Cookie

Gamereactor korzysta z plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość przeglądania naszej strony internetowej. Jeśli kontynuujesz, założymy, że jesteś zadowolony z naszych zasad dotyczących plików cookie.

Polski
Strona główna
zapowiedzi
Code Vein

Code Vein - wrażenia z testów sieciowych

„W odciętym od świata tajemniczą barierą, postapokaliptycznym, skażonym mieście, garść „upiorów" - nieśmiertelnych, sztucznie stworzonych wampirów - stara się przeżyć choćby jeden dzień dłużej..."

  • Joanna StrześnickaJoanna Strześnicka
Code Vein

Trzeciego czerwca zakończyły się testy sieciowe do Code Vein, podczas których byliśmy w stanie doświadczyć tego, jaką grę Bandai Namco przedstawi nam w przyszłym roku. Mimo niebyt udanej tegorocznej odsłony God Eatera i opóźnieniom w produkcji, Code Vein nie znika z pola widzenia graczy, którzy od pierwszych zapowiedzi wyczekują premiery. Czy Code Vein zadowoli ich oczekiwania?

Większość zainteresowanych, którzy tytuł śledzą już od jakiegoś czasu, słyszała do tej pory jedno: Code Vein ma być grą typu soulslike, przebraną w styl anime - przerysowaną, bardziej dostępną, nabrzmiałą od wszystkiego, co w japońskich grach uwielbiają fani. Zawierając w jednym pudełku mangowe postacie, wampiry, supermoce i lubiany styl rozgrywki, studio stworzyło kombinację, która na pierwszy rzut oka powinna zadowolić każdego. Powinna, bo mimo wszystko demo zapaliło kilka czerwonych lampek.

Code Vein
Code Vein

Zacznijmy jednak od fabuły. Historia prezentuje się typowo dla gatunku: w odciętym od świata tajemniczą barierą, postapokaliptycznym, skażonym mieście, garść „upiorów" - nieśmiertelnych, sztucznie stworzonych wampirów - stara się przeżyć choćby jeden dzień dłużej. Jedyni ocalali ludzie są przetrzymywani przez najsilniejszych, cała reszta desperacko grzebie w ruinach w poszukiwaniu dziwnych pnączy, z których owoce mają właściwości podobne do ludzkiej krwi. Głód prowadzi do szaleństwa, wypełniając miasto Zagubionymi - wynaturzonymi monstrami, które stanowią w grze głównych przeciwników. Aby nie podzielić ich losu, silniejsi wykorzystują słabszych, by ci, przekopując się przez ruiny miasta niczym szczury, uzupełniali dla nich zapasy.

Jeśli komuś się wydaje, że termin „soulslike" nie jest prawdziwą nazwą dla gatunku, to Code Vein i tak powinno się nim określać. Nie mówimy tutaj o miernym naśladowaniu mechaniki walki - podobieństwo do serii praktycznie parzy, od przeciwników po interfejs. Zamiast dusz będziemy zbierać pył, zamiast przy ognisku umiejętności rozwiniemy odpoczywając przy życiodajnym krzewie, a gra oznajmi nam zwycięstwo nad bossem w sposób tak znajomy, że bez poczucia winy można nazwać go bezczelnym.

Code Vein
Code Vein

Rozgrywka w Code Vein jest przyjemna i przystępna, atmosfera zrujnowanej cywilizacji - przekonująca, a całość jest przyzwoicie doszlifowana. A jednak coś niepokojącego wisi w powietrzu - pytanie, czy postawienie nogi w innym do dotychczasowych gier Bandai Namco gatunku jest oznaką długo oczekiwanego rozwoju, czy desperacji.

Niemniej jednak Code Vein jest, nawet teraz, z grubsza rok przed premierą, produktem dopracowanym. W maju tego roku mieliśmy już wgląd w menu tworzenia postaci - które, nawet jak na świeży tytuł, prezentuje się całkiem bogato i daje sporo wolności przy edycji nawet najmniejszych detali. Pozwoliłabym sobie nawet na stwierdzenie, że Code Vein stoi tu na równi z Soul Caliburem 6. Ikoniczny dla studia styl postaci, choć przypominający lalki, nie ujmuje grze ani trochę. Także pod względem walki nasz Upiór nie jest ograniczony jedynie typem wybranej broni (gracz bez problemu może przełączyć między jednym z dwóch presetów), a umiejętności, zamiast uniwersalnymi, będą przypisane do odpowiednich klas. Samej rozgrywce nie da się nic zarzucić.

Co więc martwi? Pod powierzchnią Code Vein jest wciąż jak najbardziej grą nałożoną na szkielet God Eatera. Produkcja prezentuje nam bazę wypadową, z którego nasza postać i jej towarzysze ruszać będą na misje. Część z nich nie będzie związana z postępem fabuły, a jedynie podrzuci Zagubionych, których tępienie dostarcza materiałów na tworzenie ekwipunku. Lobby, tym razem w pełnym 3D, wciąż grozi tym, że za jego drzwiami czekają powtarzalne misje i sztuczne przedłużanie.

Code Vein

Zamiast pustej areny rodem z God Eatera, w demo przywitały nas korytarze i nieco liniowe labirynty. Zamiast uniwersalnej postaci - możliwość wybierania i przełączania między różnymi klasami, dostosowanymi do pożądanego stylu walki. A jednak formuła God Eatera jest widoczna - i niepokoi, że Code Vein może, być może, w najgorszym wypadku, paść ofiarą tych samych błędów, które znaną markę zepchnęły ze stołu. W najlepszym zaś - przywróci jej ducha i wtoczy do suchych żył nową, życiodajną krew.

Oglądasz

Preview 10s
Next 10s
Reklamy

personal notes: TaaAAAAK nareszcie opcja zmiany języka na japoński