Manchester United ma za sobą najgorszy sezon w historii rozgrywek w Anglii, ale w Lidze Europy wydaje się, że przeistacza się w kolejną, znacznie groźniejszą drużynę, kandydata do zdobycia pucharu, który pozwoliłby im wrócić do Ligi Mistrzów w przyszłym roku, mimo że zajmują czternaste miejsce w Premier League.
To zasługa zwycięstwa 3:0 nad Athletic Bilbao w pierwszym meczu półfinałowym Ligi Europy, rozegranym przed teoretycznie mocniejszą drużyną, czwartą w Liga, w mieście na północ od Hiszpanii, Bilbao, pasjonującym się piłką nożną. I to w roku, w którym finał Ligi Europy zostanie rozegrany na ich stadionie, San Mamés.
Mecz został zakłócony na początku przez czerwoną kartkę dla Daniego Viviana, wyrzuconą z boiska za powalenie Rasmusa Hojlunda w polu karnym, a później rzut karny, który uniemożliwił drużynie Ernesto Valverde reakcję po pierwszym golu Casemiro.
Ruben Amorim wie, że "praca nie jest skończona" i uważa, że zmarnowali okazje do strzelenia jeszcze jednego gola, wiedząc, że w pierwszych trzydziestu minutach meczu mieli dużo problemów. Mogą zrobić to samo na Old Trafford, ponieważ są naprawdę silni, są naprawdę intensywni. Na naszym stadionie może zdarzyć się jedno wyrzucenie z boiska, więc musimy być przygotowani – powiedział Amorim, przyznając, że "przy odrobinie szczęścia udało nam się utrzymać w grze i wszystko może się zmienić w jednej sytuacji".
"Chcemy dać coś naszym kibicom, bo to wsparcie czujemy każdego dnia, bez względu na to, na jakiej pozycji w tabeli się znajdujemy" - dodał portugalski szkoleniowiec.
Rewanż, który odbędzie się w najbliższy czwartek, zostanie rozegrany na Old Trafford, a w Bilbao machina do gry "remontada " już działa...