którzy stwierdzili, że Days Gone jest nieetyczne, a twórcy produkcji posunęli się o krok za daleko.

Niektórzy mogliby powiedzieć, że gry to tylko rozrywka, więc aż tak trudnych kwestii jak dzieci na wojnie/w świecie postapo nie trzeba dokładać, ale... gry już dawno przestały być zwykłą rozrywką - to przede wszystkim pełnoprawne dzieła kultury, na dodatek dzięki swojej interaktywności mogące przedstawić to wszystko w znacznie bardziej angażujący sposób. Ponadto rozrywka powinna też uczyć. Kupujemy dziecku klocki Lego, bo pozwalają one na rozwinięcie wyobraźni. Filmy sci-fi z najbardziej złożonymi uniwersami niczym nie różnią się od melodramatów, bo przede wszystkim pokazują ludzkie dylematy, relacje w społeczeństwie, pokazują życie. Dlaczego gry miałyby być inne? Zwłaszcza teraz, gdy są tak popularne, jak nigdy wcześniej.

Oglądamy filmy i to często ciężkie dramaty bo takie jest życie, nie zawsze różowe i piękne, czasami jest wręcz przeciwne. Dlaczego gry mają być inne? Zwłaszcza teraz, gdy są tak popularne.

Traszki, czyli zarażone dzieci w świecie Days Gone, zdążyły już poruszyć graczy.

Światy fikcyjne niczym nie różnią się od rzeczywistego, tak samo jak dzieci w grach niczym nie różnią się od tych istniejących naprawdę. To w końcu my stworzyliśmy te inne światy, nie są one niczym innym, jak wytworem ludzkiej i przede wszystkim - dziecięcej wyobraźni.

Jako dorośli jesteśmy w stanie zaobserwować pewne schematy zachowań u dzieci. Dla mnie te małe potworki są prawdziwymi bohaterami. Mają cechy, które u większości ludzi zanikają z wiekiem - bo człowiek dorosły stara się ich pozbawić u młodszych. Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak się dzieje, ale wiem, że powinniśmy się uczyć od nich co najmniej dwa razy tyle, ile one od nas.

Dzieci są łatwowierne i szybko nawiązują relacje. Są niezwykle wytrzymałe i zaprawione w boju - nieważne, ile razy się przewrócą, zawsze próbują dalej. Po raz trzeci, po raz dziesiąty, po raz pięćsetny. U nich nie istnieją takie pojęcia, jak: „nie chcę", „nie będę", „świat jest taki zły". Dziecko nie popadnie w depresję i nie zamknie się w swoim łóżeczku, stwierdziwszy, że nie będzie się już uczyć chodzić, bo przewróciło się zbyt wiele razy. Dziecko wie, że musi ubrać te niewygodne śpioszki, musi zjeść obrzydliwą kaszkę, musi nauczyć się chodzić, by kiedyś mogło zacząć spełniać swoje marzenia. My, dorośli, również musimy przełknąć swoją kaszkę.

Relację dziecko-rodzic świetnie pokazano w serii The Walking Dead.

A dzieci w grach postapo? Niczym się nie różnią. Są szczere i potrafią zaufać obcemu człowiekowi. Wciąż uczą się poznawać ten skrajny świat, walkę o przetrwanie, oszustwa, handel, przysługi za niekoniecznie równą odpłatę, śmierć oraz niewygodne życie. I choć nie są już tak niewinne, jak kiedyś, to nadal są małymi bohaterami.