Polski
Gamereactor
zapowiedzi
Elden Ring

Elden Ring: Cień Erdtree jest tak ostry, jak się spodziewaliśmy

Ale pytanie brzmi, czy projekt szefa FromSoftware graniczy z niesprawiedliwością?

HQ
HQ

To wciąż dość szalone, że po wydaniu mega-hitu FromSoftware, Elden Ring, minęły ponad dwa lata, zanim dostaliśmy pierwszy i jedyny dodatek do gry. Łatwo sobie wyobrazić, że niektórzy garnitury na górze naciskają na FromSoftware, aby uderzyło żelazo póki gorące i jak najszybciej wypuściło nową płatną zawartość do gry, która jeszcze w lutym tego roku sprzedała się w ponad 23 milionach egzemplarzy. Dlaczego więc tak długo zajęło twórcom przygotowanie dodatku? Według przedstawiciela Bandai Namco na imprezie przedpremierowej, w której niedawno uczestniczyłem w Paryżu, długi czas produkcji jest częściowo spowodowany skalą - Shadow of the Earth Tree jest zdecydowanie największym DLC, jakie kiedykolwiek stworzyło FromSoftware - a twórcy chcieli mieć pewność, że sprosta ukochanej i docenionej przez krytyków głównej grze.

Opierając się na trzech godzinach, które spędziłem na graniu w dodatek, z pewnością wydaje się on zarówno ogromny, jak i doskonałym rozszerzeniem głównej gry. Cień Erdtree to więcej Elden Ring - na dobre i na złe. Dla zdecydowanej większości pewnie wszystko dobrze, ale dla tych, którzy liczą na bardziej bezpośredni (i ośmielę się powiedzieć "wciągający"?) storytelling lub bardziej przystępny poziom trudności, mam złą wiadomość. Shadow of the Erdtree jest co najmniej tak samo niejasny jak główna gra pod względem podejścia do opowiadania historii, a Kraina Cienia, w której rozgrywa się dodatek, jest domem dla jednych z najbardziej śmiercionośnych przeciwników, z którymi zmierzy się twój Tarnished. Istnieje dobry powód, dla którego dostęp do rozszerzenia można uzyskać dopiero po pokonaniu zarówno Radahna Starscopurga, jak i Mogha, Władcy Krwi w głównej grze, i dlaczego From Software zaleca, abyś zajął się nim jako jedną z ostatnich rzeczy, które robisz w grze.

Elden Ring
To jest reklama:

To dość odważne posunięcie samo w sobie, FromSoftware zamyka ogromne i niezwykle przereklamowane rozszerzenie za jednym z ostatnich i najtrudniejszych bossów w grze, która już ma reputację niezwykle trudnej. Mówcie, co chcecie, o tej decyzji, ale pokazuje ona, że FromSoftware nadal odmawia pójścia na kompromis ze swoją wizją projektowania ambitnych treści przede wszystkim dla swoich najwierniejszych fanów, do których ja, jako jeden z nich, mam wielki szacunek. Nie mam jednak wątpliwości, że niektórzy gracze będą srodze rozczarowani, gdy zdadzą sobie sprawę, że nie spełniają wymagań wejściowych dodatku lub odkryją, że przypadkowo usunęli swoje dane zapisu w ciągu dwóch lat od premiery głównej gry.

Miejmy jednak nadzieję, że zdecydowana większość zrozumiała wymagania wstępne i odpowiednio się przygotowała, a na nich czeka nowy, brutalny i ponury obszar, do którego przeniesie się poprzez dotknięcie zwiędłej ręki wystającej z poczwarki w mauzoleum Mogha. Kraina Cienia to, jak sama nazwa wskazuje, raczej ponury obszar, zaciemniony przez coś, co wygląda jak gigantyczne zasłony na niebie przed znajomym Drzewem Ziemi. Są martwe drzewa, tajemniczy NPC próbujący wytropić brata Malenii, Miquellę, a także groteskowe potwory, które mogą zakończyć Tarnished zaledwie kilkoma ciosami.

FromSoftware przygotowało do dema trzy postacie na poziomie 150 do wyboru: siłę, zręczność lub w równym stopniu postać zorientowaną na wiarę i inteligencję. Wybrałem to drugie, nie dlatego, że wolę magię (w tego typu grach zwykle wybieram największą i najcięższą broń, jaką mogę dostać w swoje ręce), ale dlatego, że ta postać miała dostęp do nowej broni sztuk walki, którą widzieliśmy w zwiastunie rozgrywki do rozszerzenia i którą przedstawiciel Bandai Namco wymienił jako swoją ulubioną.

Zaczynam więc demo jako mag MMA, jadący przez równiny Krainy Cieni na grzbiecie naszego wiernego Torrenta. Wypatruję wielkich zamków i innych punktów orientacyjnych na horyzoncie, ciesząc się zawsze hipnotyzującym kierunkiem artystycznym FromSoftware. Ale spokój nie trwa długo, bo w oddali dostrzegam wielkiego, płonącego kolosa, którego widzieliśmy w przyczepach i postanawiam podjechać w jego kierunku. Gdy mnie zauważy, zaczyna rzucać we mnie kulami ognia, których stosunkowo łatwo unikam za pomocą Torrenta. Udaje mi się wjechać w jego pas, gdzie zeskakuję z Torrenta i zaczynam rąbać go po kostkach. Jak na razie jest dobrze, dopóki nie wbija się w ziemię, wysyłając falę uderzeniową, która zabija mnie z pełnego zdrowia. No cóż, to będzie musiało być innym razem.

To jest reklama:
Elden Ring

Kiedy wracam do życia, przejeżdżam obok kolosa i znajduję się na rozdrożu. Przedstawiciel Bamco poinformował nas już, że droga w lewo prowadzi do zamku Belurat, domu lwiego bossa, którego widzieliśmy w zwiastunach, podczas gdy droga w prawo prowadzi do kolejnego zamku o nazwie Ensis. Naturalnie przychodzi mi poszukiwanie Beluratu i według przedstawiciela jest to również najłatwiejszy obszar, z którym można się zmierzyć w pierwszej kolejności.

Ale zanim to nastąpi, zsiadam z konia w małym obozie NPC, w tym groźnie wyglądającego rycerza o imieniu Freya. Wszyscy mówią tajemniczo o Miquelli i gdybym miał pojęcie, co to wszystko znaczy, chętnie bym się tym z wami podzielił. Tam też poznaję nowy rodzaj przedmiotu kolekcjonerskiego, którego nazwy niestety zapomniałem, ale trudno go przeoczyć. Można go znaleźć tylko w Krainie Cienia i zwiększa zadawane obrażenia, jednocześnie zmniejszając ilość otrzymywanych obrażeń. Jest inspirowany systemem ulepszeń Sekiro i ma wpływ tylko na twoją postać w Krainie Cienia. Jak powiedziałem, mój człowiek miał 150 poziom i biorąc pod uwagę ogólne wyzwanie w demie, myślę, że będziesz potrzebować tych ulepszeń, chyba że wskoczysz do rozszerzenia jako postać wysokiego poziomu.

Belurat to masywny zamek z naciskiem na pionowy design, który wydaje się w równym stopniu złoty i ciemny, jak i nieco orientalny w swoich inspiracjach. Głównym wrogiem jest tutaj rodzaj ducha, który wydał mi się nieco mało inspirujący w projekcie, ale jest równoważony przez przerażające skrzyżowanie skorpionów i pająków, mini wersje "Death Rite Birds" z głównej gry, a także okropny nowy typ rycerza Omenu, który wydaje się nieustannie atakować swoimi dwoma jednoręcznymi mieczami. ma nieskończoną ilość opanowania i oczywiście zabija cię dwoma lub trzema trafieniami.

Sam atakuję pięściami i kopnięciami z wyskoku, które wyglądają jak coś prosto z Sekiro. Czuje się świetnie i zadaje zaskakująco dużo obrażeń, ale ma straszny zasięg. Mam też do dyspozycji kilka nowych zaklęć, w tym nowy typ "ryczący", w którym ryczę przez głowę niedźwiedzia i stopniowo zadaję obrażenia wszystkim otaczającym mnie wrogom. Kolejnym faworytem jest nowe zaklęcie czarnoksięskie, które pozwala mi błyskawicznie wchodzić i wylatywać z wrogów, co moim zdaniem będzie dość toksyczne w PvP.

Elden Ring

Kilkoro z nas szybko zdaje sobie sprawę, że głową w ścianę kilku wrogów, którzy nie liczą się jako prawdziwi bossowie, nie jest najlepszym wykorzystaniem naszego czasu, więc zaczynamy gorączkowo biegać i toczyć się po zamku. Mając armię wrogów depczących nam po piętach, przy złotej ścianie na szczycie zamku znajdujemy Miejsce Łaski i to właśnie tutaj znajduje się lwi boss.

Mając ograniczony czas, nie wstydzę się wezwać pomocy, więc dzwonię dzwonkiem i wzywam nowego rycerza duchowego popiołu o imieniu Andreas, aby pomógł mi w walce. Ale nawet z jego pomocą jestem wielokrotnie bity przez lwa, który tańczy po arenie, drapiąc, gryząc, plując i wywołując grzmoty i burze śnieżne. I oczywiście nie jestem w tym odosobniony - wszędzie na ekranach słychać westchnienia, jęki, przekleństwa i okrzyki "nie!", gdy zbliżasz się do pokonania bossa, a potem spieprzysz.

Aby zobaczyć jak najwięcej z dema, teleportuję się i udaję się do zamku Ensis. Z tego, co wiem, w przeciwieństwie do Belurata, nie jest to nowy loch dziedzictwa, ale raczej średniej wielkości loch, który łączy dwa obszary. Jest w stylu kariańskim i doprowadzony do skrajności - teleportujących się magów, rycerzy z kolosalnymi magicznymi młotami i Carian Knight NPC z dwuręcznym mieczem, który wykończy cię w zasadzie jednym ciosem.

To właśnie tutaj zdaję sobie sprawę, że mój plecak jest pełen innych nowych i maksymalnie ulepszonych broni. Kilka ulubionych to niedźwiedzi pazur, który pozwala mi grać jako Wolverine, złota halabarda, która ma straszliwe ataki powietrzne Rycerzy Tygla jako sztukę broni, oraz świetną katanę, której grafiką broni jest mniej więcej ichimonji Sekiro trzy razy z rzędu. Ale nawet mając do dyspozycji tę potężną broń i rycerza Andreasa za plecami, nie radzę sobie z szefem zamku - potężną kobietą w rycerskiej zbroi, która bezlitośnie wymachuje dwoma mieczami, wystrzeliwuje jeden magiczny pocisk za drugim, a w drugiej fazie bitwy zaczarowuje swoją broń i przywołuje spadające komety, których fal uderzeniowych można uniknąć tylko skacząc. Chociaż jestem przerażająco blisko, niestety nie udaje mi się jej pokonać, ale podzielam radość mojego kolegi z drużyny, któremu się to udaje, a który następnie dowiaduje się od przedstawiciela, że nie wolno mu kontynuować.

Elden Ring

Zanim skończy się czas, mam też okazję zobaczyć mały mini-loch. Tak, katakumby i podobne treści poboczne powróciły, ale na podstawie tego, co tu widziałem, mam wrażenie, że tym razem włożono w nie więcej duszy i kreatywności. Ten konkretny mini-loch zawierał trochę platformówek i miał silny klimat Bloodborne. Nie zdradzę w jaki sposób, ale mogę zdradzić, że ma to związek z tak zwanymi "Żywymi Słoikami" a la Alexander z głównej gry.

Wyszedłem z paryskiego kościoła z chęcią dostania w swoje ręce całej rozbudowy. Zgodnie z tradycją DLC FromSoftware, wygląda na to, że otrzymamy najwyższej klasy projekt poziomów, kierunek artystyczny i projekt wrogów, a także fajne i kreatywne nowe bronie i zaklęcia, które zapewnią głównej grze jeszcze większą wartość powtórek. Moim jedynym zmartwieniem są szefowie. Myślałem już, że ostatnia tercja Elden Ring była bliska przekroczenia granicy uczciwego projektowania bossów, a bazując na dwóch bossach, których tu widziałem (którzy zdecydowanie nie są najtrudniejsi w dodatku), wydaje się, że From Software idzie jeszcze bardziej na całość w projektowaniu bezlitosnych bossów z nieograniczoną mobilnością, Ogromne obrażenia i nieprzerwane wzorce ataków. Ale jestem gotowy na wyzwanie, a mój własny lodowy rycerz na poziomie 150 obozuje przed poczwarką w mauzoleum Mogh, gotowy do zbadania każdego zakątka Krainy Cienia jeszcze w tym miesiącu.

HQ

Powiązane teksty

Elden RingScore

Elden Ring

RECENZJA. Przez Stefan Briesenick

Oczekiwanie dobiegło końca, a Fromsoftware wita zniecierpliwionych fanów w swojej pierwszej przygodzie z otwartym światem. Jak wypadła współpraca deweloperów z George'em R.R. Martinem? Sprawdźmy.



Wczytywanie następnej zawartości