Upadek Destiny 2 uwypukla problem, z którym zmierzą się wszystkie gry serwisowe
Powrót do Destiny 2 po latach przerwy może być mylącym doświadczeniem i przywodzi na myśl problem, z którym w końcu napotkają wszystkie projekty live-service.
Jest lato i jak zwykle nie ma nic do grania. Zamiast wychodzić na zewnątrz w bramę piekła, czytać książkę czy w końcu porządkować garaż, zostałem namówiony, żebym po raz pierwszy od Covidu wskoczył z powrotem do Destiny 2. I w ciągu kilku minut zrozumiałem, dlaczego gra przestała być wspierana, a Bungie było rozszarpywane jak dorsz wyciągnięty z Kanału La Manche.
Dawno temu byłem całkiem dobry w Destiny. Wtedy byłem zbyt biedny, żeby kupić Xbox One, więc grałem na 360. Byłem tam, gdy przyjechał Traveller, i przyznam, że na 360 nie wyglądał zbyt dobrze. Byłem tam, gdy Peter Dinklage był Duchem i byłem tam, gdy został bezceremonialnie odsunięty i zastąpiony przez Nolana Northa. I szczerze mówiąc Pete'owi, uważam, że poradził sobie całkiem nieźle. Czy brzmiał monotonnie i niezainteresowanie? Może, ale gra cholernego robota.
Może właśnie wtedy zaczęły się problemy z Destiny. To pierwsza skaza w świetnym debiucie nowej firmy Bungie po utracie Halo w rozwodzie z Microsoftem. Podczas gdy Master Chief wychowywał się w nieszczęśliwym domu, Bungie zdawało się rozkwitać z noworodkiem.
Potem pojawił się Destiny 2. Grałem w nią trochę, ale szybko odpuściłem, gdy stało się jasne, że to w dużej mierze to samo. Tym razem jednak z wyraźnym brakiem Paula McCartneya, co mogę tylko przypuszczać, że również w ogromnym stopniu przyczyniło się do upadku tego zespołu.
Rozumiem, że od tamtej pory wiele się zmieniło, na lepsze lub na gorsze. Co się stało, gdy w końcu go uruchomiłem?
Bałagan
Natychmiastowe przeładowanie informacjami. Ekran menu pełen planet i ikon, bez żadnej wskazówki czy sugestii, dokąd iść, to ja musiałem wybrać kierunek i go realizować. Moja mglista znajomość pierwszej gry pomogła mi w tym zadaniu, bo rozpoznałem planety i centralny punkt Wieży, będącego centrum gry. Więc oczywiście tam poszedłem. I otrzymałem około miliona punktów HUD i znów nie było jasnych wskazówek, co robić jako priorytet. Tylko dużo postów do zebrania i mnóstwo sprzedawców oraz dawców zadań, którzy przypominali mi, że jestem zbyt słaby, żeby zrobić lub kupić to, co mają do zaoferowania. Dzięki.
Nowy gracz? Spróbuj tego
Jeśli więc myślisz o wskoczeniu do (lub powrocie do) Destiny, oto szybki kurs przyswojenia, który Bungie pewnie powinno ci dać.
Przede wszystkim otwórz menu start, żeby sprawdzić swoją postać. Aby cokolwiek zrobić w tej grze, potrzebujesz poziomu Światła 300, więc odpowiednio zorganizuj swój sprzęt.
Następnie, jeśli chcesz od razu zacząć strzelać, przejdź do menu ze wszystkimi planetami i wybierz Vanguard Ops (to niebieska ikona pięciu na dole). Wybierz dowolną z szybkich zagrywek. Uważaj jednak na wszystko inne. Destiny uprzejmie pokazuje wiele misji, których nie możesz wykonać, wpuszczając cię przez frontowe drzwi, by potem powiedzieć, że nie jesteś wystarczająco silny, by to zrobić.
Albo udać się do Wieży, bo tam będzie mnóstwo do zrobienia. Nie daj się przytłoczyć sprzedawcom i ikonom – połowa tego, co oferują, i tak nie będziesz miał teraz dostępu, bo zabraknie ci jednej z trzydziestu siedmiu walut w grze używanych do kupowania i ulepszania. Glimmer, shards, Twinkle i Sparkle (dwa z nich wymyśliłem) to rzeczy, które będziesz potrzebować, by się wzmocnić, by później dotrzeć do trudniejszych zawartości. A nawet wtedy możesz nie być w stanie, bo nie jesteś Strzelcem czy czymś podobnym.
Zamiast tego warto udać się do Monument of Triumph, by rozpocząć swoje triumpsy. Potem będziesz musiał trochę poszukać terenów i zobaczyć też Ikorę. Dostaniesz monety, które możesz wykorzystać, by zdobyć wystarczająco przyzwoitą zbroję i broń, by podnieść się do poziomu 300. Alternatywnie, rozmowa z Ikorą pozwoli ci dowiedzieć się o swojej podklasie, a ona od razu da ci zestaw umiejętności, który pozwoli ci przejść do podstawowych misji.
Potem możesz podjąć się wszystkiego. A przez cokolwiek mam na myśli tylko szybką rozgrywkę i podstawowe misje, bo wszystko inne jest zamknięte za płatnymi dodatkami, poza kilkoma misjami dostępnymi na Timeline.
Oś czasu ma na celu wprowadzić cię na bieżąco z tym, co dzieje się na świecie. Nie mam o tym większej wiedzy, bo przeczytałem ją i wykonałem kilka misji, które oferowała. Alternatywnie, zapytaj tego jednego przyjaciela, który ma w tym tysiąc godzin. Pozwól im przez godzinę opowiadać lore, a w końcu cię przez to przeprowadzą.
To funkcja, a nie błąd
Problem Destiny 2 polega na tym, że stopniowo źle zarządza sobą i swoją nową zawartością, co rozpoznają tylko weterani. I to jest w pełni zrozumiałe, bo skoro zostali na miejscu, powinni być traktowani dobrze.
Ciągłe dodawanie nowych dodatków sprawiło, że rozmiar gry się powiększył, a w rezultacie Bungie zdecydowało, że zamiast wprowadzać niektóre części gry jako opcjonalne instalacje, po prostu schowali stare elementy, żeby nikt już nie mógł w nią grać. Nawet ci, którzy za to zapłacili.
Wyobraź sobie, że grasz w Halo 3 i wracasz do niego po latach, tylko po to, by odkryć, że usunięto pierwsze cztery misje, bo dodano mnóstwo nowych rzeczy. Byłoby oburzenie, ale ponieważ to "live service", to funkcja. Efektem jest doświadczenie bez jasnego wprowadzenia czy czytelnej fabuły, która nowicjuszom pozwala nauczyć się podstaw, co również zraziło głównych graczy, odbierając im rzeczy, które posiadali.
Ale to problem, z którym w końcu zmierzy się każda udana gra live-service. Każda gra, która przetrwa dziesięć czy dwadzieścia lat, gromadzi nie tylko zawartość, ale także systemy, waluty, mechaniki i fabuły, które nowicjusze mają jakoś zrozumieć. Destiny nie będzie ostatnią grą, która zmaga się z ciężarem swoich danych. Co się stanie, gdy World of Warcraft osiągnie czterdzieści lat dodatków? Rainbow Six: Siege już raz się odbudowało.
Gry na żywo są zaprojektowane tak, by stale się rozwijać. Każdy sezon dodaje kolejne miejsce, kolejną aktywność, kolejnego sprzedawcę, kolejną walutę, kolejny system. Żadne z tych dodatków nie jest szczególnie trudne do zrozumienia samodzielnie, ale po dziesięciu latach nawarstwiają się na siebie, aż nowi gracze zniechęcają się do góry, którą muszą zdobyć.
W pewnym momencie każda długo działająca gra live-service musi wybrać między zachowaniem wszystkiego a troską o resztę bazy graczy. Destiny wybrał to drugie i mimo to zdołał wszystkich zdenerwować. Przez lata angażowali swoich zawodników i sprawiali, że byli nieprzeniknięci dla innych.
Czy jest lepszy sposób, by to zrobić? Nie jestem deweloperem, ale widziałem, jak Call of Duty radzi sobie z ogromnymi rozmiarami plików przy częściowych instalacjach, może Destiny nie potrafi, bo... Dlaczego? Jestem pewien, że pewnego dnia rewizjoniści będą postrzegać Destiny 2 jako niedocenione i niezrozumiane, ale patrzenie z perspektywy czasu to coś wspaniałego, prawda? Nie utrzymuje jednak świateł w Bungie.
Najsmutniejsze jest to, że pod całym tym bałaganem, żargonem i błyskiem strzelania są tak płynne i rozbudowane, że świetnie się przy tym bawiłem. Projekt poziomów wciąż jest trochę powtarzalny, ale gra była świetna. Po prostu zajęło to zdecydowanie za dużo czasu i wymagało zbyt dużo administracji, żeby w ogóle zabrać się za zdjęcia. To gra, która powinna być ostrzeżeniem dla wszystkich innych gier live-service.
Może powinienem spróbować Marathon, ale słyszałem, że też nie idzie dobrze. Może dam temu też pięć lat.











