Resident Evil Requiem Zapowiedź: Titan horroru Capcomu zapowiada się obiecująco na Switchu 2
Podczas wizyty w europejskiej siedzibie Nintendo we Frankfurcie usiedliśmy w zaciemnionym pokoju, aby zapoznać się z tegorocznym głównym fenomenem grozy. Oto nasze wrażenia z Resident Evil Requiem.
Wszystko zaczyna się w zrujnowanej klinice medycznej. Moje instrukcje są proste; Muszę uciec. Gdzieś w ciemnych korytarzach się potwór, ten sam bestia, którego świat poznał w pierwszym zwiastunie Resident Evil Requiem. Teraz kręcimy się po tych samych pomieszczeniach, a zanim zdążyłem zobaczyć mojego wymuszonego współlokatora, jego złowroga obecność unosi się w powietrzu niczym namacalne uczucie.
Demonstracja, którą otrzymałem, trwała nieco ponad godzinę i skupiała się na elementach grozy Requiem. Grace, postać, którą grałem, nie miała jak się bronić, więc moją najlepszą nadzieją na przeżycie było uciekanie i nadzieja, że gdzieś pojawi się dobre miejsce do kryjówki. Tu i ówdzie znajdowałem puste szklane butelki, które można było wykorzystać w desperackich próbach odwrócenia uwagi potwora, ale z zasady czujność była znacznie lepszym narzędziem do przeżycia. Było to zrobione z perspektywy pierwszej lub trzeciej osoby, między którą mogłem swobodnie przełączać się w ciągu godziny. Horrorowy motyw dema jasno pokazał, że to właśnie oczami Grace powinna cieszyć się doświadczeniem dla maksymalnego zanurzenia, ale nie mam żadnych zastrzeżeń, jeśli chodzi o zabawę z kamerą za plecami. Może nie było to aż tak straszne, co pewnie bardziej pasuje niektórym.
Sam układ był mi znany, bo grałem w kilka wcześniejszych części serii Resident Evil, a w demie Requiem wydaje się być mieszanką drugiej i siódmej części. Jest przerażająca i podatna na zranienie, z morderczym prześladowcą tuż za mną, a jednocześnie jest dużo powrotów, gdzie kluczowe przedmioty otwierają nowe ścieżki w miejscach, przez które już przeszedłem. Oznacza to, że muszę ciągle śledzić, gdzie byłem i na jakie przedmioty zwracać uwagę, aby otworzyć nowe obszary w poprzednim pokoju.
Zazwyczaj jestem dość wolny, gdy podejmuję się tego typu doświadczenia w grach. Chcę chłonąć atmosferę, rozmyślać o szczegółach otoczenia i podejść do zadania z jak największym zanurzeniem. Dlatego byłem nieco w tyle za innymi prezentującymi, gdy siedzieliśmy obok siebie w ciemnym pokoju, ale z czasem zacząłem słyszeć przerażone krzyki w ciemności, gdy potwór wbijał pazury w moich biednych kolegów.
W końcu przyszła moja kolej, by stanąć twarzą w twarz z bestią i muszę przyznać, że ja również wielokrotnie dołączałem do przerażonego chóru, zanim upłysła godzina. Wcześniej przedstawiciele Capcom namawiali mnie, bym zbadał wzorce potwora i wykorzystał jego słabości na swoją korzyść, a gdy szybko zorientowałem się, że stworzenie jest wyraźnie wrażliwe na światło, odetchnąłem z ulgą. Moje poczucie bezpieczeństwa trwało około dziesięciu minut, zanim stało się jasne, że mój prześladowca nie lubi być przechytrzony i dlatego znalazł sposób, by odłączyć kilka lamp sufitowych, które jeszcze działały. Równowaga została więc przywrócona.
Ponieważ prezentacja odbyła się w Nintendo, naturalnie stał przede mną zadokowany Switch 2, a technicznie muszę pochwalić Capcom za ich pracę nad Requiem. Demo było głównie rozgrywane w ciemnych miejscach gry, ale pod względem grafiki nie odbiega od PlayStation 5 i Xbox Series X, przynajmniej z tego, co widziałem, nie grając osobiście. Płynność animacji była również stabilna, co pomagało utrzymać immersję i wolną od zbędnych technicznych rozpraszaczy.
Wcześniej nie sądziłem, że mogę być bardziej podekscytowany premierą Resident Evil Requiem, ale krótka chwila, którą spędziłem z potworem w zrujnowanej klinice, wystarczył, by podnieść mój osobisty wskaźnik hype'u o kolejny poziom. Może jestem trochę stronniczy, bo to właśnie takie doświadczenie gamingowe naprawdę mnie pasjonuje, ale z tego, co widziałem w dziewiątej odsłonie Capcom, nie ma wątpliwości, że będzie dobra, nawet na Switch 2. Prawdopodobnie naprawdę dobry, właściwie. Na pewno dowiemy się tego 27 lutego. Jeśli jednak nadal masz ochotę na więcej, przypominamy, że nasze wrażenia z gry na PS5 Pro możesz zobaczyć tutaj.






