Magiczna noc na Bernabéu nie miała miejsca. Nie ma nawet cienia powrotu Realu Madryt, z drużyną, która pokazała braki, które miała do tej pory przez cały rok, zarówno w ofensywie, jak i defensywie. Częściej atakowali, ale nie potrafili stworzyć sobie żadnych sensownych szans. Musieli strzelić trzy gole, ale oddali tylko trzy strzały na bramkę (Arsenal oddał ich sześć).
Jedynym golem w drużynie Carlo Ancelottiego (którego dni u sterów klubu mogą dobiegać końca) był błąd bramkarza Arsenalu Davida Rayi, który Vinícius wykorzystał do zresetowania meczu, dwie minuty po golu Bukayo Saki. Martinelli wbił ostatni gwóźdź do trumny w kontrataku, 1 na 1 przeciwko Courtois, który na początku meczu zatrzymał rzut karny. Ostatecznie 5-1 w dwumeczu.
To był mecz, którego można by się spodziewać po Realu Madryt na Bernabéu, gdyby przegrywali 0-0, ale trzybramkowy deficyt z pierwszego meczu nie wystarczył, aby wepchnąć ich na poziom, którego nie pokazali przez cały rok. Tymczasem w Mediolanie Bayern Monachium był bliski powrotu do gry z wynikiem 2-2, ale ostatecznie dźwignia z pierwszego meczu wystarczyła, a Inter wygrał 4-3 w dwumeczu.
Arsenal zmierzy się następnie z PSG, a Inter zmierzy się z Barceloną w półfinale w dniach 29-30 kwietnia.