Cookie

Gamereactor korzysta z plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość przeglądania naszej strony internetowej. Jeśli kontynuujesz, założymy, że jesteś zadowolony z naszych zasad dotyczących plików cookie.

Polski
Gamereactor Polska
artykuły
Ni no Kuni II: Revenant Kingdom

Podsumowanie roku 2018 według Pawła

Odkrywanie nowych horyzontów.

Ni no Kuni II: Revenant Kingdom

Kurczę! Ale to był dobry rok. Zadebiutowało wiele świetnych tytułów i bardzo cieszy mnie fakt, że wiele z nich to japońskie produkcje. Gatunek jRPG ma się bardzo dobrze i w zasadzie gdyby się chciało, można by tylko na nim poprzestać. W ubiegłym roku pisałem, że był to rok dobrych gier, ale niekoniecznie dobrych graczy i myślę, że w tym temacie wiele się nie zmieniło. No to jedziemy.

Gra roku: Ni no Kuni II: Revenant Kingdom

Skip

Tu zaskoczenie. Długo myślałem nad moją grą roku i w końcu stwierdziłem, że na to miano zasługuje tylko jeden tytuł: Ni no Kuni II: Revenant Kingdom. Po pierwsze, żadnej innej gry nie ukończyłem w tym roku dwukrotnie i to raz za razem - tylko Ni No Kuni II udała się ta sztuka, więc coś musi być na rzeczy. Po drugie, była to dla mnie niesamowicie relaksująca przygoda. Nie było odkrywczo, nic tu nie stanowiło większego wyzwania. Natomiast zarządzanie państwem, w którym wszyscy mają żyć długo i szczęśliwie, miało w sobie nieopisaną magię, której nie odnalazłem w pozostałych tytułach. Jasne, świetnie się bawiłem bujając się na sieci w Spider-Manie. Nową przygodę Kratosa pochłaniałem wszystkimi zmysłami, a symulator kowboja... darowałem sobie po kilkunastu godzinach grania. Ale to właśnie Ni no Kuni II wywołało u mnie najwięcej radości. Gra jest piękna, do bólu infantylna - w tym przypadku to olbrzymia zaleta, bo przy masie poważnych i brutalnych tytułów jest w swoich założeniach unikalna, zresztą jRPG od zawsze rządzą się swoimi prawami. Najważniejsze jednak, że to właśnie w niej przez kilkaset godzin czułem się niczym na bezludnej, rajskiej wyspie, której nie tknął jeszcze pęd i znieczulenie reszty świata. Czułem się w niej na tyle dobrze, że jak już wspomniałem, po skończeniu przygody wskoczyłem w nią od razu ponownie, a ostatnio powróciłem do magicznego świata za sprawą dodatków.

Zaskoczenie roku: Gra w życie

Ni no Kuni II: Revenant Kingdom

Ku zaskoczeniu Oli, nie napiszę Red Dead Redemption 2. Swoje zdanie o grze wielokrotnie wypowiedziałem i nie chcę w tym miejscu się powtarzać. To, co jednak mnie zaskoczyło, to... sam fakt, że jeszcze tak wiele może mnie zaskoczyć. Nie mam tu na myśli tylko nowych gier, bo te z roku na rok są coraz lepsze, ale dużo się po prostu wydarzyło. Był to rok, w którym w moim domu zagościło w końcu Nintendo Switch i od tego momentu jestem oszołomiony tym, co potrafi przynieść ta, wydawać by się mogło, słaba technicznie konsolka. Bardzo skrupulatnie wybieram tytuły, które ogrywam na „Pstryczku" i na żadnym z nich się nie zawiodłem. Jest to po prostu rewelacyjny sprzęt w swoim unikalnym założeniu. Sprzęt, który nawet nie ma zamiaru konkurować z innymi - i słusznie.

Po kilku latach - tak, wiem, długo mi to zajęło - ograłem również wiele tytułów na wirtualne gogle Sony. Choć sam sprzęt należy jeszcze dopracować (to nieszczęsne okablowanie) i zanim stanie się naprawdę użyteczny jeszcze daleka droga, ale już teraz czuć w nim uśpiony potencjał. Wiele tytułów zaskoczyło mnie pozytywnie swoim wykonaniem i muszę przyznać, że obecnie będę znacznie bardziej przyglądał się tej technologii.

No i na koniec. Był to rok wielkich zmian, przez które mogę chociażby napisać to, co właśnie piszę w TYM miejscu. GameReactor, a raczej praca na portalu sprawiła, że nieco inaczej patrzę na branżę dziennikarską w Polsce. Wielokulturowa redakcja to coś, z czym spotkałem się po raz pierwszy i wiele z założeń nadal wydaje mi się nietypowych czy wręcz dziwnych. Nie jest gorzej, nie jest lepiej. Jest po prostu inaczej i cieszę się, że mogę tego wszystkiego doświadczać, bo to po prostu kolejna fajna lekcja w życiu. A ja bardzo lubię poznawać nowe rzeczy. Ot, i mamy zaskoczenie, może i banalnie, ale jest nim samo życie.

Rozczarowanie roku: Wszechobecne dramy

Ni no Kuni II: Revenant Kingdom

Bo miałem nadzieję, że skończyły się wraz z ubiegłym rokiem. Oczywiście, byłem świadom, że nowe nadejdą, ale nie sądziłem, że pojawią się w tak wielkim natężeniu. Z jednej strony deweloperzy lecą sobie w kulki i jestem jak najbardziej za tym, by utrzeć im nosa. Z drugiej strony jednak, gracze ucierają tego nosa w zły sposób niczym buldożery, niszcząc wszystko na swojej drodze. Robią tak, bo inaczej nie potrafią, a czują się coraz bardziej oszukiwani, wybierają więc najbardziej hałaśliwy, najbardziej prosty w założeniu sposób. Boli mnie jednak fakt, że pewne rzeczy uchodzą na sucho i mamy do czynienia z podwójnym standardem. Rozumiem, że mniejszym studiom dajemy większy kredyt zaufania, ale nie dajmy się zwariować. Robimy złote posążki niektórym firmom i wynosimy na piedestały ich tytuły jeszcze przed premierą, a w tym samym momencie gnoimy inne gry dla samego gnojenia. Zapominamy, że gry wideo to przede wszystkim dobra zabawa i rozrywka z wyboru - nie zaś mus dla każdego. Nadal głosujemy portfelami i jeśli nie będziemy przy tym myśleć, nic się nie zmieni. Krzyki może i są głośne, ale nie oszukujmy się, szybko pojawia się kolejny temat, na który można pokrzyczeć, więc życie toczy się dalej. I tylko z wolna toniemy we własnym bagienku. Dramy... i wszechobecna nienawiść. To nadal mnie rozczarowuje w naszej branży.

Najbardziej oczekiwana gra: Ghost of Tsushima

Skip

W zeszłym roku czekałem na Tsushimę i Spider-Mana. Pająka się doczekałem, Tsushimy nie... Zatem czekam i w tym temacie za wiele się u mnie nie zmieniło. Na horyzoncie znajduje się więcej tytułów. Czekam chociażby na pełnoprawne Fire Emblem i Pokemony na Switcha. Czekam na Days Gone. Ale żadna inna gra nie wywołuje u mnie takiej euforii, jak Ghost of Tsushima. Wiem, że szykuje się kolejny świetny tytuł na ekskluzywność Sony. Wiem, że Sucker Punch mnie nie zawiedzie, bo jeszcze nigdy nie zawiódł.

Podsumowanie

Skip

Pomalutku zaczynam rozumieć redaktorów, którzy celowo odstają i nie wdają się w dziwaczne dramy i dyskusje. Co prawda jestem człowiekiem z natury bardzo emocjonalnym i empatycznym, tak więc trudno przejść mi obok niektórych tematów obojętnie, ale coraz bardziej doceniam natłok obowiązków, bo gdy człowiek nie wie, w co ręce włożyć, nie ma czasu na głupoty. Tak przynajmniej powiadają. Mam nadzieję, że przyszły rok przyniesie jeszcze więcej pracy, jeszcze więcej wyzwań i... jeszcze więcej lepszych gier. Tego sobie i wszystkim Wam życzę!